Cezary Kowalski: 1:0 z Linfield, czyli kosmiczny futbol Legii

Piłka nożna
Cezary Kowalski: 1:0 z Linfield, czyli kosmiczny futbol Legii
fot. Cyfrasport
Tradycji stało się zadość. Na początku rywalizacji o europejskie puchary Legia się męczyła. Kibiców również

Legia wygrała z Linfield w pierwszej rundzie eliminacji Ligi Mistrzów 1:0 i... wprowadziła wszystkich w osłupienie. Wydawało się bowiem, że nie będzie powtórki z ubiegłego sezonu, kiedy męczyła się z amatorami z Gibraltaru remisując w pierwszym starciu 0:0. Drużna Vukovica przez ponad rok stała się przecież dojrzalsza, zaczęła grać lepiej odzyskała mistrzostwo, zbudowała i zatrudniła kilku bardzo dobrych piłkarzy.

A ze słabiutkim zespołem z Irlandii Północnej znów legioniści grali tak, że zęby bolały. Dostosowali się do stylu przeciwnika, dostojnie człapali po boisku, nie mając pomysłu, jak systematycznie docierać pod bramkę przeciwnika. Mało tego, 40-letni Artur Boruc, który po 11 latach znów gra z Legią na arenie międzynarodowej, musiał dwukrotnie ratować drużynę będącą w ogromnych opałach.

 

- Oglądam mecze Ligi Mistrzów i Ligi Europy, a w międzyczasie przełączyłem się na Legię. No i to są dwie inne dyscypliny sportu – ocenił były asystent selekcjonera reprezentacji Polski Bogusław Kaczmarek. - Miałem wrażenie, że nasi gracze poruszali się w takiej nieważkości piłkarskiej. Stawiali kroki w takim tempie, jak Neil Armstrong na księżycu. Czyli można powiedzieć, że prezentowali futbol kosmiczny – żartował.

 

ZOBACZ TAKŻE: Co za widok! Legia zaprezentowała szatnię gości po meczu z Linfield FC

 

Zdaniem Kaczmarka, drużyna potrzebuje trochę czasu, aby znów zacząć grać w piłkę. Bo to co prezentuje obecnie, nie gwarantuje niczego nawet w starciu z kolejnym rywalem (zwycięzca wieczornego meczu Ararat Erywań – Omonia Nikozja) w najbliższą środę 26 czerwca w Warszawie. - Kluczowym zawodnikiem Legii jest Jose Kante. Nie tylko dlatego, że strzelił gola, ale po prostu potrafi swoją inteligentną grą, ustawieniem wymuszać pewne rzeczy od kolegów. Fakt, że wrócił do zdrowia i niebawem będzie mógł już grać w pierwszym składzie, może okazać się dla organizacji gry Aleksandara Vukovica zbawienny. Bo Pekhart, z całym szacunkiem, to jest materiał, ale na dobrego koszykarza. Takiego centra, który czeka na górne podania z prawej lub lewej strony. A w Legii mimo niby ofensywnych bocznych obrońców Mladenovica i Karbownika, nie było tego wiele.

 

ZOBACZ TAKŻE: "Piłkarz to przede wszystkim człowiek". Psycholog o depresji w sporcie


Kaczmarek zwraca też uwagę, na kłopot w środku obrony.

 

- Teraz jeszcze tego nie było widać, bo rywal był taki sobie i można tam było postawić nawet jakiegoś weterana, ale jest pilna potrzeba włączenia do gry jednego środkowego obrońcy, który potrafi dobrze grać piłką, dryblować, wyprowadzać z własnego przedpola, robić przewagę. Każda drużyna, która coś tam znaczy, przynajmniej jednego takiego posiada. Ani Jędrzejczyk, ani Wieteska tego jednak nie potrafią. Albo trzeba kogoś na tę pozycję sprowadzić, albo dać więcej szans młodemu Arielowi Mosórowi – ocenił.

Cezary Kowalski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze