Baliśmy się, że nas otrują. Jednak w takich opałach jeszcze nie byliśmy

Piłka nożna
Baliśmy się, że nas otrują. Jednak w takich opałach jeszcze nie byliśmy
fot. Cyfrasport
Robert Lewandowski podczas meczu z Czechami na Euro 2012.

Nasza piłkarska reprezentacja ma wprawę w graniu meczów o wszystko w eliminacjach do wielkich imprez. Rzadko kiedy się zdarza, żeby Biało-Czerwoni mieli komfort i dyktowali warunki. Nawet "Orły Górskiego" w 1973, po wielkich wygranych z Anglią (2:0) i Walią (3:0) na Stadionie Śląskim musiały jeszcze zagrać o wszystko z Anglikami na Wembley. Remis w tamtym spotkaniu, który dał nam awans na mundial w 1974 roku, do dziś określany jest jako cud.

Jeśli jednak teraz wygramy z Czechami i na dokładkę uda nam się bezpośrednio awansować na Euro 2024, to będzie cud do kwadratu.

 

Po losowaniu grup eliminacyjnych na Euro 2024 wszyscy eksperci byli zgodni co do tego, że polska jest najłatwiejsza, a wywalczenie awansu, to będzie bułka z masłem. Zwłaszcza że bezpośredni awans miały uzyskać dwie drużyny, a poza Polską i Czechami w grupie znalazły się ekipy uchodzące za średniaków, czy wręcz słabeuszy.

 

ZOBACZ TAKŻE: Jakub Błaszczykowski skomentował kadrę Michała Probierza! "Tylko teoretycznie jest to to samo"


Polscy piłkarze, zamiast skupić się na rywalach, wciąż żyli sprawą premii od premiera Mateusza Morawieckiego, którą ten obiecał im przed mundialem w Katarze za wyjście z grupy. Te miliony tak namieszały im w głowie, że ani się obejrzeliśmy, gdy dyskusja o bezpośrednim awansie z grupy została zastąpiona tą o udziale w barażach. Nowy trener Michał Probierz, który zastąpił na finiszy eliminacji Fernando Santosa, próbował posklejać zespół. Wygraliśmy na Wyspach Owczych (2:0), ale na Mołdawię już nie wystarczyło (1:1). I teraz gramy o wszystko z Czechami.


Kiedy nie było wiadomo, czy w barażach do mundialu w Katarze zagramy ze Szwecją, czy z Czechami, to mówiło się, że to jak wybór między dżumą a cholerą. Ze Szwedami bilans mieliśmy fatalny, ale z Czechami wcale nie lepszy. Wtedy to było 8 wygranych-5 remisów-14 porażek. Na starcie tych eliminacji doszła kolejna (1:3), bo 15 przegrana.


Z Czechami już raz graliśmy o wszystko. Na Euro 2012. Po dwóch remisach potrzebowaliśmy zwycięstwa, by wyjść z grupy. To zadanie nas jednak przerosło. Po zakończeniu spotkania selekcjoner Franciszek Smuda ogłosił swoją dymisję, bo jak przyznał, tak się umówił z ówczesnym prezesem Grzegorzem Lato. Smuda 2,5 roku szykował kadrę na wielką imprezę, ale nic to nie dało. Prowadzona przez niego reprezentacja zawiodła na całej linii. Co z tego, że w meczu z Czechami oddaliśmy więcej strzałów, skoro przeciętny kibic odniósł wrażenie, że to przeciwnik ma ten mecz pod kontrolą, a my nie potrafimy zbyt wiele zdziałać.


Możemy się jednak pocieszać tym, że z siedmiu ostatnich spotkań z Czechami aż cztery wygraliśmy. W tym jedno bardzo ważne (2:1 na Stadionie Śląskim), bo w eliminacjach do mundialu 2010 w RPA. To było kapitalne spotkanie w wykonaniu Biało-Czerwonych. Eksperci podkreślali, że jeśli drużyna nie zejdzie z tego poziomu, to spokojnie awansuje do mistrzostw świata. Niestety zeszła. W rewanżu z Czechami byliśmy bezbarwni i przegraliśmy 0:2. W RPA nas nie było.

 

Oczywiście mamy nadzieję, że teraz będzie inaczej, że zagramy tak, jak w ubiegłorocznym barażu ze Szwecją (2:0), czyli w trenerskim debiucie Czesława Michniewicza. Mieliśmy wtedy furę szczęścia, że sędzia nie ukarał czerwoną kartką Jacka Góralczyka. Z drugiej strony plan taktyczny, to jak zneutralizowaliśmy Szwedów i bezlitośnie ich wypunktowaliśmy, było genialne. Takie mecze o wszystko chcielibyśmy oglądać zawsze. Aż szkoda, że nigdy potem kadra Michniewicza nie zagrała już drugiego tak dobrego spotkania.

 

Swoją drogą, to wygrywając 29 marca 2022 ze Szwedami, nawiązaliśmy do meczów o wszystko z pierwszej połowy lat 80. Tego pamiętnego z NRD (2:3) w Lipsku w październiku 1981 roku, kiedy musieliśmy wygrać, żeby zapewnić sobie awans na mundial 1982 w Hiszpanii. Baliśmy się wtedy nie tylko klasy sportowej rywala, ale i też tego, że może się dopuścić nieczystych zagrywek i zatruje nam jedzenie lub picie. Pojechaliśmy z własnym kucharzem, prowiantem i nawet wodą. I tej wody nasi piłkarze używali do mycia zębów. Może to była przesada, ale wtedy trener Antoni Piechniczek pojechał, jak na wojnę i zadbał o wszystkie szczegóły. Po kilku minutach prowadziliśmy 2:0. I choć nasi piłkarze mieli podejrzenia, że rywale są "na koksie", to niczego złego nam nie zrobili.

 

Cztery lata później, w 1985 roku, Piechniczek grał z reprezentacją kolejny mecz o wszystko. Tym razem z Belgią. Sytuacja w grupie wyglądała tak, że wyprzedzaliśmy rywala w tabeli jedynie dzięki większej liczbie strzelonych bramek. Belgowie wygrali z nami u siebie (2:0), ale stracili kapitał, przegrywając na wyjeździe z Albanią (0:2). Naszą największą wpadką, poza porażką z Belgami, był remis z Albanią (2:2) w Mielcu. Pozostałe spotkanie wygraliśmy. W rewanżu z Belgią potrzebowaliśmy 1 punktu, by jechać na czwarty mundial z rzędu.


To nie było wielkie spotkanie, raczej boiskowe szachy. Polacy skupiali się na tym, żeby nie pozwolić Belgom na rozwinięcie skrzydeł. Świetnie spisywał się między słupkami Józef Młynarczyk. Piechniczek przyznał później, że nie interesował go styl, że liczył się tylko cel. Spotkanie skończyło się zwycięskim remisem (0:0). Wtedy trochę kręciliśmy nosami, ale szybko za tym zatęskniliśmy. Polska pojechała na mundial 1986 do Meksyku, ale na wyjazd na kolejną wielką imprezę czekaliśmy 16 lat.

 

Po drodze było wiele straconych szans i przegranych meczów o wszystko, ale nie będziemy ich tutaj przypominać, żeby się za bardzo nie dołować. Tym bardziej że teraz potrzebny jest nam cud do kwadratu, żeby wywalczyć bezpośredni awans.

 

Wygrana z Czechami da nam baraż, co też będzie jakimś tam sukcesem, zważywszy na to, jak układały się losy polskiej reprezentacji w tej grupie. Nasze ambicje sięgają jednak zdecydowanie wyżej. To jest mecz o wszystko, czyli o bezpośredni awans, nie o baraż. I tu zaczynają się schody, bo nawet, jak rozbijemy Czechów, to może być za mało. Poprawimy sobie humory, ale na drugie miejsce wskoczymy na chwilę, po piątkowych meczach. Bo potem będziemy musieli trzymać kciuki za Mołdawię i za to, żeby z wyjazdu do Czech przywiozła remis. Wtedy będziemy w domu. Nie wszystko jednak zależy od nas i w tym sensie jest to sytuacja najgorsza z możliwych. Takiego meczu o wszystko jeszcze nie graliśmy.

 

Sytuacja w polskiej grupie na czterech pierwszych miejscach

 

1. Albania 13 11:3 – grają z Wyspami Owczymi (d), Mołdawią (w)

2. Czechy 11 8:8 – grają z Polską (w), Mołdawią (d)

3. Polska 10 9:9 – gramy z Czechami (d)

4. Mołdawia 9 6:6 – grają z Albanią (d), Czechami (w)

Dariusz Ostafiński/Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie