Iwanow: Uzależnieni od trofeów. Znowu to zrobili!

Iwanow: Uzależnieni od trofeów. Znowu to zrobili!
fot. PAP/EPA
Iwanow: Uzależnieni od trofeów. Znowu to zrobili!

Czy jesteśmy zaskoczeni? Nie. Czy widzieliśmy to już nie raz? Tak. Czy jest jakiś inny zespół w Europie, który w tak krótkim czasie jest w stanie odwrócić losy rywalizacji, i kiedy złapie już rywala za gardło, możesz być pewien, że za chwilę nastąpi jego sportowa śmierć? Nie. To znaczy był. Kiedyś. Manchester United. Sir AleKSa Fergusona. Kto nie pamięta słynnego meczu finałowego w Barcelonie w 1999 roku, niech odszuka sobie to spotkanie w internecie.

Nieprawdopodobne jest to, że wtedy rywalem „Czerwonych Diabłów” był... Bayern Monachium. Część bawarskich kibiców przeżyła więc w środę swoiste deja vu. Gdzieś coś takiego już widzieli.

 

ZOBACZ TAKŻE: Tak dotarli do finału Ligi Mistrzów! Wszystkie gole Realu Madryt (WIDEO)

 

Podobno nic dwa razy się nie zdarza. Kto wymyślił kiedyś tę tezę, oglądając w ostatnich latach Real, powinien podrapać się po głowie, stwierdzając, że jednak był w błędzie. Spotkania z Chelsea przed dwoma laty (na ławce „The Blues” Thomas Tuchel) i późniejszy comeback z Manchesterem City w rewanżu półfinału to najświeższe obrazki, które pojawiły się w mojej głowie, gdy w skupieniu przyglądałem się środowej końcówce. Carlo Ancelotti też powinien otrzymać tytuł „Sir”, jak słynny Szkot. Bo łączy go z nim bardzo wiele.


Kiedyś mówiliśmy „Fergie Time”, kiedy United w ostatnich sekundach skutecznie dociskali przeciwnika, pętla na jego szyi robiła się coraz mniejsza, powietrze przestawało docierać do mózgu i nawet nieźle funkcjonujący organizm w efekcie zaczął tracić tlen. United wtedy potrafili w taki właśnie sposób rozstrzygać także wcześniejsze mecze. Vide rywalizacja z Juventusem w półfinale, gdy Ryan Giggs w doliczonym czasie na Old Trafford uratował remis. W rewanżu w Turynie Manchester przegrywał już po 10 minutach 0:2. Ostatecznie wygrał, jeszcze na Dell Alpi, 3:2. O finale z Bayernem już wspominałem.


Co łączyło tamto „MU” z dzisiejszymi „Królewskimi”? Tak zwani „swoi ludzie”, w tym wychowankowie. Szkot miał braci Neville’ów, Scholesa, Beckhama, Butta czy Browna. Większość z nich urodziła się w Manchesterze bądź jego dystrykcie. „Carletto” ma Nacho, Carvajala czy Lucasa Vazqeza, którzy nigdy nie byli najwybitniejszymi piłkarzami w historii, ale za to idealnie pasowali charakterologicznie pod tę drużynę. „Zidanes y Pavones”. Kto nie pamięta dziś tej słusznej skądinąd filozofii, w jaki sposób powinno budować się mocną drużynę?


To nieprawdopodobne, ale Real ostatni finał najważniejszego z europejskich pucharów przegrał w 1981 roku! Z Liverpoolem, kiedy nie było jeszcze Champions League, faz grupowych, a rozgrywki nazywały się Pucharem Europejskich Mistrzów Krajowych. Każdy z kolejnych ośmiu, w których wystąpił, kończył się jego zwycięstwem. Czy Dortmund może wierzyć w to, że zaburzy ten bieg i zmieni historię? Może. To futbol. Wszystko jest w nim możliwe. Tylko nie wiem czy wtedy, gdy walczy się o to trofeum z Realem. Jego uzależnienie od wygrywania Pucharu Ligi Mistrzów jest zbyt silne.

Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie