Mówi o kompromitacji i pragnie zmian dla Rakowa. "Oni nie chcą wybudować tego stadionu"

Piłka nożna
Mówi o kompromitacji i pragnie zmian dla Rakowa. "Oni nie chcą wybudować tego stadionu"
fot. PAP
Kibice Rakowa Częstochowa

- To jest brak decyzji i błędy prezydenta. Dzisiaj wyglądalibyśmy sportowo całkiem inaczej i usłyszelibyśmy ten hymn Ligi Mistrzów w Częstochowie, nie w Sosnowcu. To najbardziej mnie boli, bo tego czasu nie da się cofnąć. Mając to złe doświadczenie, musimy szybko wyciągnąć wnioski - mówi Łukasz Banaś, kandydat na prezydenta Częstochowy, który w swoim programie wyborczym obiecuje budowę stadionu piłkarskiego dla Rakowa oraz szereg innych inwestycji sportowych w mieście.

Krystian Natoński (Polsat Sport): Czy Częstochowa to bogate miasto?

 

Łukasz Banaś: Częstochowa jest miastem, które stać na wspieranie klubów sportowych. Mamy już blisko dwumiliardowy budżet, więc pieniądze zawsze się znajdą. Kwestia chęci i zrozumienia potrzeb klubów sportowych.

 

W takim razie jak to jest, że w częstochowskim magistracie panuje od wielu lat taka narracja, że tych pieniędzy nie ma. A teraz słyszę, że te pieniądze jednak są...

 

- To jest narracja prezydenta, która jest bardzo wygodna, aby odmawiać wszystkim. I on nie odmawia tylko klubom sportowym, ale również innym. Wygodnie jest powiedzieć, że tych pieniędzy nie ma, natomiast te pieniądze są, trzeba je uczciwie podzielić. Chciałbym zauważyć, że budżet Częstochowy zwiększa się z roku na rok od 100 do 150 milionów, a przed nami jeszcze środki unijne, które również muszą być zainwestowane we wszystkie dziedziny życia społecznego Częstochowy - również w sport. Ja widzę tutaj bardzo duże możliwości wspierania sportu, łącznie z budową infrastruktury.

 

Obecne władze miasta są aż tak bardzo "antysportowo" nastawione, że mają pieniądze a nie chcą dawać na sport, tyle ile trzeba?

 

- Myślę, że prezydent Matyjaszczyk już się "wypalił". O tym mówią mieszkańcy. I nie chodzi tylko o sport, ale o jego całą działalność. Częstochowianie chcą zmiany. Jeżeli mówimy o sporcie, to na pewno kibice, zawodnicy, działacze chcą wiarygodnego prezydenta, który będzie wspierał sport. Ja przez lata składania wniosków i walki o sport - nie tylko żużel, ale również piłkę nożną czy siatkówkę, jestem w tym wiarygodny. Robię to od lat. Przedstawiłem swoje propozycje dla częstochowian i nie nazwałem tego programem wyborczym, a wartościami Łukasza Banasia. Sport to jedna z moich wartości, tym zajmuje się na co dzień i wspieram bardzo mocno.

 

W pana hierarchii jak ważny jest sport zawodowy?

 

- Sport zawodowy to przede wszystkim wizytówka i promocja miasta. To daje miastu reklamę w kraju i na świecie. Dlatego wspieranie trzech klubów, które są w najwyższych ligach plus kilku mniejszych, uważam za bardzo dobrą wizytówkę miasta. To ściąga wielu kibiców, inwestorów i ma bardzo duży wpływ na rozwój miasta.

 

Przejdźmy teraz do konkretów. Tematem palącym od wielu, wielu lat w Częstochowie jest budowa stadionu piłkarskiego dla Rakowa. Dotychczas ten proces jest bardzo długi i uciążliwy.

 

- Jeśli ktoś nie chce wybudować stadionu piłkarskiego w Częstochowie, to będzie wymyślał różne rzeczy. Będzie mówił, że trzeba poszukać lokalizacji, że trzeba przeprowadzić analizy, stworzyć montaż finansowy - to jest narracja prezydenta Matyjaszczyka i jego ludzi. Oni nie chcą wybudować tego stadionu. Dzisiaj wiedzą, że za chwilę wybory, a ludzie chcą tego obiektu, więc zorganizowali konferencję prasową, na której się po prostu skompromitowali. Ja ten stadion wybuduję i to będzie jedna z pierwszych decyzji, którą podejmę zaraz po objęciu urzędu prezydenta. Znajdę na to pieniądze, a lokalizacja to będzie kwestia kilku prostych decyzji.

 

Jest jakaś konkretna lokalizacja?

 

- Te lokalizacje się przewijają, więc nie ma nad czym się rozwodzić. To kwestia papierów na stół, podejmujemy decyzję i zaczynamy przygotowania oraz budowę.

 

Pojemność stadionu?

 

- To miałby być stadion na 15 tysięcy widzów. Będzie to stadion raczej typowo piłkarski, ale będzie służył też pod kątem innych wydarzeń, takich jak koncerty.

 

Czas budowy?

 

- Zazwyczaj takie budowy trwają do trzech lat i tutaj też uważam, że w trzech latach musimy się zmieścić, aby rozgrywać tam mecze.

 

Koszt budowy?

 

- Nie powinien przekroczyć 300 milionów złotych, ale oczywiście szczegółowe informacje będą znane po przygotowaniu planów, projektu i rozstrzygnięciu przetargu.

 

No to teraz wielu pewnie sobie pomyśli - "skąd na to wziąć pieniądze i czy nie ucierpią na tym inne sektory życia publicznego w mieście?".

 

- Nie ucierpią, dlatego że teraz zaczną płynąć do nas środki z KPO. Po drugie, trzy lata budowy to rozłożenie pieniędzy na 100 milionów rocznie. Chciałem zauważyć, że w ostatnim roku wydaliśmy ponad 350 mln na DK91. Przepłaciliśmy ponad sto milionów ze względu na błędne decyzje, więc pieniądze się znajdą. Trzeba tylko po prostu chcieć i uczciwie podejść do budżetu.

 

Inny ważny temat to miejskie dotacje z tytułu promocji miasta poprzez sport. Od zawsze była to kość niezgody. Bywały lata, że właściciel Rakowa Michał Świerczewski mówił wprost - że kwoty dla jego klubu są policzkiem w twarz i że czuje się oszukany.

 

- Wspominałem o tym na spotkaniu z przedsiębiorcami, bo takie pytania już padły. Kluby oczekują przede wszystkim uczciwego i partnerskiego podejścia. Kwoty, które są dzisiaj przekazywane zostaną w tych okolicach, natomiast gwarancje pozyskiwania tych dotacji przez całą kadencję, to jest słowo klucz, jeśli chodzi o współpracę z klubami. Bywa tak, że w jednym roku dostają takie pieniądze, a w drugim inne. Te pieniądze są różne, a współpraca z miastem to musi być filar i fundament. Kluby muszą wiedzieć, jakich kwot spodziewać się przez najbliższe lata. Ta stabilizacja i normalna relacja z klubami jest kluczowa. A kwoty to kwestie drugorzędne i o tym mówią prezesi klubów.

 

A czy w kwestii dotacji Raków nie powinien być traktowany priorytetowo jako mistrz kraju w najpopularniejszej dyscyplinie sportowej na świecie? Wiadomo, że w mieście jest jeszcze żużlowy Włókniarz, ale sportowo znajduje się w tym momencie na drugim miejscu.

 

- Ja nie będę dzielił, ja będę jednoczył. Zarówno z jednymi, jak i z drugimi mam bardzo dobre relacje. Wiem, jakie są ich potrzeby i jestem przekonany, że jestem w stanie wypracować z nimi wspólne działania. To są dwie zupełnie inne dyscypliny, których nie można porównywać i obydwie są dla mnie bardzo ważne. Chodzę na mecze i Włókniarza, i Rakowa, i Skry i Norwida. Tam są ci sami kibice. Widać, że im bardzo zależy na tych klubach, więc ja na pewno będę dzielił, a łączył i uczciwie wspierał wszystkie.

 

Obecny prezydent miasta Krzysztof Matyjaszczyk nie jest mile widziany na meczach Rakowa. W magistracie słyszymy, że nie chodzi na stadion, skoro ma słuchać gwizdów...

 

- Jak tylko mi czas pozwoli, chodzę na wszystkie mecze. Mam w kalendarzu terminarz wszystkich klubów, które toczą rozgrywki na tym wysokim szczeblu. Oczywiście chciałbym kiedyś zasłużyć sobie nie na gwizdy, lecz na brawa, bo każdemu jest milej być ciepło powitanym niż wygwizdanym. Ale na to trzeba sobie zasłużyć, więc jeszcze na to poczekam.

 

A czy jego błędem nie był brak potępienia słów kolegi z jego obozu politycznego Marka Balta, który niegdyś wsławił się powiedzeniem, aby "właściciel Rakowa nie dziadował i sam wybudował stadion"?

 

- To jest symbol tej władzy. Wtedy powiedział to człowiek z otoczenia prezydenta. To jest pewien symbol ich podejścia do sportu i współpracy. Kibice jednoznacznie podsumowują takie działania.

 

W Częstochowie Łukasz Banaś jest zdecydowanie bardziej kojarzony z żużlem jako człowiek, który przez lata starał się o wysokie dotacje dla Włókniarza. Nie boi się pan tak przyszytej łatki w oczach fanów Rakowa?

 

- Już kilka lat temu to się zmieniło, bo kibice zobaczyli, że chodzę też na mecze i Rakowa, Skry, Norwida. Wspieram inne kluby. Moje wnioski do budżetu miasta pokazały, że zależy mi ogólnie na sporcie w Częstochowie, więc nie mam takiej obawy. Żużel oczywiście też wspieram, ale bardzo dobrze znam potrzebny innych klubów. Trybuna dla Skry to jest również jeden z moich priorytetów i z pewnością zaraz po wyborach ten temat poruszymy, bo tutaj czas goni.

 

O Skrze za chwilę, natomiast mówi się jeszcze o modernizacji stadionu żużlowego.

 

- Mówimy o wybudowaniu parku maszyn i kwocie w granicach 10-15 milionów. Byłem kiedyś na rozmowie z prezesem Witkowskim, który sam zadeklarował, że z chęcią widziałby w Częstochowie turniej Grand Prix. Myślę, że wybudowanie parku maszyn da nam do tego już "zielone światło". Po objęciu przeze mnie urzędu prezydenta, od razu przystąpilibyśmy do sporządzenia planu i w konsekwencji dokończenia modernizacji stadionu. To będzie o wiele łatwiejsze niż budowa stadionu dla Rakowa.

 

Dlaczego zatem nie udało się tego zrobić wcześniej skoro te kwoty nie są tak wysokie i nie wydaje się to być dużym przedsięwzięciem?

 

- Przez wiele lat składałem wnioski do prezydenta Matyjaszczyka o zabezpieczenie pieniędzy na dokończenie stadionu przy Olsztyńskiej. Nie było woli prezydenta, a ona jest kluczowa. Walczyłem o to bardzo długo i m.in. po to też chcę być prezydentem, aby te marzenia kibiców spełnić.

 

To o tyle ciekawe, że prezydent Matyjaszczyk jest stałym bywalcem meczów Włókniarza i chyba uważa się za przyjaciela klubu.

 

- Być może prezydent Matyjaszczyk uważa się za przyjaciela Włókniarza, ale jakoś dziwnym trafem co roku musimy walczyć o pieniądze dla klubów sportowych - w tym Włókniarza, więc jest to zwykła hipokryzja pana prezydenta. Nie sądzę, aby był w stanie wymienić z pamięci skład Włókniarza, tym bardziej, że doszedł Mads Hansen, który jest mało znanym nazwiskiem.

 

Wracając do Rakowa. Co może boleć kibiców to fakt, że najlepsze lata w historii klubu nie zostały w pełni skonsumowane przez zaniedbania pozasportowe. Sam fakt, że hymn Ligi Mistrzów - coś absolutnie unikatowego, nawet jeżeli mówimy o czwartej rundzie kwalifikacji, nie wybrzmiał pod Jasną Górą, tylko w Sosnowcu musi boleć. To się może prędko nie powtórzyć, o ile w ogóle...

 

- To, co najbardziej mnie boli w tym wszystkim, to to, że nasze kluby mają wielkie aspiracje i dążą do najwyższych celów, zdobywają je, a miasto za tym nie nadąża. Przespaliśmy te lata. Prezydent Matyjaszczyk nie podjął odważnej decyzji 6-7 lat temu. I gdyby wtedy ją podjął, dzisiaj mielibyśmy stadion dla Rakowa. Wtedy też kwota dokończenia modernizacji stadionu Włókniarza byłaby mniejsza, około 6 milionów, tak samo jak budowa trybuny dla Skry. To jest brak decyzji i błędy prezydenta. Dzisiaj wyglądalibyśmy sportowo całkiem inaczej i usłyszelibyśmy ten hymn Ligi Mistrzów w Częstochowie, nie w Sosnowcu. To najbardziej mnie boli, bo tego czasu nie da się cofnąć. Mając to złe doświadczenie, musimy szybko wyciągnąć wnioski.

 

Ktoś czytając ten wywiad może sobie pomyśleć "wszystko okej, ale to jednak kiełbasa wyborcza".

 

- Ja do tego podchodzę inaczej. Jeśli każdy wyborca uczciwie przeanalizowałby potencjalnych kandydatów i wyciągnął z tego wnioski, byłoby okej. O to chodzi, żeby zarówno w polityce, jak i w życiu - być wiarygodnym i uczciwym. Jestem przekonany, że te wartości, które przekazuje częstochowianom opierają się na tym, co dotychczas robiłem. Jeśli wyborcy bliżej mnie poznają, uwierzą mi, że nie przedstawiam "kiełbasy" wyborczej w postaci programu napisanego przez kogoś. Przedstawiam swoje wartości, którymi kierowałem się przez całe życie. Chcę być w tym wiarygodny i jestem przekonany, że częstochowianie mi zaufają i zagłosują na mnie 7 kwietnia.

 

Łukasz Banaś (fot. archiwum prywatne)
Łukasz Banaś (fot. archiwum prywatne)

 

 

Łukasz Banaś nie próżnuje i jest otwarty na spotkania z kibicami.

 

- Chcę się z nimi spotykać twarzą w twarz i posłuchać jakie mają oczekiwania. Zapraszam kibiców wszystkich dyscyplin sportowych. Chcę również rozmawiać z przedstawicielami dyscyplin, które są mniej znane, ale funkcjonują w Częstochowie. Jestem gotów odpowiedzieć na wszystkie pytania, właśnie po to, aby się uwiarygodnić i żeby usłyszeli ode mnie, jak ja to widzę i żeby mogli mnie za to rozliczyć - nie z napisu na ulotce, ale z tego, co im powiedziałem w twarz.

 

W Częstochowie jest wielu kibiców sportu, którzy wspierają zarówno żużlowego Włókniarza, jak i piłkarskiego Rakowa. Ale są tacy, którzy niekoniecznie darzą sympatią oba te kluby jednocześnie.

 

- Niestety, znów muszę uderzyć w prezydenta Matyjaszczyka, bo to zawsze jego narracja mówiła, że trzeba komuś zabrać, aby komuś dać. Niestety, kibice to podłapali i pojawiły się jakieś konflikty. Ale tutaj wielki szacunek dla prezesa Włókniarza Michała Świącika i właściciela Rakowa Michała Świerczewskiego, którzy mocno na tym pracowali, że tych podziałów nie ma. Dzisiaj ci kibice są i na meczach żużlowych, i piłkarskich. Ale ta góra musi pokazać, że wspiera równo wszystkich. Jeżeli kibice zobaczą, że jest współpraca między klubami, a do tego dojdzie jeszcze współpraca z miastem, to z całą pewnością stworzymy świetny klimat sportowy.

 

Dotychczas w Częstochowie panowała również narracja, że ten "tort" jest za mały, aby sprawiedliwie podzielić go na równe kawałki dla wszystkich. Innymi słowy, w mieście jest za dużo drużyn chętnie sięgających po miejskie pieniądze.

 

- To jest zła narracja i uważam, że stać nas na to i będziemy wspierać. To nie są pieniądze, których Częstochowa nie jest w stanie udźwignąć. Mamy dzisiaj trzy drużyny na najwyższym szczeblu i trzeba z nimi ułożyć pewne kwestie, wspierać finansowo, ale nie mówimy o zawrotnych kwotach. Dlatego jestem przekonany, że świetnie sobie poradzimy i to będzie nasza wizytówka miasta.

 

Na koniec trzeba jeszcze wspomnieć o innych klubach ważnych dla miasta. Jednym z nich jest Skra Częstochowa, która wciąż czeka na trybuny, aby móc wpuścić kibiców na swój stadion. Ci już chyba zapomnieli, jak to jest móc oglądać swój zespół na żywo...

 

- Tu też miasto nie nadążyło, a przecież to było do przewidzenia. Przecież był projekt przebudowy budynku i budowy trybuny. Zabrakło tylko dobrej woli i szybszego działania.

 

W przypadku powstania tej trybuny był problem z gruntami wokół stadionu, ponieważ należały one do kolei, a nie do miasta.

 

- Ta sytuacja wygląda już inaczej. Grunty są już pod opieką Skry. Teraz kwestią jest działanie urzędu miasta. Trzeba uruchomić budowę. Klub zrobił dużo za urząd, bo z oczywistych względów bardzo mu na tym zależy, a miasto - tak jak w przypadku Rakowa - spóźniło się kilka lat. Znam sytuację i wiem, że teraz wszystko zależy od prezydenta miasta i zabezpieczenia kwoty.

 

Teraz kibic Skry, który nie interesuje się papierologią, może zadać pytanie "kiedy wreszcie będę mógł zobaczyć mecz tej drużyny na żywo w Częstochowie?".

 

- Myślę, że jest szansa - może nie w tym roku, ale na przyszły sezon. Te trybunę trzeba zamówić. Nie chcę obiecywać, ale w przyszłym sezonie jest to jak najbardziej możliwe.

 

A co z Norwidem, który gra w PlusLidze?

 

- Dzisiaj kluczowe jest podjęcie rozmów miasta z klubem, ponieważ wiemy, że w przyszłym roku trzy drużyny spadają z PlusLigi i musimy zrobić wszystko, aby na tyle ustabilizować klub, żeby utrzymał się. A w kolejnych latach, mając stabilność współpracy, mógł walczyć również o najwyższe cele.

 

Jak lepiej zagospodarować halę sportową w Częstochowie? Nie ma na niej zbyt wiele dużych imprez np. siatkarskich. Wiadomo, że dużych hal w Polsce nie brakuje, ale mimo wszystko można byłoby się postarać o organizację czegoś prestiżowego. W 2018 roku mieliśmy Klubowe Mistrzostwa Świata w Częstochowie i tyle.

 

- Dokładnie. Tutaj chodzi o lobby, aby wspierać Norwida, który może "ściągnąć" większe imprezy. Ale też miasto może zorganizować różnego rodzaju turnieje, ale tego nie robi. Hala nie jest sportowo wykorzystywana, a kosztuje nas cztery i pół miliona rocznie. Jest bardzo wiele do zrobienia, bo potencjał ten hali jest bardzo duży.

 

Czyli Częstochowa po ewentualnych zmianach samorządowych "odżyje" sportowo?

 

- Liczę na wsparcie kibiców. Uważam, że mam najlepszą dla nich ofertę jako przyszły prezydent. Tak jak prezydent Krzysztof Matyjaszczyk wygrał wybory 13 lat temu po dosyć kiepskich rządach poprzednika i częstochowianie wówczas oczekiwali zmiany, tak dzisiaj częstochowianie również czują się zawiedzeni i tej zmiany oczekują. Myślę, że prezydent Matyjaszczyk tych wyborów już nie wygra i to będzie najlepsze, co może być dla Częstochowy. Przez 13 lat Częstochowa się wyludnia i ktoś musi zmienić politykę miasta, aby to zatrzymać. Dzisiaj nie jesteśmy już miastem 200-tysięcznym. Ponad 50 tysięcy mieszkańców wyjechało stąd. Trzeba odwrócić ten trend. Prezydent Matyjaszczyk nie ma na to pomysłu, a ja mam.

 

Krystian Natoński/Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie