Co się dzieje z Bayernem? Czy to już kryzys, czy tylko lekka zadyszka?

Piłka nożna
Co się dzieje z Bayernem? Czy to już kryzys, czy tylko lekka zadyszka?
Fot. PAP
Odpadnięcie z Pucharu Niemiec z zespołem z 2. Bundesligi przytrafił się Bayernowi pierwszy razy od 21 lat!

Wielki Bayern został wyeliminowany z Pucharu Niemiec przez drugoligowca. To pierwszy taki przypadek Bawarczyków od 21 lat!!! Co dalej? Czy to już kryzys. Gdzie leży problem? Czy Lewandowski i spółka naprawdę mają się czym martwić?

Po takim blamażu, bo tak trzeba to nazwać, wydaje się, że o kryzysie jeszcze mowy nie będzie, ale w Monachium na pewno odezwały się dzwonki alarmowe. Porażka ligowa z Gladbach 2:3 przydarzyć się może. Komu jak komu, ale zwycięzcy Ligi Mistrzów, zdobywcy Superpucharu Europy i najlepszej drużynie 2020 roku nie przystoi przegrywać z Holstein Kiel i to w taki sposób.

 

Zresztą to już 10 mecz z rzędu, kiedy Manuel Neuer nie gra "na zero z tyłu". Wyrównał swój niechlubny rekord z jesieni 2018. Czekam na to, kiedy odezwie się kapitan Bayernu i to odezwie się mocno, bo zdaje się, iż jest bardzo mocno zdegustowany tym, że jako najlepszy golkiper świata 2020 , tak często musi wyciągać piłkę z siatki.

 

I to właśnie problemy defensywy to demon, który straszy obecnie w Bayernie. Obrona wręcz woła o pomstę do nieba. Stracić bramkę z ekipą z 2. Bundesligi to nie wstyd, tym bardziej, że Holstein Kiel plasuje się w czubie tabeli tych rozgrywek, ale pamiętajmy, że rozmawiamy o Bayernie. A Bawarczycy przyzwyczaili nas do tego, że wygrywają, również w końcówkach, a tym razem w doliczonym czasie gry, w ostatniej akcji podstawowego czasu, to jednak oni dali sobie strzelić bramkę wyrównująca.

 

Gol ten okazał się dla zespołu z północy Niemiec przepustką do dogrywki i serii rzutów karnych, w której to Neuer przy żadnym strzale nie miał szans. I sensacja gotowa. Co gorsze: w dogrywce ekipa Hansiego Flicka nie stworzyła żadnej groźnej okazji bramkowej, a przecież od 74 minuty na boisku przebywał Robert Lewandowski. To ekstremum. Nowość, pewnego rodzaju niespodzianka.

 

To również nowa sytuacja dla Flicka, który po objęciu Bayernu osiągnął od razu "mistrzostwo świata". W pierwszym roku samodzielnej pracy na topowym poziomie wygrał wszystko. Jako trenerski "no name" (wyrobioną markę miał jedynie jako asystent) wszedł do panteonu najlepszych szkoleniowców świata. I to praktycznie z miejsca, bo wygrywać zaczął od pierwszego meczu, a zakończył z 2-3 wpadkami, na wygraniu upragnionej Ligi Mistrzów. Tym samym bardzo wysoko zawiesił sobie poprzeczkę.

 

ZOBACZ TAKŻE: Gwiazda Bayernu sfrustrowana po pucharowej porażce. Dostało się dziennikarce

 

Pamiętajmy, że z jednym kryzysem się już uporał. Przejmował zespół żyjący w niezbyt dobrej komitywie z Niko Kovacem. Zespół dołujący, punktujący poniżej oczekiwań, pewnie nieco sfrustrowany. Wszedł do szatni Bayernu jako świetny asystent Joachima Loewa z reprezentacji Niemiec, z którą wygrywał medale wielkich imprez, w 2014 mistrzostwo świata, ale też bez większego doświadczenia w pracy pierwszego trenera. Podniósł zespół na duchu. Przewalczył praktycznie z dnia na dzień kryzys, który jednak nie był jego autorstwa.

 

Teraz znowu stoi w obliczu wyzwania, z którym zmierzyć musi się każdy trener, który podejmuje pracę w sporcie i to już jest kryzys jego decyzji i działań. Ale czy powinniśmy mówić już o KRYZYSIE? Bayern jest na 1 miejscu w Bundeslidze, w fazie pucharowej Ligi Mistrzów (dwumecz z Lazio). Mistrz Niemiec przyzwyczaił nas jednak do wygrywania, do kultury sukcesu, do ładnej, ofensywnej, efektywnej i przyjemnej dla oka gry. Teraz tego brakuje.

 

To, że mistrzowie Niemiec dalej sytuują się na pierwszym miejscu w Bundeslidze zawdzięczają tylko słabości konkurencji. Lipsk grał z nadszarpniętą problemami wewnętrznymi (zmian trenera, brak wyników, kompromitujące porażki, jak 1:5 u siebie z beniaminkiem ze Stuttgartu) i zdrowotnymi Borussią Dortmund. Szkoleniowiec RB Julian Nagelsmann mówił przed tym spotkaniem, że wpisuje sobie trzy punkty. Podziałało jak płachta ba byka. Piłkarze BVB mówili po meczu, że ta wypowiedź trenera była dla nich dodatkową motywacją. Lipsk przegrał 1:3 i nie wykorzystał szansy dopadnięcia Bayernu. Tak samo Bayer Leverkusen, który przed świętami grał mecz z Bayernem i miał szanse odskoczyć na kilka punktów, bo liderował tabeli, ale zamiast tego poległ 1:2.

 

Kilka najbliższych tygodni i meczów będzie weryfikacją jakości trenera Flicka. Kibice i dziennikarze będą bacznie przyglądać się temu, jak poradzi sobie z tą sytuacją, czy zachowa spokój i trzeźwość oceny faktów. Mam nadzieję, że tak i że mu się uda, bo darzę go dużą sympatią.

 

Jest bardzo komunikatywny. Potrafi przyznać się do błędu, co pokazała również konferencja prasowa po pucharowej porażce. Już podczas niej była pierwsza wnikliwa analiza, z której wynika, że nie ma mowy o przemęczeniu: „Widziałem zespół, który do ostatniej minuty dogrywki wyglądał bardzo dobrze fizycznie, ale widziałem też zespół, który po raz kolejny popełnił zbyt dużo błędów taktycznych i indywidualnych. Nad tym musimy ciężko pracować”.  

 

Nie jest to szkoleniowiec bujający w obłokach. Poza tym powodzenie tej misji dobrze wpłynie też na Bayern. Żadna zmiana nie byłaby teraz korzystna. Lepiej dla tego klubu byłoby pracować dłużej z jednym szkoleniowcem. Co poza grę defensywną całego zespołu musi poprawić Bayern? Bardzo widoczny jest brak w drugiej linii. "Buforu bezpieczeństwa", jakim bez wątpienia przez wiele sezonów był Thiago.

 

Hiszpan grał według mnie zbyt ryzykownie. Potrafił nierozważnie zagrywać piłki w środku pola tak, że przejmowali je rywale i powstawało wielkie zagrożenie pod bramką Bayernu. Ale z drugiej strony właśnie to ryzyko niejednokrotnie było elementem zaskoczenia przeciwnika, a do tego świetnie czytał grę. Podobnie jak Luka Modrić czy Casemiro. To pozwalało całej linii pomocy na odpowiednie ustawienie się względem piłki.

 

Przy świetnym Thiago brylował Kimmich, Goretzka. Teraz takiego zawodnika brakuje i od razu widoczna jest różnica, zwłaszcza w momencie straty piłki w ofensywie. Powstaje dziura w środku pola. Dziura, której Kimmich i Goretzka nie są w stanie na razie załatać, a którą wykorzystują przeciwnicy. W konsekwencji coraz częściej rywale wychodzą jeden na jeden ze środkowymi obrońcami Bayernu. I powstaje problem.

 

Thiago fachu uczył się w Barcelonie, w reprezentacji Hiszpanii, w Bayernie. Z czuciem, które ma, trzeba się urodzić. To dar, który - co jasne - można poprawiać poprzez ogrywanie się na topowym poziomie. Za takie niuanse płaci się ogromne pieniądze choć trzeba przyznać, że 22 miliony euro które zapłacił Liverpool to „kieszonkowe”, jak za takiego zawodnika. Nieprzypadkowo Jurgen Klopp ściągnął go do niezwykle silnej drugiej linii Liverpoolu, a włodarze Bayernu pewnie gdyby mogli cofnąć czas nie zastanawiali by się czy dać mu rok kontraktu czy trzy lata, jakich domagał się Hiszpan.

 

ZOBACZ TAKŻE: Czołowy turecki klub kusi gwiazdę Legii

 

Linia obrony to w tym sezonie nie jest „Weltklasse” poziom. Niklas Sule jest w katastrofalnej formie. David Alaba myślami buja w zupełnie innym miejscu niż na bundesligowych boiskach, bo zastanawia się wraz z Pinim - „Piranią”, jak mówi Uli Hoeness - Zahavim, gdzie może więcej zarobić. Jerome Boateng i Javi Martinez młodsi nie będą. Loty obniżył też Alphonso Davies.

 

Letnie transfery niespecjalnie się sprawdzają. Właściwie trudno szukać wśród nich realnych wzmocnień. Douglas Costa gra poniżej wszelkiej krytyki. Marc Roca, bardzo fajny i utalentowany chłopak z Espanyolu Barcelona, to zawodnik przyszłościowy, nie zagrał jeszcze dobrego meczu w Bayernie i nieprzypadkowo dostaje tak niewiele szans. Bouna Sarr z Maryslii to jakiś dziwaczny wymysł. Miał konkurować z Benjaminem Pavardem na prawej obronie, a zagrożenia nie stanowi dla niego żadnego. Kompletne nieporozumienie. Rywale Bayernu stwarzają sobie bardzo dużo sytuacji bramkowych. Dużo za dużo. Wiele z nich broni jeszcze Neuer, ale nie we wszystkich sytuacjach jest w stanie wyjść cało z opresji i w meczu z Holstein Kiel widzieliśmy tego konsekwencje. 

 

Dlatego Bayern musi koniecznie ściągnąć kogoś na środek obrony. I to już w tym okienku transferowym. Boateng, Hernandez, Sule i Alaba nie dają gwarancji spokoju. Żeby rozwiązać problem działacze musieliby kupić obrońcę typu Dayoty Upamecano, ale jasne jest, że Lipsk też wcale nie będzie skłonny, żeby pozbywać się lidera swojej defensywy już zimą i to na rzecz głównego rywala w walce o mistrzostwo Niemiec.

 

Latem pewnie do takiego transferu dojdzie, ale do tego jeszcze sporo czasu. W konsekwencji Flick ma ograniczony wybór. Widzieliśmy, że we pucharowym meczu trener trochę rotował pierwszym składem - nie było "Lewego", zamiast niego grał Gnabry, na skrzydle wystąpił Musiala, w środku pomocy Tolisso, na boku obrony Sarr. Trochę pozmieniał, ale jednak niezbyt dużo.

 

Rok temu zimą był kilkutygodniowy okres przerwy w Bundeslidze. Bayern mógł wyjechać na obóz przygotowawczy do ciepłego Dubaju, żeby trochę potrenować, trochę odpocząć. Teraz takiego okresu nie ma, ale nie mają go również kluby w Anglii, Hiszpanii, Włoszech czy Francji. Jest to dla Bundesligi nowe, ale trzeba grać. Bayern żadnej ulgowej taryfy od kibiców nie dostanie. Wiadomo, jakie są oczekiwania w Monachium. Tam trzeba wygrywać wszystko.

Artur Wichniarek z Berlina, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze