Nie żyje polski bramkarz. Słynął ze strzelania goli

Piłka nożna
Nie żyje polski bramkarz. Słynął ze strzelania goli
fot. PAP
W wieku 65 lat zmarł Jerzy Bzdęga - były bramkarz m.in. Warty Poznań i Olimpii Poznań.

W wieku 65 lat zmarł Jerzy Bzdęga - były bramkarz m.in. Warty Poznań i Olimpii Poznań. Występował również zagranicą. W swojej karierze potrafił strzelać gole... z własnej bramki. Za przyczynę śmierci podaje się zawał serca.

- Jeszcze rano poszedł na grzyby. Już w domu przewrócił się i nie odzyskał przytomności. Zawał serca - opowiada o śmierci Jerzego Bzdęgi jego bratanek, Krzysztof Bzdęga. Pogrzeb byłego bramkarza Olimpii i Warty w piątek na poznańskim cmentarzu Miłostowo.

 

Jerzy Bzdęga był bramkarzem Olimpii Poznań aż przez czternaście sezonów (1974-1988), był następcą Eugeniusza Drewniaka i Andrzeja Fischera. - Gdy zaczynałem grać w Olimpii pod koniec lat 70., to był klub, którego ambicją było maksymalnie dziesiąte miejsce w drugiej lidze. Jurek był wtedy jedną z najważniejszych osób w zespole, ile on nam wybronił zwycięstw i remisów, to nie sposób zliczyć. Nie miał świetnych warunków fizycznych, ale u niego refleks był super. Był taki moment, że chciał go u siebie ŁKS, gdy szukał następcy Jana Tomaszewskiego. Ale Jurek nie chciał się ruszać z Poznania i został w Olimpii - opowiada Ryszard Rybak, były piłkarz Olimpii i Lecha.

 

Zobacz także: Maciej Szczęsny zatrzymany za jazdę po alkoholu. "Jest mi potwornie wstyd"

 

15 września 1979 roku na stadionie Olimpii na poznańskim Golęcinie doszło do drugoligowego spotkania z Górnikiem Wałbrzych, które okazało się mieć niezwykły przebieg. Ryszard Rybak grał w tym meczu. - Pogoda była już mocno jesienna: mokro, wiał mocny wiatr. Pierwszego gola dla nas - bezpośrednio z rzutu rożnego - zdobył Andrzej Wojciechowski. Potem było jeszcze lepiej. Jurek Bzdęga umiał mocno wybijać piłkę tzw. dropsztykiem, kopał ją od razu po tym, jak odbijała się od ziemi. Graliśmy wtedy jeszcze starymi piłkami-biedronkami, to też miało znaczenie. W tamtym meczu jeszcze wiatr i Zięba, bramkarz Górnika Wałbrzych, został totalnie zaskoczony wybiciem Jurka Bzdęgi. To był rzadki wyczyn, pamiętam, że nawet zagraniczne agencje wspominały potem o tym golu - opisuje Ryszard Rybak. - W drużynie z Wałbrzycha grał wtedy Henryk Janikowskiego, ojciec zawodnika NFL Sebastiana Janikowskiego. Po golu naszego bramkarza kręcił głową z niedowierzaniem i powtarzał: "jeśli tracimy gola z rogu i od bramki to bramki, to nie mamy prawa dziś wygrać - dodaje.

 

Przez pięć kolejnych lat, Jerzy Bzdęga był podstawowym bramkarzem Olimpii Poznań. W 1983 r. klub sprowadził jednak konkurenta o miejsce w bramce, Wiesława Zakrzewskiego, ojca późniejszego napastnika m.in. Lecha i Warty, Zbigniewa Zakrzewskiego. - Niestety, rywalizacja nie zadziałała dobrze na Jurka, mam wrażenie, że wtedy przestał się rozwijać jako bramkarz - twierdzi Ryszard Rybak.

 

Jerzy Bzdęga i Wiesław Zakrzewski z Olimpią Poznań zagrali jeszcze w ekstraklasie - Zakrzewski stał w bramce w pierwszym sezonie (1986/1987), a Bzdęga w drugim (1987/1988). Potem, razem z kilkoma innymi piłkarzami Olimpii, bramkarz odszedł do Warty Poznań. Z nią awansował z trzeciej do drugiej ligi. - To był bardzo doświadczony piłkarz. Był opoką tej drużyny, bo wielokrotnie pomagał zespołowi w odnoszeniu zwycięstw - wspomina Andrzej Żurawski, trener Warty Poznań w sezonie zakończonym awansem. - Zawsze swoje obowiązki traktował bardzo poważnie i stanowił wzór dla młodszych kolegów - dodaje.

 

Historia gola zdobytego dla Olimpii Poznań jest pamiętana przez część kibiców, natomiast za sprawą bratanka Jerzego Bzdęgi dowiadujemy się, że ma on też na koncie drugiego tego typu gola.

 

 

Czytaj więcej na Interii.

Interia
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie