Wielka tragedia pod Gorzowem. Żona Zmarzlika apeluje o pomoc
Do wielkiej tragedii doszło w niedzielę 11 stycznia w podgorzowskim Osiedlu Poznańskim. W niewyjaśnionych okolicznościach zapalił się dom siedmioosobowej rodziny. Na szczęście nikogo nie było wtedy w środku, ale z posiadłości zostały tylko zgliszcza. O pomoc dla poszkodowanych apeluje żona Bartosza Zmarzlika, Sandra, której to bliscy doświadczyli tego dramatu.

Więcej szczegółów na temat tego zdarzenia podaje lokalny portal "Gorzów Wielkopolski Nasze Miasto". Rodzina Walczaków wybrała się na spotkanie do znajomych w Gorzowie, kiedy w tym czasie zapalił się ich dom. Ogień najpierw objął poddasze, ale niebawem rozprzestrzenił się.
Nieświadoma niczego rodzina została poinformowana o tragedii przez sąsiadów. Gdy wrócili zastali pierwszy wóz strażacki, którzy przybył na miejsce. W sumie walkę z żywiołem podjęło dziewięć zastępów.
- Strażacy robili, ile mogli. Rozkładali węże, zabezpieczali teren, żeby ogień nie poszedł dalej, na sąsiednie domy. Ale w środku nie dali rady. Było tego za dużo. Za szybko. Sąsiad uratował nam psa. Jako pierwszy przybiegł, otworzył drzwi i piesek sam wybiegł. Nie zdążył ich nawet zamknąć, bo buchnęło ogniem. Do tej pory nasz pies pachnie dymem, ale jest bezpieczny - opowiadają poszkodowani.
ZOBACZ TAKŻE: Nie żyje medalistka olimpijski. Tragiczne okoliczności śmierci
Szczęście w nieszczęściu polega na tym, że nikogo akurat nie było w domu. Niestety, posiadłość została kompletnie zdewastowana przez ogień. Wszystko spłonęło. Rodzina musi zatem zbudować swoje miejsce do życia od fundamentów.
- Coś nad nami jednak czuwało. Wyjechaliśmy z domu i zabraliśmy portfele. Mamy dowody osobiste. Ale cała reszta… dokumentacja, papiery, wszystko poszło z dymem. Każdą cegiełkę tu znamy. Całą rodziną ten dom budowaliśmy. Od pierwszego bloczka fundamentowego. To jest nasza krwawica. Ten rok miał być spokojny, bez remontów. Ale życie ułożyło się inaczej - mówi Monika Walczak dla "Gorzowa Wielkopolskiego".
Kobietę spotkał podwójny dramat, ponieważ w budynku miała swój salon urody, który prowadziła. Oprócz domu straciła zatem pracę.
Rodzina z piątką dzieci nie została jednak sama. Może liczyć na wsparcie sąsiadów. Została także uruchomiona internetowa zbiórka, której celem jest zebranie odpowiedniej kwoty na odbudowę domu, a w zasadzie zbudowanie go od nowa. Zaapelowała o to żona Bartosza Zmarzlika, Sandra.
"Moją rodzinę o wielkich sercach dotknęła ogromna tragedia. W wyniku pożaru stracili swój dom i cały dobytek. Na szczęście wszyscy są cali, jednak zostali bez dachu nad głową. Dziś potrzebują naszej pomocy. Każda wpłata i każde udostępnienie przybliża ich do odbudowy domu i powrotu do normalnego życia. Dziękujemy z całego serca za wsparcie" - napisała w mediach społecznościowych małżonka sześciokrotnego indywidualnego mistrza świata na żużlu.
Przejdź na Polsatsport.pl
