Kowalski: Selekcjoner musi jeszcze raz zawalczyć o swoje Euro

Piłka nożna
Kowalski: Selekcjoner musi jeszcze raz zawalczyć o swoje Euro
fot. CyfraSport
Jaka będzie przyszłość Jerzego Brzęczka?

Czy Jerzy Brzęczek dotrwa na swoim stanowisku do przeniesionych na 2021 rok mistrzostw Europy, skoro jego kontrakt kończy się w lipcu 2020? Temat wywołany przez Romana Kołtonia wydaje się jak najbardziej poważny, a na pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Tym bardziej, że szef PZPN Zbigniew Boniek, którego kadencja będzie najpewniej wydłużona o rok, niczego nie deklaruje. Mógłby przecież uciąć tę dyskusję jednym zdaniem: „Brzęczek zostaje do Euro”. Jednak tego dotąd nie zrobił.

Dlaczego? Jestem przekonany, że gdyby do czasu turnieju nic się w świecie piłki nie działo, a rozgrywki nadal byłyby zamrożone, nikt nie pomyślałby o jakiejkolwiek zmianie. Wszyscy mamy jednak nadzieję, że po opanowaniu wirusa wrócimy przynajmniej w jakimś stopniu do stanu normalności i latem czy jesienią, będzie można już grać. A jeśli tak, to po drodze na przełożony turniej kadra rozegra jeszcze poważne mecze w Lidze Narodów (Włochy, Holandia, Bośnia i Hercegowina), spotkania towarzyskie oraz wiosną trzy mecze eliminacyjne mundialu Katar 2022. Biorąc pod uwagę, że ostatni mecz eliminacyjny do Euro kadra rozegrała w listopadzie 2019, to do startu rozgrywek minie 19 miesięcy! A przecież to w futbolu szmat czasu. Wszystko może się zmienić, forma zawodników, skuteczność trenerów, coś się może wypalić, skończyć, wypłynąć mogą talenty, o których nie mieliśmy pojęcia, albo zmienić trendy. Barcelona w znacznie krótszym czasie zabiła przecież w sobie tiki takę, którą podobno miała w swoim DNA.

 

Premier uratuje posadę Brzęczka?

 

Owszem, założenie, że trener, który uzyskał awans, powinien mieć szansę poprowadzić drużynę w docelowym turnieju, bo zwyczajnie na to zasłużył, jest sensowne. Rozliczanie według cyklu: lekki rozpęd, eliminacje, turniej to jest w zasadzie tradycja. Choć oczywiście możemy wymienić mnóstwo przypadków, w których bywało inaczej, a trenerzy obejmowali drużyny tuż przed samymi mistrzostwami, albo nawet już po zameldowaniu na turnieju (jak ostatnio pokazał przykład hiszpański). Generalnie jednak obowiązująca w świecie sportu kultura wskazuje na domykanie cyklu, co również w dużej mierze wynika z obowiązujących terminów podpisanych kontraktów.

 

Tyle, że teraz sytuacja jest nadzwyczajna, absolutnie bez precedensu. I trudno przedłużać kontrakty i dawać gwarancje dalszej długiej pracy bez względu na to co wydarzy się po drodze do przełożonej imprezy. Można sobie też zadawać pytanie, co by było gdyby turniej został definitywnie odwołany? Czy to miałoby skutkować obligatoryjną szansą dla obecnego selekcjonera w kolejnych eliminacjach czy turnieju?

 

Absolutnie nie jestem za tym, aby nie przedłużać Jerzemu Brzęczkowi kadencji. Mimo krytyki, ma swoje zasługi i niczego jeszcze nie popsuł, choć jest mu to chętnie przypisywane, bo kadra rzeczywiście w eliminacjach grała tak, że zęby bolały. Po wznowieniu rozgrywek, powinien być jednak normalnie weryfikowany. Jeśli będzie widać, że kadra robi postępy (tym testem będą jesienne mecze towarzyskie i w Lidze Narodów), nie będzie też powodów, aby szukać na siłę jakiegoś zbawiciela. I nie mam tu na myśli konkretnych suchych wyników, ale ogólną tendencję w grze, którą dosyć łatwo przecież ocenić. Będzie z tej mąki chleb, albo już nie.

 

Jeśli wyjdzie bardzo źle, warto poszukać innego rozwiązania i nie borykać się z dylematem, jak rozwiązać obowiązujący kontrakt. Jednym zdaniem: przedłużenie umowy selekcjonera do końca roku jest najbardziej sprawiedliwym rozwiązaniem.

 

Można sobie tu przypomnieć sytuację z Leo Beenhakkerem przed laty. Ówczesny prezes PZPN Michał Listkiewicz, niesiony euforią po wspaniałych eliminacjach Euro 2008, które dały nam historyczny pierwszy awans do finałów mistrzostw Europy, przedłużył umowę z Holendrem jeszcze przed feralnym turniejem w Austrii. Niby ryzyko było małe, bo co mógł zepsuć trener z wysokiej europejskiej półki. A jednak. W tych następnych eliminacjach mundialu 2010 pokpił kompletnie wszystko, a jego drużyna wyprzedziła w grupie jedynie San Marino.

 

Raport dotyczący koronawirusa TUTAJ

 

Raport dotyczący koronawirusa w sporcie TUTAJ

Cezary Kowalski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze