Kowalski: Degrengolada Lecha. Ktoś w Poznaniu nie odrabia lekcji

Piłka nożna
Kowalski: Degrengolada Lecha. Ktoś w Poznaniu nie odrabia lekcji
Fot. Cyfrasport
Kowalski: Poszczególni zawodnicy mają wiele jakości, ale sprawiają wrażenie jakby każdy robił to na co ma ochotę. Funkcjonują jak grupa jeźdźców bez głowy.

Lech Poznań powoli może zaczynać uznawać sezon za stracony. Po porażce z Rakowem Częstochowa w ćwierćfinale Fortuna Pucharu Polski szansę na ponowną grę w europejskich pucharach pozostają minimalne. Od trzeciego w lidze Rakowa ma dziewięć punktów mniej. Cieniem nadziei jest ewentualne zajęcie czwartego miejsca, które przy sprzyjających wiatrach (dublet Rakowa), gwarantowałoby występy na arenie międzynarodowej.

Tyle, że najpierw drużyna z Poznania musi zacząć grać w piłkę. Piłkarze Dariusza Żurawia wciąż jednak są cieniem ekipy, która tak zachwycała w eliminacjach Ligi Europy, bijąc kolejno czterech rywali. Dlaczego Lech aż tak bardzo spuścił z tonu?

 

1. Zatarty silnik

 

Ewidentnie zespół jest źle przygotowany fizycznie. Zawodnicy nie biegają już w takim tempie, jak dawniej, nie są tak mobilni, wyglądają jakby poruszali się mając zaciągnięty hamulec. Nie ma się co oszukiwać. To kamień wrzucony do ogródka sztabu szkoleniowego.

 

2. Młodzi z głowami w chmurach

 

Najmłodsi piłkarze, którzy byli wartością dodaną drużyny, są cieniami siebie sprzed kilku miesięcy. Także, a może przede wszystkim, dotyczy to sfery mentalnej. Zamiast pełnych wigoru i chęci młodych chłopaków, przed którymi świat stoi otworem, widzimy zblazowanych graczy z nosami spuszczonymi na kwintę, którzy dawniej elokwentni teraz nie są w stanie sensownie wytłumaczyć swojej degrengolady. Być może tę grupę młodych przyjaciół rozbił fakt, że kilku z nich dostało zgodę na wyjazd i już w poważnych ligach zarabiają ogromne pieniądze (Jóźwiak, Moder, Gumny).

 

Jasne, że każdy zaprzeczy i ten argument można obalić na tysiąc sposobów, bo przecież przede wszystkim, ci którzy zostali muszą pracować na swoją szansę i nie mogą grać przeciwko sobie, ale... Młodzież nie zawsze działa racjonalnie. Niedawni koledzy z boiska są w stałym kontakcie, wymieniają się poglądami, zamiast skupiać się na grze w Lechu, wizualizują sobie gdzie za chwilę mogą być i jak poprawić swój byt. Utwierdzają ich w tym menedżerowie bez przerwy faszerując informacjami o zainteresowaniu kolejnych klubów z bogatych lig. I zadają sobie pytanie dlaczego ich już puścili a nas jeszcze nie. Naprawdę dwudziestolatkom nie trudno zwariować w podobnej sytuacji...

 

3. Spadek formy starszych, kontuzje kluczowych graczy, odejście Modera

 

Portugalczyk Tiba, na którego inteligencji i doskonałym wyszkoleniu technicznym bazuje Lech, potrafi w trakcie meczu zniknąć na kilkadziesiąt minut. Jego język ciała wskazuje na to, jakby bywał obrażony. Na co lub na kogo? Trudno wyrokować. W każdym razie też obniżył loty. Brakuje mu do pomocy Jakuba Modera, który notował mnóstwo przechwytów. Do tego choroba Ramireza, kontuzje Ishaka i Satki nie mogły pozostać bez wpływu na formę drużyny.

 

4. Taktyka

 

Trener Dariusz Żuraw ciągle nie jest w stanie poprawić spójności zespołu. Poszczególni zawodnicy mają wiele jakości, ale sprawiają wrażenie jakby każdy robił to na co ma ochotę. Funkcjonują jak grupa jeźdźców bez głowy. Kiedy dobrze szło i zespół wyglądał dobrze fizycznie brak sztywnej organizacji gry nie przeszkadzał tak bardzo. Dziś po stracie piłki Lech gubi się, nie wie co robić, nie ma planu. Z Rakowem przegrał przede wszystkim taktycznie. Drużyna z Poznania na swojej połowie notuje średnio 17 strat na mecz. Wysoko podchodzący do rywala Raków wymusił na nim aż 35. Ktoś w Poznaniu nie odrabia lekcji.

Cezary Kowalski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze