Bożydar Iwanow: Wywrotka lidera i defekt mistrza. Pierwszy wiosenny etap i przetasowania

Piłka nożna
Bożydar Iwanow: Wywrotka lidera i defekt mistrza. Pierwszy wiosenny etap i przetasowania
Fot. PAP
Warta Poznań niespodziewanie pokonała Raków Częstochowa.

Liczba etapów do zakończenia sezonu w PKO PB Ekstraklasie będzie się kurczyć co weekend i zanim się obejrzymy ligowa wiosna będzie wchodzić w decydujący rozdział. Niespodziewani liderzy będą oglądać się za siebie, a peleton – zawsze mocny na ostatnich kilometrach, tym bardziej, że złożony w całości z najlepszej czwórki poprzednich rozgrywek, powinien bardziej zdecydowanie naciskać.

Ale że już pierwszy etap tej wiosny przyniesie dwa nieoczekiwane rozstrzygnięcia oraz pierwsze przetasowania, tego bym się nie spodziewał.

 

ZOBACZ TAKŻE: Gol Roberta Lewandowskiego w szalonym meczu! Zaskakująca wpadka z drużyną Polaków

 

Obrońcy tytułu „łańcuch” spadł już w niedzielne wczesne popołudnie w Grodzisku Wielkopolskim. Skazywana na jednego z głównych kandydatów do spadku Warta Poznań od razu wsadziła kij szprychy maszyny Rakowa. Drużyna, która chwaliła się mianem zespołu, który najlepiej broni strefę światła bramki, straciła dwa szybkie gole i mimo mnóstwa czasu na odmianę losów meczu nie była w stanie tego zrealizować. Zespół Dawida Szulczka jesienią … u siebie, lecz ciągle nie na własnym stadionie, zdołał wygrać tylko raz i strzelić „całe” cztery gole. Ale nie tylko wynik 2:1 z częstochowianami przy takiej historii robi takie wrażenie. Dawid Szulczek znów znalazł sposób na wytrącenie atutów lepszego personalnie rywala. Strategia, skuteczność przy stwarzanych okazjach, właściwa reakcja na wydarzenia boiskowe zmianami. Raków, który miał czuć lekkość po zdjęciu europejskiego balastu, był bardzie ociężały. Także przy podejmowaniu decyzji w konkretnych momentach, które mogły zmienić przebieg spotkania.

 

Daleko idących wniosków nie ma jeszcze co wyciągać. Mimo, że zespół spod Jasnej Góry przegrał właśnie piąty mecz w sezonie, a taka sama liczba porażek przytrafiła mu się w poprzednich mistrzowskich rozgrywkach. Dawid Szwarga miał niełatwe zadanie przejmując drużynę po „częstochowskim królu” Marku Papszunie. Awansował do Ligi Europy, w Ekstraklasie jednocześnie utrzymując klub na wyżynach. Dysponując zawodnikami w dużej mierze wyciśniętymi już jak cytryna, którzy i tak okazywali się pewniejsi i dający większą gwarancję niż regularnie dokupowane nowe ogniwa. W niedzielę na placu pokazał się tylko jeden z zimowych nabytków, Erick Otieno. Być może występ Kenijczyka to jeden z największych plusów Rakowa na dawnym obiekcie Groclinu, gdzie gościły niegdyś Manchester City i Hertha. Na jakąkolwiek zdobycz było to jednak za mało. W tabeli meczów wyjazdowych Raków jest na trzynastym miejscu. W ten sposób nie obroni się mistrzostwa.

 

Strata do lidera jednak się nie powiększyła. Z Pogonią Śląskowi życie zabrało to, co los dawał mu jesienią w nadmiarze. Blisko dwadzieścia oddanych strzałów, stracona samobójcza bramka po dwóch rykoszetach, to nie zdarza się często. Ale jeśli bilans szczęścia ma się równać zero, na takie sytuacje trzeba być przygotowanym jeszcze nie raz. Drugą często powtarzaną frazą są słowa, że dobry futbol zawsze się obroni. A dotychczasowy lider zaprezentował się w niedzielę piłkarsko lepiej niż w kilku jesiennych wygranych meczach. Po tym, co stało się już w pierwszy po przerwie zimowej weekend, można lekko zmodyfikować słowa trenera Macieja Skorży sprzed lat. Liga będzie jeszcze ciekawsza. Za tydzień ktoś znowu straci punkty. Choćby tylko dlatego, że nowy właściciel żółtej koszulki gości aspiranta z Poznania.

Bożydar Iwanow/Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie