Kowalski: Lech Poznań, czyli laurka zamiast Pucharu Polski

Piłka nożna
Kowalski: Lech Poznań, czyli laurka zamiast Pucharu Polski
fot. Cyfrasport
Piłkarze Lecha Poznań dobrze zaprezentowali się w półfinale Pucharu Polski, ale nie zagrają w finale.

Kapitalny mecz rozegrali piłkarze Lecha Poznań i Lechii Gdańsk w walce o finał Pucharu Polski. Okazuje się, że jak ktoś ma chęci, jest dobrze przygotowany i potrafi grać w piłkę, żadne tłumaczenie pandemią, niespotykanym sezonem, utrudnionymi warunkami przygotowań czy nawarstwieniem meczów w krótkim czasie, nie musi być używane.

Co prawda zwyciężyła drużyna, która grała mniej efektownie, ale pokonani w takim meczu wcale nie muszą czuć się zdruzgotani. Przegrać, prezentując taki styl jak Lech Poznań, zwyczajnie nie jest wstyd.

 

Lech jest chyba najbardziej chwaloną drużyną po restarcie rozgrywek. Zdobył piętnaście punktów w ośmiu spotkaniach w Ekstraklasie, ale przede wszystkim znakomicie się go ogląda, akcje są płynne, gracze ofensywni wymieniają mnóstwo podań na połowie przeciwnika, a tercet środkowych pomocników – Pablo Tiba, Jakub Moder i Dani Ramierez stanowi wartość dodaną całej polskiej Ekstraklasy. Tak wymieniać się pozycjami, współpracować i grać świetnie technicznie nie potrafi nikt inny.

 

Totolotek Puchar Polski: Lechia w finale! Kontuzja bramkarza w serii rzutów karnych

 

Trener Dariusz Żuraw dostał ponoć przed sezonem od władz klubu jasną instrukcję: przede wszystkim drużyna musi grać widowiskowo, do przodu, masz ogrywać młodzież, wyniki to druga sprawa. I dziś już widać, że Żuraw, któremu zarzucano brak charyzmy lub nieco prześmiewczo charakteryzowano jako szkoleniowca z charyzmą miękką, wywiązuje się z zadania.

 

Przynajmniej sześciu młodzieżowców i wychowanków kluby występuje w większości spotkań. 18-letni Jakub Kamiński to absolutne odkrycie i zawodnik, który już niebawem dołączy do reprezentacji Polski do lat 21. Trzy lata starszy Jakub Moder rozwinął się natomiast u Żurawia tak bardzo, że za chwilę otrzyma powołanie do pierwszej reprezentacji Jerzego Brzęczka. Następny w kolejności jest Tymoteusz Puchacz przywrócony do pozycji lewego obrońcy w meczu z Lechią, zasuwał po lewym skrzydle od pola karnego do pola karnego. Bardzo dobry w obronie, pomysłowy i dynamiczny w ataku. No i wspierający go, jeszcze szybszy Kamil Jóźwiak. Wydaje się, że nie ma takiej możliwości, aby wcześniej niż później cała ta czwórka nie zapukała do drzwi kadry. A do tego są przecież kolejni młodzi Juliusz Letniowski i Filip Marchwiński (akurat w meczu z Lechią dali kiepskie zmiany).

 

Już sam fakt, że udało się aż tak wielu swoich wychowanków wykreować do pierwszej drużyny, jest czymś, co absolutnie wyróżnia Lecha w reszcie stawki. Przecież to jest biegający, rosnący dnia na dzień kapitał. Właściciele klubu patrzą na ich rozwój i dodają w myślach kolejne miliony euro, za które będzie ich można wysłać za granicę.

 

Jasne, że tak skonstruowana drużyna będzie, musi być chimeryczna, forma faluje, raz jest lepiej raz gorzej. Bo też nie jest równa. Obok młodzieży, która zmiany dyspozycji w krótkim czasie w swoim DNA, wrażenia nie robi defensywa, a bramkarz Mickey van der Hart, mimo dobrego występu z Lechią, to nie ten rozmiar kapelusza. O braku dojrzałości drużyny jako takiej świadczy też fakt, że mimo potężnej przewagi i oddania pond trzydziestu strzałów na bramkę Lechii nie udało się zakończyć sprawy nawet w dogrywce i potrzebne były rzuty karne. A już podczas ich wykonywania mimo przewagi dwóch trafień, ekipa z Poznania przegrała. To oczywiście nie tylko pech. Sposób, w jaki Jóźwiak wykonał tego kluczowego karnego (uderzył piłkę wysoko w trybuny) nie świadczy o jego braku umiejętności, ale słabej konstrukcji psychicznej.

 

Kibice innych drużyn żartują, że cóż z tego, że Lech gra ładnie, skoro do klubowej gabloty będzie mógł wstawić ewentualnie laurkę zamiast Pucharu. Faktem jest, że w piłce ostatecznie liczą się wyniki, a nie wrażenia, ale…

 

Czy któraś z naszych drużyn, dbających w pierwszej kolejności o wynik, cokolwiek ugrała w ostatnich latach na arenie międzynarodowej? Może jednak warto dokonać lekkiego przewartościowania zamiast uznania, że szczytem marzeń jest zdobycie krajowego trofeum? Może właśnie rozpocząć od wykreowania swoich zawodników, stworzenia drużyny, która potrafi cieszyć i przyciągać publiczność i na takim fundamencie próbować czegoś więcej?

 

Cezary Kowalski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze