Porównał go do Adama Małysza! Legendarny trener szczerze na początku sezonu

Zimowe
Porównał go do Adama Małysza! Legendarny trener szczerze na początku sezonu
fot. PAP
Stefan Kraft został pochwalony przez Apoloniusza Tajnera

- W grudniu ciężko będzie przeskoczyć Niemców i Austriaków. Kraft skacze, jak kiedyś Małysz – mówi Apoloniusz Tajner, były trener Adama Małysza i były prezes PZN. – My jednak małymi krokami do nich dojdziemy. Jest szansa, że już na Turnieju Czterech Skoczni pokażemy się z dobrej strony. Nie jestem jednak zaniepokojony formą naszych. Bardziej martwiłbym się o tych, co tak mocno zaczęli. Będzie im ciężko utrzymać tę formę przez cztery miesiące.

Dariusz Ostafiński, Polsat Sport: Inauguracja w Kuusamo wypadła fatalnie. Czy w tydzień można odmienić naszych zawodników jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki?


Apoloniusz Tajner, były trener Adama Małysza i były prezes PZN: W skokach wszystko jest możliwe. Przy dobrych warunkach atmosferycznych i odpowiedniej dyspozycji dnia wszystko może się zdarzyć. Nasi zawodnicy, mam na myśli zwłaszcza naszą czołową trójkę, przeszli pełny program szkoleniowy, prezentują wysoki poziom, więc gdyby wszystko zagrało, to kto wie. W Kuusamo źle to wyglądało, ale oni nie przygotowali się na te konkretne zawody, nie mieli jeszcze tej świeżości. Nie zrobiliśmy tego, co Austriacy i Niemcy. Przecież Kraft skakał jak kiedyś Adam Małysz.

 

ZOBACZ TAKŻE: Komplet Polaków w sobotnim konkursie! Udane kwalifikacje skoczków


On tak, my nie.


Dlatego idąc dalej, powiedziałbym, że na cuda nie ma co liczyć. To, że w Lillehamer będzie lepiej niż w Kuusamo, to wiem na pewno. Nasi trenowali w Lillehamer. Nie w takich optymalnych warunkach, bo w tych lód musi być przecierany. To się dzieje na zawodach, na treningu jest z tym różnie. Na treningu te warunki są przytępione, nie ma tej szybkości najazdowej, jaka jest na zawodach. W każdym razie te ostatnie treningi w Lillehamer wypadły lepiej niż te, które miały miejsce przed startem sezonu. Nie wskoczymy jeszcze do czołówki. Niemcy, Austriacy i Kobayashi, to jest ta grupa, która będzie dominować. Ciężko będzie ich w grudniu przeskoczyć. Realne jest jednak to, że na Turnieju Czterech Skoczni będzie inaczej, że my będziemy już dobrze skakać.


Taką nadzieją żyją teraz wszyscy polscy kibice. Czyli, że będzie dobrze na Turnieju Czterech Skoczni i potem w tych polskich konkursach.


Zdecydowanie jest szansa na to, żeby w tych turniejach nasza drużyna wyglądała inaczej, lepiej. Wiem, że jeśli w międzyczasie będzie się działo coś niepokojącego z Żyłą czy Stochem, to oni będą czasowo wyłączani. Kubacki jest kondycyjnie i pod każdym innym względem gotowy na walkę o Kryształową Kulę. Stoch z Żyłą są bardziej od takich zadań specjalnych. Cztery skocznie, polskie turnieje i mistrzostwa świata w lotach, to będą dla nich najważniejsze imprezy. Nie ma sensu zamęczać Kamila i Piotra innymi zadaniami. Wiem, że Thurnbichler się nie zawaha, jeśli ci dwaj będą potrzebowali odpoczynku. Kot, Juroszek, Habdas czy Wolny czekają na swoją szansę.


Tylko, dlaczego Dawid Kubacki tak źle rozpoczął ten sezon. Mówiło się, że inni mogą mieć problemy, ale nie on.


Dawid był trochę przeziębiony na tym ostatnim zgrupowaniu. Krzysiu Miętus, z którym rozmawiałem, powiedział mi, że przez to Dawid nie wykorzystał tego zgrupowaniu w stu procentach. No i fizycznie trochę mu zabrakło. Pojechał do tego Kuusamo surowy i wyszło, jak wyszło. Zwłaszcza że dwie nacje ostro rozpoczęły sezon. Ja to się nawet zastanawiam, czy ci, co teraz są w tak wielkiej formie, wytrzymają te cztery miesiące. W tym też upatruję naszej szansy. A jak pójdzie nam w Turnieju Czterech Skoczni i w tych naszych, polskich konkursach, to nikt nie będzie o tym słabym początku pamiętał. W ogóle to słaby początek tylko nam pomógł. Jest mobilizacja, jest chęć odkucia się.


Pan wcześniej powiedział, że Kuusamo nie było celem, że nie szykowaliśmy się specjalnie na ten turniej, że treningi nie były ukierunkowane na to, żeby już teraz odzyskać świeżość. To może niepotrzebnie rozdzieramy szaty.


Potrzebnie. Jest mobilizacja i to jest ważne. My na tym pójdziemy do góry i choć teraz niewiele na to wskazuje, to jest szansa, że szybko doskoczymy do innych. Bo ich forma na pewno zacznie falować. Nie da się cały czas skakać na wysokim poziomie. Kiedyś Małysz, a ostatnio Granerud też z tą formą opadali. Po każdym dołku przychodzi jednak góra.


My właśnie jesteśmy w dołku.


Dlatego teraz powinno to iść w górę. Nie gwałtownie, ale spokojnie i do przodu. Tak jak powiedziałem, jak się trafią warunki i będzie dobra dyspozycja dnia, to jest możliwy jakiś wyskok. Jak nie, to będzie delikatna poprawa. Z zawodów na zawody powinno być tylko lepiej.


Jak mamy się obudzić na Turniej Czterech Skoczni, to takie widoczne symptomy poprawy powinniśmy zauważyć w Engelbergu.


Tak. Z mojego doświadczenia wynika, że tam jest ta pierwsza korekta. Jak ktoś dobrze zaczyna, to niemal cały grudzień dobrze skacze. Engelberg jest pewnym przełomem, a na Turnieju Czterech Skoczni następuje nowe otwarcie. Robi się przetasowanie, nagle ktoś wyskakuje i walczy o czołowe lokaty. Ten turniej wiele zmienia, bo jest wyczerpujący. Przejazdy, wiele skoków oddanych w krótkim czasie, a każdy chce wypaść jak najlepiej. Myślę, że ten turniej nie będzie dla nas zły, a po nim zacznie się druga część sezonu, gdzie już powinno być bardziej optymistycznie dla nas.


Adam Małysz mówił w wywiadzie, że problemem naszych zawodników jest pozycja dojazdowa.


Tak, to prawda. To jednak wynika z całokształtu, z tego, że forma nie jest jeszcze optymalna. Naszym brakowało dynamiki, nogi chodziły i przez to pojawiły się błędy. Takie szarpanie się, brak pewności, to zawsze pogłębia problemy. Jak zawodnik nie jest w formie, to nie ma tej prędkości, nie jest też w stanie intuicyjnie ułożyć się do lotu. Jak będzie więcej świeżości, jak przyjdzie ten optymalny moment, to będzie szybkość progu i nie będzie tylu błędów. Trudno się skacze z dyskomfortem, jak nogi są ciężkie. Musimy jednak ten trudny moment przejść, a potem powoli zacząć wychodzić na prostą. Thurnbichler wie, co robi. Dlatego ja nie jestem zaniepokojony.


To jest pan chyba wyjątkiem, albo jedną z niewielu osób, które zachowują spokój.


Rozumiem jednak głosy krytyczne i nie dziwię się, że one się pojawiły. Trudno, żeby kogoś chwalić jeśli wyszło poniżej oczekiwań. Teraz trzeba to jednak zostawić i pracować nad tym, żeby była poprawa, żeby w Lillehamer był ten mały krok do przodu. Myślę, że wtedy więcej osób spojrzy na to optymistycznie.


Naszym największym problemem jest to, że od pewnego czasu skupiamy nasze oczekiwania na trójce weteranów, którzy w tym sporcie osiągnęli już wszystko. Może byłoby inaczej, jakby było zaplecze.


Ono jest. Pamiętajmy, że Kubacki zaczął skakać, jak miał 28 lat. Teraz czekamy na kolejny taki przypadek. Stękała, swego czasu wrócił po trzech latach kelnerowania i zdobył medal w lotach. My mamy fajnych zawodników. Na mistrzostwach Polski ciekawie wypadli Zniszczoł czy Wąsek. Do dobrego skakania wraca Maciek Kot. Są też Habdas, Juroszek czy Wolny. Ja nawet Murańki bym nie skreślał. To w końcu duży talent. Jakoś tak wciąż liczę na to, że on jeszcze odpali.


Chce pan powiedzieć, że zaplecze jest i w każdej chwili ktoś z wymienionych przez pana zawodników wskoczy na poziom tej naszej najlepszej trójki.


Zdecydowanie tak. Proszę zobaczyć na Piusa Paschke. On dopiero w wieku 42 lat stanął na podium. Skoki są po prostu nieobliczalne. Jakby było inaczej, to pewnie wielu musiałoby dać sobie spokój. Tyle czynników wpływa na odległość, że nigdy nie wiemy, kiedy dany zawodnik nas zaskoczy. Na Kubackiego trochę musieliśmy poczekać, teraz czekamy na następnego tak dobrego zawodnika.

Dariusz Ostafiński/Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie