W tych zmaganiach zwycięzcą był... każdy. IV Turniej Bitwy Falenickiej 1939 za nami

Piłka nożna
W tych zmaganiach zwycięzcą był... każdy. IV Turniej Bitwy Falenickiej 1939 za nami
Fot. Materiały organizatora
IV Turniej Bitwy Falenickiej 1939 był również okazją do pomocy najuboższym

Bez wyników, bez tabel, ale nie oznacza to, że bez zaciętej walki i emocji. W niedzielę (3 grudnia), zmaganiami roczników 2016-2017, zakończyła się czwarta edycja Turnieju Bitwy Falenickiej 1939, wyjątkowej imprezy, w której sport nieodłącznie związany jest z historią.

Organizatorzy, klub TS Falenica, dzień po rywalizacji roczników 2014-2015, w której triumfowała Akademia Piłkarska 11 Legionowo, postawili na promowanie piłki nożnej i krzewienie pamięci o czasach II wojny światowej wśród jeszcze młodszych adeptów futbolu. W niedzielę na parkiet Szkoły Podstawowej nr 76 imienia 13. Dywizji Piechoty Strzelców Kresowych wybiegli zawodnicy (i zawodniczki, bo w kilku drużynach były również dziewczynki) sześcio- i siedmioletni. Zgodnie z zasadami, panującymi w tych kategoriach wiekowych w rozgrywkach Mazowieckiego Związku Piłki Nożnej, nie było tu oficjalnych wyników ani tabel. Turniej miał być przede wszystkim dobrą zabawą, okazją do gry w równym wymiarze czasu dla wszystkich zgłoszonych oraz - co jest oczywiście wizytówką imprezy - spełniać walor edukacyjny, propagując wśród dzieci wiedzę na temat wydarzeń, do których doszło w Falenicy 19 września 1939 roku.

 

ZOBACZ TAKŻE: Przez sport do historii. Dzieci zagrały w piłkę ku pamięci Bitwy Falenickiej

 

Tak jak pierwszego dnia, dzisiaj również mieliśmy zobaczyć na parkiecie osiem zespołów. Niestety, problemy zdrowotne wykluczyły z udziału w turnieju ekipę Akademii Piłkarskiej Potworki, więc ostatecznie zmagania rozpoczęło siedem drużyn, w tym aż trzy składy gospodarzy. Stawkę uzupełniły: Delta Warszawa, Mazurki Gończyce, Zryw Sobolew i Kosa Konstancin - klub, założony przez byłego znakomitego reprezentanta Polski, Romana Koseckiego.

 

I choć oficjalnie organizatorzy nie prowadzili ewidencji wyników i nie tworzyli tabel (każda drużyna dostawała taki sam komplet medali), na parkiecie nie brakowało ambicji, woli walki i szalonej radości po strzelonych golach. Wiek 6-7 lat to zresztą dla młodych sportowców wyjątkowo piękny, beztroski okres, w którym piłka nożna jest przede wszystkim zabawą, a każdy z chłopców nie tyle wierzy, ile jest święcie przekonany, że będzie co najmniej drugim Robertem Lewandowskim. Co najmniej, gdyż jeden z zawodników z Falenicy nad numerem 17 na koszulce umieścił nie swoje nazwisko czy imię, ale... napis Spider-man, odnoszący się do komiksowego superbohatera. Dream big, jak mawiają Amerykanie.

 

Warto w tym miejscu pochwalić zachowanie szkoleniowców, którzy starali się do niezbędnego minimum ograniczać wskazówki, udzielane zawodnikom podczas meczów. Nie było, mówiąc żargonem piłkarskim, trenerów-dżojstików, "sterujących" non stop swoimi podopiecznymi dyrektywami z ławki rezerwowych. Młodzi adepci futbolu mieli sporo swobody, dzięki czemu mogli samodzielnie uczyć się podejmowania decyzji na boisku, nie bali się wchodzić w dryblingi i nie przejmowali się przesadnie nieudanymi zagraniami. Wszelkich rad szkoleniowcy udzielali zawodnikom na spokojnie, starając się przede wszystkim prowadzić rozmowę tak, by młodzi piłkarze sami dochodzili do wniosku, co robili dobrze, a co mogli wykonać lepiej.

 

Tradycyjnie na Turnieju Bitwy Falenickiej 1939 pojawił się gość specjalny, którym w niedzielę był Davidson Silva, zawodnik futsalowej drużyny warszawskiej Legii. Brazylijczyk błyskawicznie zjednał sobie sympatię dzieci otwartością, fachowymi podpowiedziami, wyjątkowym poczuciem humoru (raz po raz żartował sobie po przyjacielsku z sędziów, gestykulując w swoim stylu z trybun) oraz... znajomością języka polskiego, którym - jak na zaledwie dwa lata pobytu w naszym kraju - posługuje się naprawdę nieźle. Davidson Silva podkreślał również - podobnie jak w sobotę Mariusz Milewski - jak ważny jest futsal w procesie szkolenia młodego zawodnika.

 

- W Brazylii praktycznie każdy klub na wczesnym etapie dość mocno stawia na futsal. Nie ma nic lepszego dla kształtowania techniki i taktyki, niż gra na hali - powiedział pochodzący z miasta Natal legionista.

 

Po zakończeniu oficjalnej części turnieju organizatorzy zaskoczyli zawodników i kibiców kolejną niecodzienną inicjatywą. Choć oficjalnie grano bez tabel, wyniki poszczególnych meczów były zapisywane po to, by na koniec rozegrać spotkanie zespołu, który w "normalnym" trybie zająłby pierwsze miejsce, z... Drużyną Gwiazd. Szkoleniowcy wytypowali najlepszych piłkarzy z każdej ekipy, którzy następnie zmierzyli się z Mazurkami Gończyce, a w rolę sędziego wcielił się sam Davidson Silva! Zabawę zakończył zaś konkurs żonglerki dla dzieci i... rodziców. Wśród młodych piłkarzy bezkonkurencyjny był Mikołaj Morgaś z Kosy Konstancin, zaś wśród kibiców - tata jednego z zawodników Delty. Klub TS Falenica, podobnie jak w sobotę, wręczył również wyróżnienia dla dwóch swoich graczy: Talentem Falenickim w roczniku 2016 został Ksawery Figarski, a w roczniku 2017 - Gustaw Tarnowski, który w jednym z pierwszych meczów dzisiejszych zmagań dostał od kibiców oklaski na stojąco za indywidualną akcję a la Diego Maradona z pamiętnego meczu mistrzostw świata przeciwko Anglii. Podobnie jak genialny Argentyńczyk, Gustaw również przedryblował całą drużynę przeciwną i z najbliższej odległości skierował piłkę do bramki.

 

IV Turniej Bitwy Falenickiej 1939 był również okazją do zatroszczenia się o tych, którzy najbardziej potrzebują pomocy. Stowarzyszenie Radość z Pomagania oraz Anioły Falenickie zbierały dary dla ubogich rodzin z rejonu. Kibice, którzy przychodzili dopingować swoje dzieci, przynosili suchy prowiant (ryż, mąka, cukier, płatki itp.), bądź wspomagali akcję dobroczynną finansowo, wpłacając pieniądze na konto fundacji.

 

Na koniec organizatorzy turnieju wyrazili nadzieję, że reaktywowana po czteroletniej przerwie impreza nie tylko na stałe wróci do zimowego kalendarza piłkarskiej stolicy, ale i... znacznie się rozrośnie. A pomysłów na rozwój nie brakuje!

 

- Możliwości jest wiele. Myślimy a to o zaproszeniu do rywalizacji topowych akademii w Polsce, a to o powrocie do formatu międzynarodowego (w poprzedniej edycji mogliśmy zobaczyć dwa zespoły z Białorusi - przyp. red.), zapraszając drużyny z Francji, Niemiec i innych krajów. Impreza miałaby wówczas walor nie tylko piłkarski i historyczny, ale mogłaby też promować otwartość na inne narody czy kultury - zaznaczył Marcin Narolski, trener młodzieży i zarazem prezes klubu TS Falenica.

 

Miejmy nadzieję, że pomysły organizatorów uda się zrealizować. Rzadko bowiem spotyka się imprezę, która w tak namacalny sposób odzwierciedlałaby hasło wychowania przez sport.

Robert Iwanek/Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie