Kobus-Zawojska: Trudno skupić się na treningu, gdy w głowie kłębią się myśli o sytuacji na świecie

Inne
Kobus-Zawojska: Trudno skupić się na treningu, gdy w głowie kłębią się myśli o sytuacji na świecie
fot. PAP
Kobus-Zawojska: Trudno skupić się na treningu, gdy w głowie kłębią się myśli o sytuacji na świecie

Polska kadra olimpijska musi poczekać o rok dłużej na najważniejszy start czterolecia. W grupie tej jest wioślarska czwórka podwójna kobiet. Zdaniem Agnieszki Kobus-Zawojskiej przełożenie igrzysk olimpijskich było jedyną słuszną decyzją MKOl. Ideą imprezy jest przecież fair play, a nie wszyscy sportowcy mieliby równe szanse na przygotowania. - Trudno skupić się na treningu, gdy w głowie przewijają się myśli o tym, co dzieje się na świecie - powiedziała.

Marta Ćwiertniewicz: Kiedy w Polsce rozpoczął się koszmar związany z koronawirusem, to wasza czwórka była na obozie w Portugalii. Dowiedziałyście się, że musicie wracać do Polski. Nie było z tym żadnego problemu?

 

Agnieszka Kobus-Zawojska: Było dużo stresu, bo lecąc do Portugalii, miałyśmy podróżować przez Mediolan. Wtedy wszystko zaczynało się we Włoszech, więc wyleciałyśmy dzień wcześniej lotem bezpośrednim. Podczas zgrupowania ciągle docierały do nas informacje o koronawirusie. Nawet trenerzy podczas treningów mówili o tym. Pewnego dnia odbyłyśmy rozmowę z naszym szkoleniowcem, że nie będziemy wracać do Portugalii na kolejne zgrupowanie, tylko zostaniemy w Wałczu. Tego samego dnia dowiedziałyśmy się, że to niemożliwe, bo COS-y są pozamykane w związku z pandemią. Dodatkowo wieczorem zamknięto granice polskie, więc była ogromna panika. Na szczęście przyleciał po nas rządowy czarter i zaledwie z jednym dniem opóźnienia wróciłyśmy do domu. Trudno skupić się na treningu, gdy w głowie przewijają się myśli o tym, co dzieje się w domu i na świecie.

 

Teraz przechodzicie obowiązkową kwarantannę. Ten, kto śledzi Panią w mediach społecznościowych, ten wie, że w domu trenuje Pani równie ciężko, jak w Portugalii. Czy cała wasza czwórka ma taki sam program treningowy, czy dla każdej rozpisany jest osobny?

 

Trener rozpisał nam normalny plan. Mamy łatwiej, niż sporty zespołowe, czy np. Paweł Fajdek, który nie rzuci młotem w pokoju. Mamy ergometr, na którym ruch jest ten sam, co na wodzie. Jedyna różnica jest taka, że nie mamy czucia wody. To wielka szkoda, ale organizm jednak cały czas ma duży bodziec. Mamy trenażery na rowery, więc robimy na nich treningi stacjonarne. Mamy kettle, gumy oporowe, a ja nawet mam ławeczkę i hantle, bo jestem w domu u rodziców, gdzie razem z mężem zrobiliśmy sobie mini siłownię w garażu. Co prawda musimy czasem modyfikować plan, bo każda ma inny sprzęt, ale jesteśmy na tyle doświadczone, że potrafimy zastosować ćwiczenia zastępcze. Nie jest to to samo, co wiosłowanie na wodzie, ale ważne, że organizm pracuje wciąż na sporych obrotach. Na ergometrze trenujemy przecież przez całą zimę i da się na nim zrobić naprawdę dobrą robotę.

 

Możecie trenować w domach, ale jednak nie jest to to samo, co mogłybyście wypracować razem. Czy w związku z utrudnieniami treningowymi uważa Pani, że decyzja MKOl o przeniesieniu igrzysk olimpijskich na 2021 rok jest słuszna?

 

Nie jest to to samo, co ćwiczenie na obozie w czwórkę. W domach musimy sobie gotować, więc nie mamy takiej regeneracji, jak na obozie. Co do decyzji MKOl, to długo próbowałam się z nią oswoić. Patrząc na to, co dzieje się na świecie, uważałam, że nie ma innej opcji i tak musi być. Nie kłócę się w myślach z tą decyzją. Pierwszą ideą igrzysk jest fair play, a z tego, co wiem, niektóre dyscypliny nie mają nawet przeprowadzonych kwalifikacji. W tym wypadku nie każdy na świecie miałby takie same szanse, a to jest przecież najważniejsze. Zdrowie jest celem nadrzędnym, a igrzyska schodzą na drugi plan.

 

Scenariusze były różne. Mówiło się o możliwości przeniesienia igrzysk na późniejsze miesiące tego roku, a nawet o całkowitym ich odwołaniu. Jakie emocje budziły w pani te ewentualności?

 

Odwołanie igrzysk byłoby tragedią dla każdego sportowca. Wielu z nich chce po tej imprezie skończyć karierę, a dla niektórych są to pierwsze igrzyska. Nie brałam pod uwagę takiej opcji. Przełożenie na jesień nie byłoby dla nas problemem, ale decyzja została podjęta i ja się z nią godzę. Nie znamy jeszcze dokładnego terminu, ale wiemy, że igrzyska mają się odbyć nie później niż latem. Najważniejsze jest to, że możemy spokojnie trenować w pełnej świadomości. Gorzej byłoby, gdybyśmy nie znały decyzji, bo wtedy o wiele trudniej jest się zmotywować nawet nam.

 

Myśląc, że do igrzysk pozostało nieco ponad sto dni na pewno wasze przygotowania były na innym etapie. Teraz kiedy wiemy, że macie tych dni około czterystu musiałyście wrócić do wcześniejszego stadium treningu czy trenerzy wymieszali te plany?

 

Zaraz powinien nam się zacząć sezon startowy, więc organizm powinien dostawać duży, intensywny bodziec, a jego nie ma. Z tego, co wiem, trener chce spróbować zrobić tak, jakby nic się nie działo, żeby organizm pracował podobnie. 365 dni to bardzo dużo, ale my nie możemy zmieniać pewnych schematów. Co roku pokazywałyśmy, że to, co robimy, ma sens. Mam nadzieję, że sytuacja nam nie przeszkodzi. Musimy przed swoim organizmem udawać, że jest tak samo. Odwołali nam w tym sezonie trzy Puchary Świata. Liczę, że odbędą się chociaż mistrzostwa Europy, bo rok bez startu to dużo. Jeśli chodzi o igrzyska, to cel mojej osady to medal. Chciałabym mieć lepszy medal niż w Rio De Janeiro (brązowy). Cel jest ten sam, droga będzie dłuższa. Inne myślenie nie pomoże nam w tej trudnej sytuacji.

 

Czy w związku z tą sytuacją znamy dokładny terminarz imprez, które się odbędą, a które nie?

 

Puchary Świata są odwołane, tym bardziej że dwa z nich miały odbyć się we Włoszech, a jeden w Szwajcarii. Mistrzostwa Europy miały być w czerwcu w Poznaniu. To byłby dla nas świetny start. Z tego, co wiem, nie ma jeszcze decyzji o ich odwołaniu.

 

Znane są plany na kolejny rok? Wiadomo, jakie starty będziecie mogły zanotować przed igrzyskami?

 

Na pewno byłyby to Puchary Świata i mistrzostwa Europy. Gdyby nie przełożyli igrzysk, to byłyby one naszym pierwszym startem, co byłoby dość ryzykowne. Tym bardziej uważam, że to dobra decyzja. Mając wcześniej puchary i mistrzostwa Europy, możemy się sprawdzić przed najważniejszym startem.

 

W wolnym czasie poświęca się Pani gotowaniu. To Pani pasja od dawna, czy dopiero teraz odkrywa Pani swoje nowe umiejętności?

 

To śmieszne, bo mam wrażenie, że teraz to pasja każdego. Jesteśmy zmuszeni do tego, by szukać sobie aktywności. Na obozach wszystko mamy podane na tacy, posiłki są dla nas przygotowywane, a teraz musimy robić to sami. Dodatkowo muszą one być w miarę zdrowe, żeby treningi robiło się z przyjemnością, więc jest to dla nas wyzwanie. To ciekawe, ale gdybym miała gotować codziennie po dwa razy dziennie, to chyba nie dałabym rady. Jestem zmęczona w domu podobnie, jak na zgrupowaniu. Jest mniej czasu na regenerację, trzeba gotować, sprzątać, zmywać.

 

Mąż nie pomaga?

 

Pomaga, ale w tym wypadku ja jestem MasterChefem, a on krytykiem kulinarnym (śmiech).

 

W jakich potrawach się Pani specjalizuje?

 

Teraz jest post. Moim postanowieniem jest niejedzenie słodyczy. Wiadomo, niedziela jest wolna od postu, więc czasem sobie na coś pozwolę, żeby osłodzić sobie życie. Staram się robić zdrowe, bezcukrowe słodkości. To śmieszne, ale nawet z fasoli można zrobić całkiem niezłe ciasto (śmiech).

 

Raport dotyczący koronawirusa TUTAJ

 

Raport dotyczący koronawirusa w sporcie TUTAJ

Marta Ćwiertniewicz, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze