Magiera: Pokolenia naznaczone złotem...

Siatkówka
Magiera: Pokolenia naznaczone złotem...
fot. Cyfrasport
W 2014 roku Polacy zdobyli mistrzostwo świata. Podwaliny pod ten sukces budowali siatkarze z lat '90.

W niedzielę minęło dokładnie sześć lat od inauguracji siatkarskiego mundialu rozgrywanego w Polsce z fantastycznym meczem otwarcia na Stadionie Narodowym. Trzy tygodnie po tym wydarzeniu był wypełniony do granic możliwości katowicki Spodek i spektakularne zwycięstwo naszych siatkarzy w wielkim finale z Brazylią. Chwilę przed godziną 23. Michał Winiarski wzniósł triumfalnie puchar za wygranie turnieju. Polska - nie tylko ta siatkarska - oszalała ze szczęścia.

Składowych tamtego sukcesu Biało-Czerwonych było wiele, ale z całą odpowiedzialnością można powiedzieć, że jego podstawą było to wszystko, co z polską siatkówką zaczęło się dziać w połowie lat 90-tych, kiedy to trener Ireneusz Mazur ze swoimi juniorami wywalczył w Bahrajnie mistrzostwo świata. W finale Biało-Czerwoni pokonali Brazylię 3:1 (15:11, 13:15, 15:3, 15:5). Polskę reprezentowali rozgrywający: Łukasz Kruk i Paweł Zagumny; atakujący: Paweł Papke i Grzegorz Szymański; środkowi: Marcin Prus, Robert Szczerbaniuk i Radosław Wnuk; przyjmujący: Michał Chadała, Piotr Gruszka, Dawid Murek i Sebastian Świderski oraz libero: Krzysztof Ignaczak.

 

Praktycznie ta sama grupa, rok po juniorskim sukcesie, zadebiutowała - oczywiście pod wodzą trenera Mazura - w rozgrywkach Ligi Światowej. Patrząc na to wszystko z perspektywy już ponad dwudziestu lat, dzisiaj można się tylko uśmiechnąć, bo w tej układance nie chodziło tylko o zmianę szyldu z juniorów na seniorów. Dla nas, dla Polaków, Liga Światowa była obiektem westchnień i bliżej niewyobrażalnych marzeń. Wszystko było takie kolorowe, takie duże, wręcz na pierwszy rzut oka nieosiągalne. Weźmy na przykład Holendrów, którzy swoje mecze rozgrywali w Hali A'Hoy w Rotterdamie, której trybuny co raz wypełniane byle piętnastoma tysiącami kibiców ubranych w jednolite pomarańczowe koszulki. Dziś w Polsce na nikim to nie zrobi wrażenia, bo my dzisiaj takich hal mamy z dziesięć, a na trybunach od lat jest kolorowo.

 

Zagumny, Kruk, Szczerbaniuk, Prus, Chadała, Gruszka, Murek, Ignaczak, Świderski, Papke, Szymański, Wnuk choć byli bardzo młodymi ludźmi zostali rzuceni na głęboką wodę. Dla tych chłopaków przeskok był niesamowity, nie tylko jeśli chodzi o sprawy stricte sportowe, ale też o całą otoczkę. To naprawdę wcale nie jest łatwe, aby z malutkiej hali na 300 osób przenieść się do kilkunastotysięcznego Spodka i zagrać przy komplecie publiczności dodatkowo przed wielomilionową widownią telewizyjną. I to jeszcze zagrać z najlepszymi na świecie.

 

Impuls, który dała ekipa Mazura znakomicie wykorzystał kilka lat później trener Grzegorz Ryś i jego drużyna juniorów. Młodzież z rocznika 1983 ruszyła przetartym wcześniej szlakiem i powtórzyła wynik swoich starszych kolegów. Mistrzostwo Świata wywalczone w 2003 roku w Teheranie było zwieńczeniem kapitalnie wykonanej pracy w pełnym czteroletnim systemie szkolenia wprowadzonym w Szkole Mistrzostwa Sportowego. Tu warto przypomnieć, że nie wszyscy złoci medaliści byli uczniami spalskiej szkoły, ale właśnie na tym polega prawidłowa selekcja.

 

Następne złoto nasi juniorzy wywalczyli trzy lata temu dokonując wcześniej czegoś nieprawdopodobnego. 48 wygranych meczów z rzędu i ani jednej porażki przez trzy lata! Zdobyte Mistrzostwo Europy oraz dwa Mistrzostwa Świata, najpierw to w kategorii U19 później to bardziej prestiżowe U21. Bilans ekipy Sebastiana Pawlika jest absolutnie rekordowy.

 

Zobacz także: Mariusz Wlazły: Nie oczekiwałbym zbyt dużo. Jesteśmy na początku przygotowań

 

Większość z zawodników tej drużyny przyszła na świat w... 1997 roku, czyli dokładnie wtedy, kiedy trener Mazur ze swoją złotą ekipą z Bahrajnu wylewał solidne fundamenty pod całą polską siatkówkę, dzięki której w ostatnich piętnastu latach, polski sport przeżył wspaniały złoty czas zwieńczony wygraniem praktycznie wszystkiego, co było do wygrania. Gdyby nie upór i charyzma trenera Mazura oraz jego współpracowników dziś z pewnością nie bylibyśmy w tym miejscu w którym jesteśmy.

 

Zagumny i Ignaczak z drużyny trenera Mazura. Mariusz Wlazły, Michał Winiarski i Marcin Możdżonek z drużyny trenera Rysia oraz Jakub Kochanowski i Bartosz Kwolek z drużyny trenera Pawlika sięgnęli po złoto mistrzostw świata także w dorosłej siatkówce. Pierwsza piątka we wspomnianym 2014 roku, dwóch ostatnich dwa lata temu. Następni z tej najmłodszej drużyny z pewnością dostaną od życia swoje szanse i zapewne je wykorzystają, bo potencjał jest ogromny, a fundament wylany przez trenerów Mazura i Rysia wyjątkowo solidny.

 

Z drużyny trenera Mazura wszyscy zawodnicy już dawno zakończyli kariery, ale nie może być inaczej, bo w tej chwili to przecież dojrzali ponad czterdziestoletni mężczyźni. Wciąż jednak znajdują się w znakomitej formie. Pokazali to podczas pokazowego meczu w Kępnie rozegranego w przededniu inauguracji XÎ edycji turnieju „Giganci Siatkówki”. Widać było, że gra sprawia im cały czas wielką frajdę. Wszyscy bawili się świetnie, a później - podczas kolacji - wspominali z uśmiechem wcale przecież nie tak odległe czasy. Oczywiście dla nich samych i wszystkich tych, którzy mieli przyjemność oglądać ich w akcji.

Marek Magiera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze