Muzaj potwierdził ofertę z włoskiego giganta. "Była taka propozycja"

Siatkówka
Muzaj potwierdził ofertę z włoskiego giganta. "Była taka propozycja"
fot. Cyfrasport
Czy Maciej Muzaj trafi do Włoch?

Maciej Muzaj wrócił w piątek z Rosji, gdzie zaliczył niezwykle udany sezon w Gazpromie Surgut. W rozmowie z Polsatport.pl opowiada o tym, jak grało się w Superlidze, gdzie możemy zobaczyć go w przyszłym sezonie, o swych reprezentacyjnych ambicjach i o życiu w Rosji. I o tym, czy... zaczął pić wódkę.

Robert Małolepszy: W piątek wylądował Pan na Okęciu samolotem LOT, który odleciał z Moskwy w ramach akcji „Lot do domu”. Nie było żadnych kłopotów? W końcu dla Pana to był powrót z dalekiej Syberii.


Maciej Muzaj: Na szczęście wszystko przebiegło sprawnie. Zarejestrowałem się - tak jak inni rodacy - na stronie internetowej. Okazało się, że już w piątek mam lot z Moskwy. Byliśmy z dziewczyną w Surgucie, ale w Rosji nie ma na razie kłopotów z poruszaniem się wewnątrz kraju. Udało się więc szybko kupić bilety do Moskwy. Wszystko przebiegło bardzo sprawnie.


Wielu rodaków, wracających do kraju w ramach wspomnianej akcji, narzeka na tłok na Okęciu przy odprawie paszportowej i rejestracji. Wskazują, że może to być potencjalne źródło zakażeń. Jak było w Pańskim przypadku?


Chyba już wszystko zostało poprawione. Oczywiście w samolocie nie masz wyjścia – pasażerowie są dość blisko siebie, ale na lotnisku było to już dobrze zorganizowane. Czekaliśmy wprawdzie godzinę w samolocie na autobus, który zabrał nas do terminalu, ale to dlatego, że przed nami lądował inny samolot i najpierw obsługiwani byli pasażerowie tamtego lotu.


Jak wyglądała procedura na lotnisku?


Pierwsze dokumenty wypełniliśmy już w samolocie. Każdy musi napisać, gdzie się udaje. Potem na lotnisku pytają, czy mamy gdzie się zatrzymać i czy ma kto nas zabrać do miejsca kwarantanny. Oferowano nam pomoc w transporcie, ale my mieliśmy wszystko już przygotowane.


Gdzie odbywacie kwarantannę?


W rodzinnym Wrocławiu, w wynajętym mieszkaniu. Na razie nie widzieliśmy się ani z rodzicami, ani z dziadkami. Nigdzie nie wychodzimy. Znajomi przynoszą nam pod drzwi zaopatrzenie. Mamy co jeść, mamy internet, telewizję, mamy siebie. Nie nudzimy się. Teraz czekam już tylko na spotkanie z rodziną. A potem na pierwsze zgrupowanie kadry.


Czyli do Włoch się Pan jednak nie wybiera. Ponoć chciała Pana jeszcze w tym sezonie - na fazę play-off - ekipa mistrza Włoch, Cucine Lube Civitanova?


Była taka propozycja, ale najpierw chciałem dograć sezon w Surgucie do końca. Potem wybuchła epidemia i sprawa ucichła.


A gdyby jednak udało się wznowić sezon we Włoszech?


Teraz to tylko gdybanie. Jeśli będzie propozycja, być może ją przyjmę. Chętnie jeszcze bym pograł, bo chcę być jak najlepiej przygotowany do sezonu reprezentacyjnego.

 

Czy ten sezon w ogóle będzie? Jakie jest Pańskie zdanie na temat igrzysk?


Nad tym niech myślą tęgie głowy. Na pewno jest to gigantyczny problem. Z jednej strony - ze względu na bezpieczeństwo, niedokończone kwalifikacje, wciąż niewiadomy czas zakończenia pandemii - najlepiej byłoby przełożyć igrzyska. Z drugiej, gdyby igrzyska miały się odbyć np. za rok, dla wielu zawodników, zwłaszcza tych starszych, którzy szykowali się cztery lata, by właśnie teraz zakończyć kariery, może to będzie koniec marzeń. Bo za rok już nie będą w stanie wystartować.


A gdyby to Pan miał decydować?


Nie ma dobrego rozwiązania. Organizowanie turnieju na siłę jest bez sensu. Igrzyska bez ducha, publiczności, ze sportowcami bez formy i bez wielkich wyników nie będą igrzyskami. Nie wierzę, że uda się je przeprowadzić w terminie.


Widzi się Pan w 12-tce na te igrzyska?


To na pewno jedno z moich marzeń. Wracam z Rosji z jednym celem – osiągnąć sukces z reprezentacją. Będę walczył o miejsce w kadrze na igrzyska. Ale chcę też podkreślić, że najważniejszy jest wynik całej grupy – naszym celem jest medal. A kto i jak ma o niego walczyć – to już będzie decydować trener. Vital przyzwyczaił nas do tego, że wszyscy jesteśmy w drużynie. Walczymy jako team. Nieważne kto jest w szóstce, dwunastce, czy osiemnastce.


Dorósł Pan do bycia liderem? Wyjeżdżał Pan do Rosji z łatką zawodnika, któremu strach posłać ostatnią piłkę w secie. Wraca - jako najskuteczniejszy zawodnik Superligi. Jest Pan innym zawodnikiem?


Na pewno dużo się nauczyłem. Przede wszystkim właśnie bycia liderem. W Surgucie szły do mnie te najważniejsze piłki. Zresztą szła do mnie... większość piłek.


I jak Pan sobie dawał radę z piłkami na 23, 24 czy 25?


W rozegranym 7 marca meczu z Zenitem Kazań skończyłem drugiego seta asem, trzeciego punktowym atakiem. Wygraliśmy 3:0 (Muzaj zdobył 20 punktów, atakował 33 razy, tylko dwa razy został zablokowany i dwa razy popełnił błąd, miał 55% skuteczność – przyp. red). W wielu innych spotkaniach też dawałem radę. Wracam z Rosji z poczuciem, że dałem radę i że nie odbiłem się od tej rosyjskiej ściany. To był mój pierwszy zagraniczny wyjazd. Musiałem nauczyć się żyć w obcym kraju i być obcokrajowcem w drużynie, która bardzo mocno na ciebie liczy.


Teraz trzeba tylko i aż tę „łatkę” odkleić od siebie w meczach kadry…


Łatkę rzeczywiście mi przypięto, ale ja nie zgadzam się z tym, że była prawdziwa. Oczywiście miewałem mecze, w których nie kończyłem tych ostatnich piłek, ale przecież w wielu spotkaniach to robiłem. Generalnie nie boję się krytyki. Przyjmuję to, co mówią o mnie inni. Biorę do serca opinie trenerów – zwłaszcza tych, którym ufam. Na pewno po sezonie w Rosji czuję się jeszcze pewniejszy.


Jak jest ta rosyjska liga?


Bardzo fizyczna. Poziom tych najlepszych zespołów chyba wciąż jest wyższy od naszych, ale np. jeśli chodzi o organizację, u nas stoi na wyższym poziomie. Oczywiście bardzo trudne są przejazdy, a raczej przeloty z meczu na mecz. Raz to jest 700 km, a raz - 2000. Latanie odbywa się przez Moskwę. Często z kilkugodzinnym oczekiwaniem na lotnisku.


Trenowaliście w Surgucie czy mieliście bazę w Moskwie i lataliście na mecze ze stolicy? Tak kiedyś było w lidze rosyjskiej.


Nasza baza była w Surgucie na Syberii. W czwartek ruszaliśmy w podróż. Na miejscu najczęściej byliśmy w piątek. W sobotę graliśmy. W niedzielę po południu byliśmy z powrotem. Raz jechaliśmy pociągiem 22 godziny – była to podróż na trasie Biełgorod – St. Petersburg.


Czego – poza byciem liderem - nauczył się pan w Rosji? Pytam o konkretne elementy siatkarskiego rzemiosła.


Znów musiałem zacząć mocno serwować z wyskoku. Tego wymagał ode mnie trener. W lidze rosyjskiej, jak chcesz być poważany, musisz mocno kopać na zagrywce. Druga sprawa to atak z wysokiej piłki na podwójnym lub potrójnym bloku. Tam wciąż tak gra większość zawodników na mojej pozycji. Nie ma aż tyle szybkiej gry.


Dla atakującego to chyba dobre pole doświadczalne. Właśnie na tej pozycji wymaga się często, by przełamać blok, skończyć piłkę, gdy nie ma przyjęcia. Czy właśnie wtedy, gdy ważą się losy seta czy meczu.


Dokładnie tak. Początki były trudne - chyba pierwsze pięć moich ataków zostało zablokowanych. Zrozumiałem wtedy – aha, tutaj jednak blokują. Musiałem się zaadaptować, nie mogłem pęknąć.


Poleciał Pan do Surgutu, gdzie wcześniej grali Robert Prygiel i Łukasz Kadziewicz. Pomogło to Panu w pierwszych dniach?


Oczywiście. Może nie na boisku, bo tam musiałem radzić sobie sam. Ale w klubie, mieście – wspomnienia zarówno o Łukaszu Kadziewiczu, jak i trenerze Pryglu są jak najlepsze. Trenerowi to tak naprawdę kiedyś chyba postawią tu pomnik. Ile ja się o nim dobrego nasłuchałem!


Jak żyło się na Syberii. Było zimno?


Miejscowi mówili, że to była najcieplejsza zima od lat, ale było zimno. Śnieg spadł w dniu, kiedy przylecieliśmy do Surgutu i pozostał do tej pory. Zaspy wzdłuż dróg i chodników mają co najmniej metr wysokości, ale tylko dlatego, że nadmiar białego puchu wywożono z miasta ciężarówkami. Parę razy było i po -37 stopni, lecz tylko przez dwa dni. Potem zelżało – od -10 do -30. Lokalni mieszkańcy opowiadali, że bywa tak, że są tam zimy, gdy jest -40 czy -50 stopni przez tydzień. Trzeba jednak dodać, że powietrze jest bardzo suche i tych mrozów aż tak się nie odczuwa. Bardziej zmarzłem w piątek, jak wróciliśmy do Polski.


Jak się mieszka w tego typu okolicach?


Surgut to 300-tysięczne miasto. Jak na Rosję - małe. Nie jest może zbyt piękne, bo nie ma starówki i większość ludzi mieszka w blokowiskach. Ale to całkiem normalne, fajne miasto. Jak w Europie - są centra handlowe, dobre restauracje, kina – choć do nich akurat nie chodziliśmy, bo filmy lecą tylko po rosyjsku. Sklepy są świetnie zaopatrzone. Są wszystkie produkty, jakie znamy z naszych sklepów. Jako że blisko stamtąd do innych części świata, można znaleźć też inne, ciekawe rzeczy. Surgut słynie z ryb. Są przepyszne.


Jacy są Rosjanie?


Wyjeżdżałem naładowany stereotypami i dziś wiem, że są one bardzo niesprawiedliwe. Rosjanie to fajni ludzie. Honorowi i z zasadami. Przez cały ten okres nie przydarzył mi się ani jeden niemiły incydent. Wszyscy byli niezwykle serdeczni i pomocni. Gdy potrzebowałem pomocy – nieważne czy w klubie, czy na ulicy - zawsze ją otrzymywałem.


A wódka – musiał Pan zacząć pić?


W lidze się nie pije. Słowo. Tam są zbyt duże pieniądze do zarobienia, by ktoś sobie pozwalał na picie np. przed meczem. Po – zdarzało się, ale zawsze razem z całą drużyną. Nigdy jednak na umór i nie wódkę. Młodzi Rosjanie nie lubią wódki. Wolą inne trunki. Starsi – tak. To jest ich styl i tradycja. Młodzież bawi się inaczej. Wszystkie te filmiki, które krążą w sieci, memy itd., to gruba przesada. Stereotypy.


Miał Pan czas zobaczyć cokolwiek poza lotniskami, hotelami i halami, w których graliście?


Nie. Obiecałem sobie, że ruszymy z Antoniną po sezonie na taki objazd. Ale wobec pandemii, wszystkie plany na razie wzięły w łeb.


Na pewno zastanawia się Pan nad nowym klubem. Interesują się Panem sami wielcy – we Włoszech podobno Lube, Trentino i Mediolan. W Polsce pytała Resovia, chce Pana Verva. Pytają też mocne rosyjskie kluby...


Nie wykluczam żadnej opcji. Dziś bardzo trudno powiedzieć, co się wydarzy. Nie wiadomo, jak kluby zniosą kryzys związany z koronawirusem. Ważne jest też to, gdzie będą wolne miejsca na mojej pozycji. Na pewno chcę występować w klubie, który zapewni mi grę na wysokim poziomie - o mistrzostwo kraju i walkę w Lidze Mistrzów. To będzie najważniejsze przy wyborze nowego miejsca pracy.

Robert Małolepszy, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze