Świderski: Nie życzę kadrowiczom szybkiego powrotu na parkiety

Siatkówka
Świderski: Nie życzę kadrowiczom szybkiego powrotu na parkiety
fot. Cyfrasport
Świderski: Nie życzę kadrowiczom szybkiego powrotu na parkiety

Plus Liga zakończyła rozgrywki bez wyłonienia mistrza Polski. Co na to prezes lidera rozgrywek i obrońców tytułu Grypy Azoty ZAKSA Kędzierzyn Koźle – Sebastian Świderski? Jak były przyjmujący reprezentacji widzi kadrowy sezon i dlaczego nie życzy swym młodszym kolegom powrotu na boisko? Co z klubem z Kędzierzyna, kontraktami zawodników, przyszłością siatkówki w Polsce? Na te wszystkie pytania Świderski odpowiada w rozmowie z Polsatsport.pl.

Robert Małolepszy: Zakończenie ligi – jedyna słuszna decyzja, zło konieczne, czy skandal?

 

Sebastian Świderski: Zło konieczne i jedyna słuszna, w obecnych warunkach, decyzja. Czekaliśmy maksymalnie długo, ale nie było sensu ciągnąć tego dalej. Nawet nie wiemy, kiedy ewentualnie można będzie wrócić na parkiety. Nawet gdyby to było możliwe w okolicach maja, gra przy pustych trybunach nie ma sensu. A co z przygotowaniem zawodników, bo przecież po takiej przerwie, nikt z marszu nie wróci na parkiet? Dlatego byliśmy w tej sprawie raczej jednomyślni, jako prezesi klubów Plus Ligi i Krispol I ligi.

 

Czy taka sama była jednomyślność, gdy podejmowaliście decyzję o tym, by nie przyznać medali mistrzostw Polski? W lidze żeńskiej wyłoniono mistrza kraju...

 

W lidze żeńskiej rozegrano pełną rundę zasadniczą – każdy zespół rozegrał mecz i rewanż. U nas się nie udało. Były różne głosy, ale ostatecznie zdecydowała większość, że najuczciwiej będzie, jeśli nie wyłonimy mistrza Polski i medalistów.

 

Bo gdybyście go wyłonili, to mistrzem byłaby Pańska drużyna...

 

Dlatego trudno mi się na ten temat wypowiadać. Na pewno jest faktem, że przez większą część sezonu to my byliśmy liderem, straciliśmy tę pozycję na chwilę na korzyść Vervy, ale po ostatniej, ligowej kolejce ją odzyskaliśmy. Duch fair-play jest najważniejszy i to było decydujące. Szkoda mi oczywiście drużyny, oraz tego, że sezonu, w którym tak ciężko pracowali, nie zakończyli zdobyciem medalu, ale dziś są ważniejsze sprawy.

 

Np. co dalej z klubami, ze sportem w ogóle. Pan jest spokojny o przyszłość swojego klubu?

 

W dzisiejszych czasach żaden prezes, żadnego klubu, w żadnej dyscyplinie sportu nie może z pełną wiarą powiedzieć – tak jestem pewien. Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn Koźle to klub, którego właścicielem jest nasz tytularny sponsor. Sponsor stabilny, potężny, spółka Skarbu Państwa. Na nasz budżet składa się również z wielu mniejszych partnerów. Wierzę, że sobie poradzimy. Wierzę, że Tarcza Antykryzysowa, którą zaproponował rząd, pomoże polskiemu biznesowi, a to pośrednio pomoże i nam.

 

Jak dziś zachowują się sponsorzy?

 

Są tacy, którzy już teraz piszą do nas, że będą musieli się wycofać. Inni też już sygnalizują, że mogą być kłopoty z zapłatą kolejnej transzy. I my to oczywiście rozumiemy. Głęboko wierzę, że uda się utrzymać klub nadal na wysokim poziomie, ale na pewno nie będzie to łatwe. Stracą wszyscy i my również.

 

Co z kontraktami zawodników?

 

To bardzo delikatna kwestia. Rozmawiamy. Nic więcej na dziś nie mogę powiedzieć poza tym, że znów wierzę w rozsądek i odpowiedzialność wszystkich stron.

 

Czyli będą obniżone?

 

Rozmawiamy, chcemy by wszystkie strony odeszły od stołu w miarę zadowolone. Chociaż w tej sytuacji wiemy, że tak naprawdę nikt nie będzie zadowolony.

 

Kiedy liga wróci na parkiety?

 

Moim marzeniem jest, byśmy mogli wrócić jesienią i zagrać pierwszy mecz przy pełnych trybunach. Bo granie bez kibiców, którzy są solą tego co robimy, jest straszne. Doświadczyliśmy tego w meczu Ligi Mistrzów z Kemerowem i nie chciałbym po raz drugi czegoś takiego przeżyć.

 

A jak trzeba będzie grać bez publiczności?

 

To oczywiście będziemy grać, jesteśmy zawodowym klubem, który ma zobowiązania wobec zawodników, sponsorów, telewizji, mediów, ale jak powiedziałem – marzę, by udało się zagrać z kibicami.

 

Myśli Pan, że Liga Narodów, wobec odwołania igrzysk, dojdzie do skutku. A może zostanie przyspieszona?

 

Szczerze mówiąc nie życzę kadrowiczom, by musieli w niej grać.

 

Aż tak?

 

A kto będzie chciał grać z Włochami, Iranem, Chinami, Hiszpanią, czy USA. Kto wie ile jeszcze czasu to wszystko potrwa. Chciałby Pan na rozgrzewce zastanawiać się, czy wszyscy są zdrowi, czy w hali na drugim końcu świata, nie złapał Pan wirusa. Chciałby Pan spędzać dziesiątki godzin na przelotach, w terminalach – czyli miejscach, gdzie o zakażenie najłatwiej.

 

Ma Pan kontakt ze swoimi przyjaciółmi z Włoch?

 

Mam i nie są to fajne wiadomości. W mediach widzimy co się dzieje. Jedno co mogę powiedzieć, że dziś północne i południowe Włochy to dwa inne światy, choć wszędzie są duże obostrzenia.

 

Dla Włochów zamknięcie w domach to chyba największa kara...

 

To jest dla nich jak odebranie sensu życia. Koronawirus tak mocno zaatakował u nich właśnie ze względu na ich charakter i styl życia. Dla Włocha jedzenie w domu to przykra konieczność. Ich życie to spotkania, kawki, kolacje, rozmowy z przyjaciółmi na ulicy. Gdy rząd zamknął szkoły i uczelnie – oni, nie rozumiejąc zagrożenia, ruszyli tym bardziej na ulice, do restauracji, klubów –  mają to we krwi.

 

Co z obcokrajowcami z Pańskiego klubu?

 

Wracają do domów, choć jak wiadomo, obecnie nie jest to łatwe. Nasz amerykański środkowy David Smith na szczęście wrócił do kraju, kiedy było to jeszcze możliwe. Teraz byłby ogromy problem. Włoch Simone Parodi razem z serbskim trenerem Nikolą Grbiciem, który mieszka w Weronie – ruszyli autobusem do Frankfurtu. Stamtąd latają samoloty do Włoch. Jeszcze latają.

 

Bardzo Pan pesymistyczny.

 

Ja nazwałbym to realizmem. Dziś niestety, sport zszedł na dalszy plan. Optymizm wróci, ale dopiero gdy pokonamy koronawirusa. Wierzę, że to się uda. Potem wrócimy do sportu.

 

Raport dotyczący koronawirusa TUTAJ

 

Raport dotyczący koronawirusa w sporcie TUTAJ

 

Robert Małolepszy

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze