Kupisz: Tu we Włoszech myślimy jak przetrwać, a nie o pieniądzach

Piłka nożna
Kupisz: Tu we Włoszech myślimy jak przetrwać, a nie o pieniądzach
fot. PAP

W związku z koronawirusem sytuacja we Włoszech z godziny na godzinę jest coraz gorsza. O to, jak wygląda to na miejscu, zapytaliśmy Tomasza Kupisza. Pomocnik w przeszłości występował między innymi w Jagiellonii Białystok, a aktualnie gra w ekipie Trapani Calcio z Serie B.

Cezary Kowalski: Tragiczne wieści płyną z Włoch. Jak to wygląda z perspektywy Sycylii?

Tomasz Kupisz
: Sytuacja jest tu lepsza niż na północy Włoch. Wczoraj na Sycylii było potwierdzonych 350 przypadków zakażenia wirusem. Tymczasem w samej w Lombardii ostatniej doby aż 550 zgonów. Średnia wieku ofiar jest wysoka, ale umierają też ludzie po trzydziestce, czterdziestce. Groza. Włosi już zdali sobie sprawę ze skali problemu i niebezpieczeństwa. Na ulicach widać bardzo dużo policji, służby pilnują, aby nie wychodzili z domów. Wcześniej było to lekceważone. Teraz mamy stan krytyczny. Nie można nawet biegać po plaży. Karę za taką próbę zwiększono z 250 euro do dwóch tysięcy. Przylecieli lekarze z Chin i na pierwsze co zwrócili uwagę, to jednak wciąż na zbyt dużą liczbę ludzi na ulicach. Wczoraj tę opinię powtórzyli. Chyba jest projekt, aby w Lombardii zamknąć dosłownie wszystko, łącznie z komunikacją miejską. Informowali mnie o tym koledzy z Brescii, gdzie wcześniej grałem.

Jak piłkarze Trapani spędzają ten czas?

Siedzimy w domach. Moja żona ma firmę w Polsce i aby nad nią panować, wróciła do Polski 25 lutego, kiedy jeszcze była na to szansa. Ja przeprowadziłem się do Filipa (Filip Piszczek jest drugim polskim zawodnikiem Trapani – przyp. CK) i jest trochę raźniej. Od wielu dni poza mieszkaniem przeszedłem może z dwieście metrów. Wychodzę tylko po zakupy. Wsiadam do samochodu, kilka kroków do sklepu, w kolejce wszyscy zachowują odpowiedni dystans. Oczywiście zakładam maseczkę i rękawiczki. Miałem szczęście, bo żona kupiła maseczkę jeszcze przed swoim wyjazdem. Dziś już bardzo trudno dostać. Generalnie siedzimy na d..., bo jak sobie człowiek uświadomi, że tam na północy umierają lekarze i pielęgniarki także przez brak odpowiedzialności ludzi, to działa na wyobraźnię.

Nie wychodzicie nawet na krótki spacer?

Nie. Zero. Warto być ostrożnym i odpowiedzialnym. Mamy o tyle dobrze, że na dużym tarasie możemy pograć w siatko nogę. To jest dla nas teraz cały futbol. Nie jest łatwo bez rodziny czy przyjaciół, ale jesteśmy zdrowi, można wytrzymać, nie ma co popadać w paranoję.


Trudno chyba o to będąc we Włoszech i oglądając wiadomości, które są coraz gorsze. Co zwykli Włosi mówią o tej epidemii?

Wielu ma przekonanie, że w Lombardii kluczowy był ten mecz Atalanty z Valencią w Mediolanie w Lidze Mistrzów. Wszystko było w stanie początkowym, 7, 8 tysięcy zarażonych. Można pewnie było nad tym próbować jakoś zapanować, ale ludzie kompletnie to zlekceważyli. Dziesiątki tysięcy w tłumie, w takim momencie, mogły przesądzić o dramacie. Widać, że równie źle podeszli do tego Hiszpanie i Francuzi. Szwajcaria niby taka stabilna, ale też jest wiele przypadków zakażeń, bo pewnie bliskość Włoch o tym zdecydowała. Osiemnastu lekarzy we Włoszech zmarło. Jest naprawdę ciężko.

 

Porównywaliście w gronie piłkarzy sytuację w różnych krajach?

Jasne, oczywiście Włosi nas chwalą, że wyciągnęliśmy wnioski po ich błędach i jak najbardziej doceniali postawę, jaką prezentujemy w naszym kraju. Mamy trochę inną mentalność i łatwiej jest się nam dostosować i być zdyscyplinowanymi, za co chwaleni jesteśmy również na boisku. Mam szczerą nadzieję, że w Polsce nie będzie takiego dramatu jaki jest tutaj. Mentalność, przyzwyczajenia, reakcja na zalecenia miały kolosalne znaczenie w ostatnich tygodniach. We Włoszech rytuałem jest poranna kawa i cornetto w barze, gdzie na kilku metrach może się ze sobą stykać dwadzieścia osób, a może i więcej, więc o czym tu mówić? Takie bary są co kilkadziesiąt metrów, zatem możemy sobie wyobrazić jaki to miało wpływ na rozprzestrzenianie się wirusa.

Jakie zalecenia wydał wam klub?

Mamy do dyspozycji boisko i siłownię. Możemy indywidualnie pracować. Nie ma zajęć grupowych, są wyznaczone godziny, w których kolejni gracze mogą się pojawiać w klubie. Raz czy dwa byłem, ale ostatnio już nie.

Mimo dramatu, Włosi chcą podobno zrobić wszystko, aby dokończyć sezon…

Głośno się o tym mówi. Mimo wszystko jest nadzieja, że maj i czerwiec będą lepiej wyglądać. Tkwimy w tym teraz po uszy, a jeszcze trzy tygodnie temu koledzy z drużyny śmiali się, że nas to zupełnie nie dotyczy. „Dajcie spokój” – było słychać, kiedy temat był poruszany. Ja zresztą też nie widziałem aż takiego problemu. Dosłownie po tygodniu wszystko odwróciło się o 180 stopni.

 

Mówi się o obniżkach pensji w ligach włoskich?

Tak, że ma to być obniżka rzędu 20, 30 procent. To jest normalne, wiele branż cierpi, piłkarze nie są wyjątkowi. Moim zdaniem na razie nie ma jednak o czym rozmawiać. Mówię poważnie, w ogóle o tym nie myślę. Ekonomia schodzi na dalszy plan, jeśli trzeba martwić się o to jak przetrwać i wrócić do normalności.

 

Tomasz Kupisz (30 lat), były reprezentant Polski drużyn młodzieżowych od U-17 do U-21, czterokrotny reprezentant Polski, wychowanek Juniora Radom. Grał też w KS Piaseczno, Wigan Athletic, Jagiellonii Białystok. Od 2013 roku we Włoszech: Chievo, Cittadella, Brescia, Novara, Cesena, Ascoli, Livorno, Bari. W obecnym sezonie reprezentuje Trapani Calcio. W momencie przerwania rozgrywek jego zespół zajmował 18 miejsce w Serie B.

Raport dotyczący koronawirusa TUTAJ

 

Raport dotyczący koronawirusa w sporcie TUTAJ

Cezary Kowalski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze