Czerkawski mówi wprost o tym, co było naszym problemem

Zimowe
Czerkawski mówi wprost o tym, co było naszym problemem
fot. PAP
"To nas zabija". Czerkawski mówi wprost o tym, co było naszym problemem

Po przegranej z Kazachami (1:3) hokejowa reprezentacja Polski wypada z elity. Nadzieje było rozbudzone, drużyna trener Roberta Kalabera zbierała dobre recenzje, ale finalnie nie wygrała żadnego meczu. Mariusz Czerkawski, najlepszy polski hokeista, mówi, co było naszym problemem.

Dariusz Ostafiński, Polsat Sport: Polscy hokeiści zostawili po sobie dobre wrażenie, ale kończymy te mistrzostwa z jednym punktem i żegnamy się z elitą.

 

Mariusz Czerkawski, gwiazda polskiego hokeja, ekspert Polsatu Sport: Wielka szkoda, że tak się to skończyło. I trudno spokojnie obok tego przejść. Miałem nadzieję, że po tylu latach wreszcie uda nam się utrzymać miejsce w elicie. Okazało się, że to nie jest takie proste zadanie.

 

ZOBACZ TAKŻE: Niebywałe wieści, Polska zorganizuje MŚ? Jest stanowisko prezesa federacji

 

Dlaczego?

 

Może powtórzę, to co powiedział trener Kalaber. Zabrakło jakości w wykończeniu, skuteczności, do tego doszło kilka prostych błędów w trzeciej tercji meczu z Kazachami. W ogóle, zanim do nich doszło, to wzięlibyśmy te mistrzostwa w ciemno.

 

Nasza drużyna, choć przegrywała mecz ze meczem, okazała się swego rodzaju objawieniem.

 

Kupiliśmy serca kibiców. Na nasze mecze jeździły wycieczki nie tylko z zakątków Polski. Szkoda by było ten potencjał teraz zmarnować. Tym bardziej szkoda, że zabrakło skuteczności, zimnej głowy i szybszej reakcji w wielu sytuacjach pod bramką rywala.

 

Chyba nie tylko tego.

 

Każdy, co zna się na hokeju, wie, że naszym problemem był brak umiejętności gry w przewadze. To nas zabija. Jak się nie gra dobrze w defensywie w osłabieniu i w ofensywie, gdy ma się przewagę, to robi się gigantyczny problem. My jesteśmy tego przykładem. Nawet grając sześciu na czterech, nie potrafimy stworzyć klarownych okazji. Nie zasłaniamy bramkarza. Kazachowie to zrobili i strzelili nam bramkę, bo zasłonięty Murray nie widział krążka. My wykorzystujemy jedną przewagę na 20. Z taką statystyką nie da się wygrywać. Trzeba mieć w tej grze na przewagę, chociaż 15 procent skuteczności. Mając takie liczby, mogliśmy się pokusić o zwycięstwo z Kazachami. To 2:1 dla nas, czyli to, co obstawiałem, byłoby możliwe.

 

Wyszło jednak inaczej.

 

Prócz niewykorzystanych przewag zrobiliśmy dwa błędy na niebieskiej linii. A już gol na 3:1 zupełnie podciął nam skrzydła.

 

Trudno jednak uciec od refleksji, że ta drużyna zrobiła, co w jej mocy. Zostawiła serce na lodzie, grała ambitnie. Zdecydował brak kontaktu ze światową czołówką, brak doświadczenia w rywalizacji z najlepszymi.

 

Ja się przychylam do tego, że ta drużyna zrobiła maksa, że wyciągnęła dla nas dziesięć super emocji i wielkiej nadziei na to, że uda się zrobić coś więcej. Zresztą teraz sami zawodnicy są smutni. Mówią, że było blisko, choć przecież każda z drużyn rywali była od nas lepsza na papierze. Trudno jednak, żeby było inaczej. My mamy setkę zawodników w lidze, z czego 25 wybieramy do kadry. U nas co czwarty, to reprezentant Polski. Tak się nie da. Kazachowie mają do wyboru z kilku tysięcy, a o innych już nie wspomnę. To z jednej strony przyprawia o gęsią skórkę, a z drugiej chcę powiedzieć, że naszym należy się wielki szacun za to, co wyciągnęli.

 

Z drugiej strony, i tego szkoda, można było więcej. Przesądziły detale, jak pierwsza tercja z Francją, najgorsza na tych mistrzostwach, oraz łatwo stracona pierwsza bramka z Kazachami. Za łatwo.

 

To prawda. Te dwa błędy były kluczowe. To były mecze, które powinniśmy wygrać, a na pewno mieliśmy taką nadzieję. O zwycięstwach z innymi nawet nie marzyliśmy. Choć z takimi Łotyszami też można było zagrać o coś więcej niż ten jeden punkt. Mieliśmy niewykorzystane sytuacje w dogrywce. A poza tym bolały te prosto stracone bramki. Z Francją był taki łatwo stracony gol i pierwsza, beznadziejna tercja. Najgorsza na tych mistrzostwach. Z Kazachami z kolei gramy dobrze, naciskamy i robimy taki błąd na buliku. Złe krycie, puszczenie zawodnika skrzydłem sam na sam i bramka. Murray nie miał nic do powiedzenia. Ten, co nam strzelił jest mega-graczem, występuje w jednym z lepszych klubów, ale nie ma prawa tak nam strzelić. My tak łatwo nie możemy tracić goli.

 

A nie jest trochę tak, że tu kłania się psychologia. Tam, gdzie nie byliśmy faworytami, pozostawialiśmy po sobie dobre wrażenie. Tam, gdzie mówiło się, że możemy wygrać, pojawiały się problemy.

 

Głowa ma znaczenie. W takich meczach zawodnik ma naładowaną głowę, ale o pewnych reakcjach na lodzie decydują ułamki sekund. Taka reakcja wynika z tego, co dany zawodnik robił przez dwadzieścia lat kariery. Na naszych lodowiskach wiele błędów uchodzi na sucho, w innych ligach już nie. My popełnialiśmy błędy, bo nasi zawodnicy w lidze nie są za takie błędy karani.

 

Pamiętam taką słynną bramkę, co puścił Tommy Salo z Białorusią. Krążek spadł mu na plecy, a potem do bramki i jego kariera się załamała. U nas bramkarz, jakby zrobił taki błąd, to grałby dalej, bo nie ma innego na jego miejsce, ale Szwedzi mieli wówczas sześciu innych bramkarzy. I teraz wrócę do meczu z Kazachami, gdzie przegrywamy 1:2 i jest to zagranie na niebieską. Kolusz zostawia serce, gra świetnie, stara się, ale tracimy dwie bramki, gdy on jest na lodzie. To są te momenty decydujące. Wielu mówiło, że o powodzeniu będzie decydowała gra defensywna, a my w niej zawodziliśmy.

 

Czy po tych mistrzostwach powinniśmy zrobić wszystko, żeby zatrzymać trenera Kalabera?

 

Z tego, co wiem, to ma przedłużoną umowę. A czy powinniśmy robić wszystko. Z jednej strony mamy przegrane kwalifikacje na igrzyska w grupie, w której byliśmy faworytem. Przegraliśmy nawet z Koreą. Na mistrzostwach Kalaber zrobił jednak, co mógł, wycisnął z tego zespołu wszystko i niewiele można mu zarzucić. Może jakieś detale. W ofensywie, grając w przewadze, za dużo było podań, grania w rogu, gdzie nie było zagrożenia. Trzeba było na zawodnikach wymóc, żeby to były trzy, cztery podania i strzał. Pewnie trener to mówił, ale to trzeba było konsekwentnie wymóc.

Dariusz Ostafiński/Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie