Romański w Energa Basket Lidze: Zielonogórska Wojna Klonów

Koszykówka
Romański w Energa Basket Lidze: Zielonogórska Wojna Klonów
fot. PAP

- Za co warto docenić Stelmet Enea BC Zielona Góra, a za co Start Lublin, co może dać rozgrywający z Gdyni, a do czego dąży rozgrywający z Wrocławia - między innymi o tym pisze w przeglądzie tygodnia, po 17. kolejce Energa Basket Ligi, Adam Romański, koszykarski komentator Polsatu Sport.

NAJWAŻNIEJSZA INFORMACJA KOLEJKI: Siła Stelmetu, siła Startu


W ostatnim tygodniu wygrane Stelmetu Enei BC Zielona Góra (99:90 z BM Slam Stalą Ostrów Wlkp. - to już 14. wygrana z rzędu) i Startu Lublin (94:78 z HydroTruckiem Radom) nie mogły już nikogo zdziwić, ale dokładnie przyglądając się tym meczom można był odkryć, lub nawet tylko przekonać się po raz kolejny, na czym polega fenomen obu zespołów, pewnie lokujących się w czwórce najlepszych w tym sezonie.

 

Stelmet zagrał we wtorek ze Stalą bez swojego najlepszego centra Drewa Gordona. Niektórzy uważają, nie bez racji, że to zresztą jest najlepszy po prostu zawodnik zielonogórzan. Nieobecność byłego gracza NBA można było jednak po prostu przeoczyć, bo Stelmet zwyczajnie zagrał… tak samo jak zwykle i z łatwością połknął rywala, nie będąc nawet przez moment zagrożonym. Niczym w Gwiezdnych Wojnach (odcinek „Wojna Klonów”) trener Żan Tabak spokojnie wysłał po prostu na boisko zamiast Gordona kolejnych żołnierzy, wykonujących to samo i tak samo.

 

Nie wiem czasami, czy niektórzy zawodnicy Stelmetu nie zastanawiają się po meczu „czy to na pewno ja to robiłem dzisiaj?”, bo patrząc na przykład na Tony’ego Meiera w roli środkowego czy wpasowanego w zespół w dwa dni znakomicie nowego gracza George’a Kinga, można się zastanawiać, czy to na pewno byli oni. Dostają role i zadania, po prostu je wypełniają. Armia Klonów. Założyć im maski, zabrać numery i nikt nie pozna, kto jest kto.

 

Oczywiście, czasami potrzebny jest wybitny mecz jednego czy dwóch z nich (przeciwko Stali byli to Przemysław Zamojski z 6/7 za trzy i Łukasz Koszarek z 4/4 z gry i 7 asystami), ale ten element wojny boiskowych klonów też jest wymienny. Raz oni, raz kto inny. Co więcej, po słabej połowie, jaką na przykład we wtorek miał Ivica Radić, w drugiej ten sam gracz wychodzi na boisko i robi to samo, co wcześniej, tylko lepiej. Znakomita to cecha zespołu i można tylko gratulować.


Z kolei patrząc na mecz Startu z radomianami zauważyłem, że lubelski zespół - poza dobrą pracą trenerów - jest po prostu zbudowany ze świetnymi akcentami, złożony z zawodników jakby z marzeń kibiców, ale także każdego dojrzałego dyrektora sportowego.

 

Mamy tu przecież młodego, ale już silnego środkowego, który broni i w ataku pokazuje zwierzęcą siłę (Jimmie Taylor). Mamy rozgrywającego, który nawet jak rzuca dużo, to jeszcze więcej podaje i przede wszystkim wszyscy go lubią (Tweety Carter). Mamy młodego harpagona z Ameryki, który ma umiejętności i tylko czeka, żeby je pokazać, a także nie boi się podań (Brynton Lemar). Mamy szarpiących w obronie polskich zawodników (Mateusz Dziemba, Roman Szymański, Grzegorz Grochowski), a także utalentowanych strzelców, którzy lubią jak ktoś w nich wierzy i niekoniecznie ich popędza (Kacper Borowski i Damian Jeszke). I wreszcie mamy zadaniowego strzelca, który trafi wiele rzutów i będzie zadowolony, kiedy tych rzutów sporo dostanie (Martins Laksa).


Oczywiście, to trzeba było poukładać (brawo David Dedek), ale dobór ludzi w Starcie wygląda na idealny, a poza tym wszystkie ruchy były trafione. Byłoby świetnie, gdyby udało się to przekuć w miejsce w półfinale. Z tygodnia na tydzień wierzę w to coraz bardziej.

 

POSTAĆ KOLEJKI: Krzysztof Szubarga, Asseco Arka Gdynia

 

Wiele było oczekiwań przed derbowym meczem w Sopocie, ale wszystkie nadzieje Trefla pękły chyba jednak w porównaniu rozgrywających. 36-letni Krzysztof Szubarga nie tylko „zjadł” na talerzu mądrości boiskowej pierwszego playmakera Trefla Carlosa Medlocka (ma zazwyczaj mniej więcej tyle samo asyst, co złych decyzji o rzucie/podaniu na boisku), ale także - jak sądzę - dał do myślenia 21-letniej nadziei polskiego rozgrywania Łukaszowi Kolendzie. Asseco Arka wygrała ten mecz 86:79, a Szubarga miał 16 punktów (5/10 z gry, 4/8 za trzy), 6 asyst, 7 zbiórek i 0 strat!


Oczywiście, w końcówce meczu to Kolenda zmusił Szubargę do piątego faulu piękną akcją pod kosz, ale łącznie miał 15 punktów i ani jednej asysty. Nie mam nic przeciwko temu, żeby młodzian z Ełku stał się wybitnym strzelcem, który asysty zbiera rzadziej, ale jednak panowanie nad grą i charyzma boiskowa Szubargi w tym dniu miały wielkie znaczenie.

 

Oczywiście, był taki moment w tym meczu, znaczący, kiedy toczący swoje boje z młodym Kolendą rozgrywający Arki przesadził - uderzając rywala przy mijaniu w tył głowy. Mówił później, że to w ferworze walki i chyba można mu uwierzyć. Do tego, co prezentuje od lat Szubarga, nie pasuje wychowywanie młodszych kolegów poprzez ciosy. Dlatego nie ma wątpliwości, że przy odbudowującej się w końcówce sezonu gdyńskiej ekipie udział Szubargi będzie bardzo znaczący. Czy to wystarczy do medalu, pozostaje mocno wątpliwe.

 

LICZBA KOLEJKI: 21

 

Tyle punktów zdobył w meczu z MKS Dąbrowa Górnicza (wygranym 106:84) rozgrywający Śląska Wrocław Kamil Łączyński. Uczynił to grają 22 minut i 11 sekund w trzy kwarty, a w czwartej nie pojawił się na boisku. Dało to możliwość pobicia rekordów życiowych Jakubowi Musiałowi (14 punktów!) i wejścia na boisko 18-latka Mateusza Czempiela, który dotknął piłki raz - trafiając za trzy tuż przed końcową syreną.


Udział w walcowaniu MKS był dla Łączyńskiego tym ciekawszy, że to dopiero trzeci w karierze mecz, w którym ten reprezentant Polski rzucił w PLK 20 lub więcej punktów. A debiutował przecież 14 lat temu! Pozostałe dwa punktowe szaleństwa „Łączki” miały miejsce w play-off 2018 w barwach Anwilu. Wtedy to późniejszy MVP finałów zaaplikował 20 punktów Turowowi Zgorzelec w ostatnim, trzecim meczu ćwierćfinału, a także rzucił 22 punkty w meczu 5 finału ze Stalą Ostrów.

 

Na nowy rekord punktowy Łączyńskiego trzeba będzie więc jeszcze poczekać. Warto może jeszcze tylko dodać, że tata Jacek Łączyński w swoim rekordowym sezonie 1990/1991 w barwach Legii Warszawa rzucił w jednym z meczów 40 punktów…

 

WARTE POCHWAŁY: PGE Spójnia Stargard

 

Drużyna trenera Jacka Winnickiego rozpędza się pięknie, nawet mimo braku w składzie Tomasza Śniega i Piotra Pamuły wygrała łatwo z Polpharmą Starogard Gdański (92:71), prezentując przede wszystkim świetną obronę. 33 punkty (7/10 za trzy) rzucił Ray Cowels, który doskonale czuje się w systemie Winnickiego. Pod względem punktów traconych na mecz stargardzianie przesunęli się już na drugie miejsce w lidze, pomiędzy najlepsze dotąd w obronie Asseco Arkę Gdynia i Polski Cukier Toruń. Spójnia wygrała cztery z ostatnich pięciu meczów (w tym z gdynianami i radomianami na wyjazdach), więc staje się powoli głównym faworytem, a może nawet pewniakiem, do play-off. A przecież jeszcze w tym klubie czekają na wzmocnienie.

 

DO POPRAWKI: HydroTruck Radom

 

O ile w Stargardzie się cieszą, to w Radomiu muszą trochę martwić. HydroTruck przegrał cztery z ostatnich pięciu meczów, wszystkie porażki ponosząc z bezpośrednimi rywalami do miejsca w play-off: Spójnią, Treflem, Śląskiem i Startem (w ostatniej kolejce, 78:94). Mimo ogromnego skoku jakości u centra Adriana Boguckiego (siła przygotowania fizycznego do sezonu!) i klarownej strategii gry (rzuty, rzuty, rzuty!), wydaje się, że akurat w ostatnich meczach nie za bardzo pomógł świetny rozgrywający Obie Trotter. A taka już to jest uroda wąskiego składu, że jeden słabiej grający może spowodować kłopoty. Zobaczymy, czy HydroTruck stać na pozbieranie się na finisz ligi i znaczące dla tego klubu kolejne granie w play-off.

 

CO DALEJ?

 

Transmisje 18. kolejki Energa Basket Ligi tym razem można będzie znaleźć na Polsacie Sport Extra od piątku do niedzieli. Najciekawiej powinno być w sobotę we Włocławku, gdzie Anwil zmierzy się z coraz lepiej grającą PGE Spójnią Stargard. Kilka innych meczów będzie być może odbywało się pod hasłem „ostatniej szansy”. Na przykład w rozdziale „ostatnia szansa na play-off” występować mogą Enea Astoria Bydgoszcz w piątek w meczu z Legią Warszawa, a także w poniedziałek BM Slam Stal Ostrów Wlkp. w spotkaniu z HydroTruckiem Radom. Kto wie także, czy „ostatnia szansa na utrzymanie” nie ucieka właśnie MKS Dąbrowa Górnicza, który ma najdłuższą serię porażek w lidze, liczącą już 10 spotkań.


Plan transmisji 18. kolejki Energa Basket Ligi:

 

piątek 24 stycznia, godz. 17.30, Polsat Sport Extra: Enea Astoria Bydgoszcz - Legia Warszawa


sobota 25 stycznia, godz. 17.30, Polsat Sport Extra: Anwil Włocławek - PGE Spójnia Stargard

 

niedziela 26 stycznia, godz. 17.30, Polsat Sport Extra: MKS Dąbrowa Górnicza - Start Lublin

 

poniedziałek 27 stycznia, godz. 20.30, Polsat Sport Extra: BM Slam Stal Ostrów Wlkp. - HydroTruck Radom

 

WYNIKI, TERMINARZ I TABELA ENERGA BASKET LIGI

Adam Romański, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze