Prezes Jastrzębskiego Węgla: Srebro nas nie zadowala

Siatkówka
Prezes Jastrzębskiego Węgla: Srebro nas nie zadowala
fot. PAP
Siatkarze Jastrzębskiego Węgla celują w złoty medal.

- W finale nie będziemy na straconej pozycji. Nasz zespół ma wartość, a srebro nas nie zadowala. Marzymy o złocie - powiedział PAP prezes Jastrzębskiego Węgla Adam Gorol. Siatkarze tego klubu czekają na finałowego rywala w play off ekstraklasy.

Jastrzębianie w środę pokonali po raz drugi w półfinale Vervę Warszawa Orlen Paliwa i po 11 latach zagrają o tytuł. W drugiej parze o awans walczą Grupa Azoty Zaksa Kędzierzyn-Koźle i PGE Skra Bełchatów. Po dwóch spotkaniach jest w tej rywalizacji remis.

 

- Nasze założenia przed sezonem mówiły o miejscu w strefie medalowej. Medal już mamy. Natomiast, jeżeli zespół doszedł do finału, to nie po to, żeby zadowolić się srebrem, tylko powalczyć o złoto - dodał Gorol.

 

W styczniu doszło w klubie do zmiany trenera. Australijczyka Luke’a Reynoldsa zastąpił Włoch Andrea Gardini, były szkoleniowiec m.in. Zaksy.

 

- Wiem, że to mogło budzić kontrowersje. Ja widzę jednak od środka więcej, niż przeciętny kibic. Myślę, że jeśli ktoś miał wątpliwości, to miejsce, w jakim jesteśmy potwierdza, że decyzja była słuszna - ocenił Gorol.

 

Przyznał, że przedłużająca się rywalizacja Zaksy ze Skrą jest dla jastrzębian korzystna.

 

- Jedni i drudzy nie myślą przecież teraz o tym, jak zagrać w finale z nami, tylko jak się do tego finału dostać. ZAKSA przejechała przez fazę zasadniczą jak walec, ale teraz już nie jest takim murowanym faworytem. A my możemy trochę odpocząć i spokojnie przygotować się do decydujących meczów - zauważył.

 

Podkreślił, że nie obawia się, by zawodnicy osiedli na laurach po awansie do finału.

 

- Klub czeka 17 lat na drugi złoty medal w historii, ale też każdy z siatkarzy walczy coś dla siebie. O dopisanie sukcesu do swojego CV. Trener Gardini też chce ugrać coś więcej. Będąc blisko zespołu jestem absolutnie spokojny, że - biorąc pod uwagę waleczność tych zawodników - dadzą z siebie wszystko - powiedział prezes.

 

Nie ukrywał, że żałuje pustych trybun podczas meczów tego sezonu.

 

- To wielka szkoda, że kibiców nie ma w halach. Nie mamy jednak na to wpływu. Poza tym, rozsądek podpowiada, że zdrowie jest najważniejsze, a koronawirus stanowi realne zagrożenie. Z drugiej strony dobrze, że my ten sezon prawdopodobnie dogramy do końca (poprzedni został wiosną przerwany z powodu pandemii), bo były wątpliwości. Widzę więc też pozytywy - zaznaczył Gorol.

 

Podkreślił, że - niezależnie od finałowego rywala – jastrzębianie (druga siła ligi w sezonie zasadniczym) nie stoją na straconej pozycji.

 

- Będzie bardzo ciężko z Zaksą czy Skrą, ale się nie poddamy, nie będziemy skazani "na pożarcie". Nasz zespół ma swój poziom sportowy i wartość. Jego siłą jest szeroki, wyrównany skład. Niemal w każdym meczu zmiennicy wykonują na boisku pracę na tym samym poziomie, co podstawowi gracze, albo nawet trochę lepiej. Jastrzębski Węgiel nie jest drużyną "szóstkową", a srebro nas nie zadowala - podsumował prezes.

 

Jastrzębska drużyna została w trakcie rozgrywek mocno dotknięta pandemią COVID-19. Zakażenia nie pozwoliły jej wystąpić w turniejach grupowych Ligi Mistrzów w Berlinie i Kazaniu.

 

W poprzedniej edycji LM jastrzębianie wygrali grupę, pokonując m.in. dwa razy Zenit Kazań. W ćwierćfinale mieli się zmierzyć z włoskim Itasem Trentino, ale rozgrywki europejskie zostały zakończone z powodu pandemii.

MC, PAP

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze