Iwańczyk: (Nie) wolnoć Tomku w swoim domku

Inne
Iwańczyk: (Nie) wolnoć Tomku w swoim domku
fot. PAP
Jose Mourinho.

Wygląda na to, że największą społeczną implikacją koronawirusa jest sport u nie tylko amatorów, ale również zawodowców. Przepisy w poszczególnych krajach są niedoprecyzowane, dają pole do interpretacji nie tylko mieszkańcom, ale i stróżom prawa. Problem dotyczy zarówno Jana Kowalskiego z Przasnysza, jak i Jose Mourinho, którego nakryli podczas sesji treningowej w jednym z londyńskich parków.

O ile w teorii sport ma znosić wszelkie nierówności, o tyle w praktyce jeszcze bardziej je pogłębia. Dotyczy to zamożności krajów, których reprezentantami są poszczególni sportowcy, a co za tym idzie dostępu do treningów, infrastruktury, kompetentnych trenerów czy funduszy pozwalających sportowcom swobodnie funkcjonować i korzystać z ośrodków w dowolnym miejscu na Ziemi, które akurat sprzyja danej dyscyplinie. Pandemia koronawirusa dała jeszcze jeden czynnik różnicujący szanse sportowców – to regulowane rozporządzeniami lub nawet konstytucją prawo do wyjścia na ulice, uprawiania sportu po amatorsku, czy nawet profesjonalne przygotowanie do zawodów rangi igrzysk olimpijskich lub mistrzostw świata.

 

Nie chcę babrać się w ogólnonarodowej już dyskusji o prawie do dostępu do lasów, ponieważ zamiast merytorycznymi argumentami przesycona jest polityczną nawalanką. Problem, i to wcale niemały, pojawia się w sprawach tak prozaicznych, jak wyjście z domu. Zarządzenie premiera o opuszczaniu domów niby mówi jasno, ale jego interpretacji znajdziemy tylu, ilu egzekwujących skuteczność wprowadzonych obostrzeń. Rozrzut kar – od kilkuset złotych po kilkanaście tysięcy – nie daje jasnej odpowiedzi, co wolno, a czego nie.

 

Proszę zwrócić uwagę, że nie tylko przepis o autokwarantannie, która ma pomóc w walce z koronawirusem, jest niejednolity. W cały świat wypowiadają się na ten temat autorytety wszelkiej maści z najwyższymi tytułami naukowymi. Od jednych słyszymy, że siedzieć w domu i koniec. Drudzy z kolei przekonują, że totalna izolacja i brak ruchu degraduje naszą psychikę, to z kolei obniża naszą odporność, czyniąc nas na koronawirusa wiele bardziej podatnymi.

Zobacz także: Bereszyński wyzdrowiał! Polak nie jest już zakażony koronawirusem

 

Dla jednych sport jest miłym dodatkiem dnia codziennego, dla innych pasją, jeszcze dla kolejnych sposobem na życie czy nawet możliwością zarabiania wielkich pieniędzy. Niejednolitość i niejasność przepisów spowoduje, że po powrocie do „normalnego” życia zaczniemy zastanawiać się, ilu ludzi zostanie „wyplutych” przez sport właśnie przez niejasne koronaprzepisy. Od najmłodszych kategorii wiekowych, dotyczy to zwłaszcza dzieciaków wchodzących w kluczowy dla sportu okres dojrzewania, będziemy obserwować po kilku miesiącach różnice, które będą nie do zasypania. Nie dlatego, że jeden nagle stanie się Messim, a drugi będzie w jego cieniu, bo to jeszcze w tym wieku dla kompetencji sportowych nic nie oznacza. Pojawi się jednak frustracja, niechęć do pogoni za kolegami, którzy na pozór okażą się nie do dogonienia. Dziś sytuacja wygląda tak, że jeden ma czas i warunki (rodzice też), by dać swoje pociesze choćby namiastkę treningu z okresu przed kwarantanną, inni takich możliwości nie mają, a dzieciaki siedzą przed telewizorami.

 

To amatorzy, a teraz spójrzmy na zawodowców. W Lidze Mistrzów piłkarze RB Lipsk mieli tak naprawdę tylko tydzień przerwy. Ponieważ Saksonia, gdzie leży Lipsk, nie jest aż tak dotknięta koronawirusem, od 20 marca zespół trenuje w mniejszych grupach. A jak inni ćwierćfinaliści? Nie można zrobić nic we Włoszech czy Hiszpanii, co oczywiste. Problem mają również kluby we Francji i Wielkiej Brytanii.

 

Kiedy wszystkie kluby 1. i 2. Bundesligi oficjalnie trenują w małych grupach, w Anglii trener Jose Mourinho ukrywa się po parkach z grupką swoich podopiecznych z Tottenhamu, być przeprowadzić choć krótkie zajęcia. Teraz wydaje się to bez znaczenia, bo ludzkość ma zupełnie inne problemy, za kilka miesięcy będzie to problem generujący wiele różnic sportowych, a co za tym idzie finansowych. To samo z ludźmi ze szczytu w sportach indywidualnych. Niejeden utrzymuje pewnie formę bliską startowej, inni nie robią nic, bo grożą im za to surowe konsekwencje.

 

Prawda jest taka, że za kilka miesięcy będziemy nie tylko uczyć się żyć na nowo. Na nowo napisze się również sportowa hierarchia tego świata.

 

Raport dotyczący koronawirusa TUTAJ

 

Raport dotyczący koronawirusa w sporcie TUTAJ

Przemysław Iwańczyk, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze