Canelo Alvarez: Król Boksu mieszka w Meksyku

Sporty walki
Canelo Alvarez: Król Boksu mieszka w Meksyku
Fot. PAP
Canelo Alvarez przez dwanaście rund demolował niepokonanego do soboty mistrza świata wagi super średniej Calluma Smitha.

To był boks totalny - Canelo Alvarez przez dwanaście rund demolował niepokonanego do soboty mistrza świata wagi super średniej, zabierając Anglikowi Callumowi Smithowi najpierw wiarę w siebie,  później w swoje umiejętności, a na koniec zabierając mu pas. Dla Meksykanina jest to tytuł w czwartej kategorii wagowej, a on sam, zapytany czy to była jego najlepsza walka w życiu odpowiada: "Nie wiem, jeszcze wiele do zrobienia, kolejne pasy do zdobycia…” 

Duży dobry i wielki mały

Piętnaście centymetrów różnicy wzrostu i piętnaście centymetrów w zasięgu ramion - gdyby z mniejszymi gabarytami po drugiej stronie ringu przeciwko mistrzowi świata wagi super średniej Callumowi Smithowi (27-0, 19 KO) stał ktokolwiek inny niż Meksykanin Canelo Alvarez (53-1-2, 36 KO), mówiono by o nieporozumieniu. Ale Canelo Alvarez to według większości fachowców najlepszy pięściarz świata bez podziału na kategorie wagowe, więc nikt o “nieporozumieniu” nie mówił. Wprost przeciwnie - to Canelo był faworytem walki w hali Alamodome w San Antonio, bo nikt nie będzie stawał przeciwko trzydziestoletniemu mistrzowi ringu, którego nie napędzają pieniądze, ale właśnie ryzyko

 

Kiedy Canelo Alvarez pozwał do sądu swojego promotora od pierwszej zawodowej walki  - Golden Boy Promotions - i DAZN, stację streamingową z którą związał się w 2018 roku największym kontraktem w historii sportu - 365 milionów dolarów - ludzie pukali się po głowach. “Canelo przez dwa lata nie wyjdzie na ring, bo zamiast walczyć, będzie w sądzie” - takie były powszechne opinie po wniesieniu sprawy do sądu w Los Angeles. Wszystko skończyło się w zaledwie dwa miesiące: Oscar De La Hoya, promotor Alvareza podziękował za współpracę, a DAZN, kiedy Canelo nie zgodził się na obniżenie gwarantowanego kontraktem wynagrodzenia z 35 milionów za walkę do “marnych” niespełna 20 milionów, też przestało protestować. - Jestem teraz panem samego siebie. Zawsze tego chciałem. Będę brał tylko walki o pasy mistrzowskie i walki, których chcą kibice. Mnie nie napędzają pieniądze, mnie napędza do ciężkiej pracy na treningach ryzyko, sportowe wyzwania - mówił po zakończeniu sprawy sądowej Alvarez. Można go lubić lub nie, ale słowa dotrzymał.

 

Kiedy pierwsze zdjęcia z konferencji prasowej obiegły sportowy świat, wielu zaczęło się zastanawiać czy wybierając niepokonanego Anglika Calluma Smitha do walki nie o jeden, ale dwa tytuły mistrza świata  (WBA i WBC). Wyglądało to nawet komicznie, a jedno ujęcie, kiedy w kadrze widać głowę Smitha, ale Canelo już nie, szybko obiegło media społecznościowe.

 

- Przecież wiedziałem, ile on ma wzrostu i co potrafi robić na ringu, ale mam doświadczenie, które pozwala mi się na takiego rywala przygotować. W czym problem? - pytał Alvarez. Oczywiście, wszystkie zalety i przewagi wzrostu oraz zasięgu Calluma Smitha miały mieć znaczenie w ringu... Jeśli będzie potrafił je wykorzystać. Czyli przekładając z pięściarskiego na język sportowego laika - jeśli walka miałaby się toczyć w półdystansie, to Callum Smith nie tylko przegra, ale będą go bolały żebra po ciosach na korpus, które są specjalnością Meksykanina.

Król boksu mieszka w Meksyku

Sprawdziła się wersja ostatnia - i to dokładnie. Tylko w pierwszej rundzie Canelo zastanawiał się czy atakować czy czekać na ciosy rywala, choć już pod koniec tych trzech minut pewnie wiedział, jak będzie wyglądał przebieg walki. To mniejszy o piętnaście centymetrów Canelo atakował, to mniejszy Canelo trafiał lewym prostym, od początku walki spychając Anglika do defensywy. Callum Smith próbował - rzadko - zadawać serie ciosów, ale zawsze tym, który trafiał jednym uderzeniem więcej był Meksykanin. I bardzo ważne - Alvarez nie miał żadnego respektu dla siły ciosów Calluma, przechodząc od dziewiątej rundy do totalnej ofensywy, szukając nokautu. Przewaga Alvareza była tak przygniatająca, że nie tylko komentatorzy telewizyjni, ale także ojciec, a zarazem trener Calluma zastanawiał się czy nie przerwać pojedynku.

 

- Jak to możliwe, że on potrafi przechodzić z jednej kategorii wagowej do następnej i nie tylko wygrywać, ale dominować nad rywalami. To jest nie do wytłumaczenia! - pisał w komentarzu były mistrz świata wagi junior ciężkiej, Tony Bellew. Może i jest wytłumaczalne - Canelo jest z każdym rokiem coraz lepszy, bo nigdy nie przestaje nad sobą pracować.

 

Jego trener, Eddy Reynoso powtarza, że tego najlepszego Canelo dopiero zobaczymy. Nie bardzo wiem, jak można być lepszym niż w walce ze Smithem, gdzie Meksykanin, po jednogłośnym werdykcie trafił aż 43 procent wszystkich zadanych ciosów, pokonując  Smitha w liczbie trafionych uderzeń szokującym stosunku 214 do 99. Chyba jeszcze bardziej niesamowita statystyka (biorąc pod uwagę zasięg ramion/wzrost) to trafienie obrońcy tytułu aż 88 lewymi prostymi. Lewy prosty Smitha, broń, która miała zadecydować o zwycięstwie? Niezauważalna - tylko 44 ciosy doszły celu. 

 

Co dalej dla Króla Boksu? Canelo powiedział po walce, że chce zdobyć komplet pasów w wadze super średniej i to jest jego główny cel. Nie był zachwycony pomysłem walki z bijącym się w wadze średniej Gołowkinem (“z kim on wygrał? Z nikim. A ja z mistrzem świata”) i wyraźnie chce pozostać w obecnej kategorii wagowej. Czekają nas wielkie walki, bo innych mistrz z Meksyku po prostu dawać nie potrafi.

Przemysław Garczarczyk, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze