Legendarny selekcjoner Polski zdradził kulisy MŚ. "Strzelali jak do kaczek"
- Podczas MŚ w Argentynie eskortowali mnie dwaj oficerowie. Jeden, w randze porucznika, opowiadał mi, jak sobie poradzili z partyzantami Montoneros. Strzelali do nich jak do kaczek, by mundial był bezpieczny – powiedział nam legendarny selekcjoner Jacek Gmoch, który we wtorek obchodził 87. urodziny.

Jacek Gmoch o staraniach Polski o organizację IO 2040 r.
Michał Białoński, Polsat Sport: Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, dużo zdrowia! Jak się miewa największy nestor wśród polskich trenerów?
Jacek Gmoch, selekcjoner piątej drużyny świata na MŚ 1978 r.: A dziękuję, zdrowie dopisuje. Od dawna trzymam się w życiu żelaznej zasady. Interesują mnie głównie: piłka, przyjaciele i żona. To im zawdzięczam dobrą kondycję.
ZOBACZ TAKŻE: Prezes Królewski nie zostawia złudzeń! "Powinniśmy być odważni"
Jak pan ocenia starania Polski o organizację IO 2040? Ministerstwo Sportu idzie szeroko i wraz z nimi wprowadza Strategię Rozwoju Sportu, wszystkich dyscyplin. Powinniśmy się szarpnąć na taki wydatek, który podniesie zdrowotność społeczeństwa i pozwoli na przeprowadzenie największej imprezy sportowej na świecie? Zna pan dobrze przykład Grecji, która w Atenach zorganizowała IO w 2004 r.
I były to drugie nowożytne igrzyska w mej drugiej ojczyźnie. Jeśli chodzi o nasz pomysł, to mamy sporo czasu, bo 14 lat to nie jest mało, ale uważam, że świat zmienia się tak dynamicznie, że z dzisiejszego punktu widzenia ja bym się nie odważył przygotować tak wielkiej imprezy.
Dlaczego?
Zmiany toczące się wokół nas, same w sobie, są niebezpieczne. Poza tym, jaki mamy związki z igrzyskami? Przywołał pan Ateny, które gościły IO w 2004 r, ale w 2008 r. kraj przeżywał potężny kryzys ekonomiczny. Grecja znalazła się na krawędzi bankructwa. W 2004 r. ludzie brali pożyczki, pokupowali w Atenach mieszkania, żeby na tym zarobić.
Wie pan, jak załatwiono Grecję? Do budowy stadionów zatrudniano uchodźców politycznych i ekonomicznych. 9 maja 2004 r. w stolicy Czeczenii Groznym, na stadionie Dynama, zorganizowano zamach bombowy, w którym zginął m.in. prezydent kraju Achmat Kadyrow. To wykorzystywano również po to, żeby siać panikę w Grecji. Na dodatek w kraju działała bojówka komunistyczna November 17, która zagrażała wielu ludziom. W 2000 r. zamordowała m.in. angielskiego attaché Stephena Saundersa. Proszę sobie wyobrazić, że lewicowi mordercy byli synami greckiego popa.
To zabójstwo odbiło się szerokim echem na świecie.
Zachodnie kraje zagroziły, że jeśli Grecja nie zrobi porządku z terrorystami, to nici będą z igrzysk w Atenach. W związku z tym zamachowcom dano zapalniki, które zdalnie wybuchły im w rękach w momencie, gdy szykowali kolejny zamach, tym razem w porcie w Pireusie.
Na szczęście u nas nie ma takiego zagrożenia atakami terrorystycznymi.
Ale nie chodzi tylko o to, ale co będzie po igrzyskach. W Atenach wybuchł kryzys, giełda padła, a ludzie, którzy chcieli zarobić na mieszkaniach, mają długi do dzisiaj. Frekwencja na trybunach podczas IO nie była taka, jakiej oczekiwano. Nie udało się zarobić. Generalnie igrzyska przyniosły ogromne straty, bo przecież trzeba było pokryć koszty budowy infrastruktury. Mając to na uwadze, trzeba się zastanowić, czy jakikolwiek kraj na świecie chce organizować igrzyska. I czy w tym podzielonym świecie one w ogóle mają rację bytu. Czy rzeczywiście, na okres igrzysk, wzorem starożytności, ustają wszelkie konflikty zbrojne?
Jacek Gmoch odsłania prawdziwe kulisy MŚ 1978 r. w Argentynie
Czy MŚ 1978 r., na których prowadził pan naszą reprezentację, w rządzonej przez juntę Argentynie, były bezpieczne?
Przed mundialem doszło do porozumienia USA ze Związkiem Radzieckim, na mocy którego ekstremistyczne komunistyczne grupy Tupamaros i Montoneros dostały prikaz, żeby nie robić zamachów, by MŚ odbyły się bez przeszkód. Pamiętam, bo o tym porozumieniu wspominali ambasadorzy. Polski i rosyjski.
Poza tym, mnie w Argentynie eskortowali dwaj oficerowie, jeden w randze porucznika. Oni opowiadali mi, jak sobie poradzili z Montoneros. Podkreślali, że MŚ nie byłoby, gdyby nie wyłapali tych terrorystów. Wojsko szło tyralierą w zalesionym górskim terenie, żeby wyłapać Montoneros. Nagle ci partyzanci zniknęli. Żołnierze przeczesywali las po kilka razy i nic! Porucznik opowiadał mi, że zachciało mu się w tym lesie iść za potrzebą. Podczas sikania spojrzał do góry, a tam jak orły, na samym czubku drzew, ukryli się partyzanci. – Strzelaliśmy jak do kaczek – opowiadał.
Przy okazji Euro 2012 Polska zrobiła jednak skok cywilizacyjny w rozwoju. Powstały stadiony, centra treningowe, hotele, autostrady, zmodernizowano lotniska. Może warto zdobyć się także na igrzyska?
Drogi panie, koszty są ogromne – to po pierwsze. Mamy niepewną sytuację z wojną za granicą. Oczywiście, można przyjąć założenie, że w 2040 r. nie będzie już wojny, ale to nadal nie gwarantuje, że będzie nas stać na IO. Wydaje mi się, że w tym momencie, delikatnie ujmując, jest to przeszarżowanie.
Gdyby zastosować rachunek prawdopodobieństwa, to prawdopodobieństwo wydarzeń, które będą na "nie" igrzyskom w Polsce jest duże. Ponadto mam nadzieję, że igrzyska w Polsce nie są tematem zastępczym.
Gdyby nim były, to nikt nie fatygowałby się w budowanie Strategii Rozwoju Sportu.
No tak, ale igrzyska kosztują i to sporo. Opierają się o darczyńców i sponsorów. W 1992 r. w Hiszpanii nasi piłkarze zdobyli srebrny medal. MKOl zaczął wówczas sprzedawać reklamy, piękna idea igrzysk opartych na sporcie amatorskim przestała funkcjonować. Następne olimpiady były coraz bardziej skomercjalizowane i pieniądz wszedł coraz głębiej w coś, co było piękną ideą, z dala od mamony.
Chciałby pan powrotu do czasów, w których na igrzyskach rywalizowali wyłącznie amatorzy?
Taka była idea igrzysk i ludzie w nią wierzyli! Ale odkąd wszedł do IO pieniądz, to się wszystko zmieniło. Tak samo dzieje się z klubami. FC Barcelona długo miała na koszulkach tylko UNICEF, ale i ona sprzedała to miejsce sponsorowi.
Reasumując, idea igrzysk w Polsce, to coś na wyrost. Chyba, że wojna na Ukrainie, która również jest nasza, się zakończy i na świecie zapanuje pokój. Wówczas będzie można przenieść myśli na igrzyska.
Wracając do idei amatorskiego sportu na co dzień, to nie ma się już co łudzić. Rządzi nim pieniądz twardą ręką?
I niepodzielnie. W historii piłki nożnej zawodowej były zawsze przychody. I w gruncie rzeczy chodziło o to, by one co najmniej pokrywały wydatki, by klub nie przynosił strat. Nieuczciwi właściciele zarabiali często na podatkach, zawyżając kontrakty, by sztucznie zawyżyć wydatki. Drugim źródłem zarobku była kooperacja z państwem czy miastem. Właściciele klubów dostawali państwowe fuchy, na których zarabiali. Na ogół partia, która rządzi, musi dać trochę zarobić tym, którzy ją wsparli w drodze do objęcia władzy.
Nie wynaleziono jeszcze grabi, które grabią od siebie. Wszystkie to robią pod siebie.
Ale ja mam na myśli demokracje nie takie jak kiedyś brytyjska, czy amerykańska, w której do sterów przychodzili ludzie bogaci. Ale w innych ludzie idą do władzy, żeby się wzbogacić. W Grecji mam nawet zawodnika, który popierał ówczesny rząd socjalistyczny. Ów piłkarz, razem z lekarzem, który był we władzach, obaj zarobili sporo pieniędzy na giełdzie, zanim ona upadła, niszcząc wielu ludzi w Grecji. To pokazuje, że szybka informacja może być wykorzystywana nie tylko w piłce nożnej.
Piłka daje jeszcze jedną cenną rzecz – dobry wizerunek, przy czym bardzo łatwo jest go stracić. Wojna hybrydowa jest tego przykładem. Wystarczy, że pojawia się informacja, która niszczy człowieka, choć niekoniecznie musi być prawdziwa.
Jacek Gmoch o fenomenie sztucznej inteligencji
Sztuczna inteligencja bez problemu może wygenerować realnie wyglądające zdjęcie czy film, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością.
Ale sztuczna inteligencja to także narzędzie, które pomaga błyskawicznie weryfikować fakenewsy. Przed jej nastaniem nie było to takie łatwe. Przywołam izraelskiego historyka i filozofa Yuvala Noaha Harariego, który w swej książce „Nexus” głosi, że informacja jest bronią. W nowej wojnie, hybrydowej, informacja w istocie jest bronią, doprowadza ludzi na skraj ubóstwa, pozbawia życia. Potrafi na giełdach tak zakręcić notowaniami, że ludzie tracą dorobek z dnia na dzień.
Pamiętajmy jednak, że przekaz informacyjny był potrzebny do tego, aby stworzyć społeczność. Legendy jednoczyły plemiona, bo człowiek był lepiej zorganizowany w stosunku do przyrody, a to zapewniało mu przewagę. Dlatego przez tysiąclecia człowiek wyprzedził wszystkie zwierzęta i potrafi działać grupowo.
Wilki też potrafią polować w grupie.
Delfiny jeszcze lepiej działają w grupie, ale człowiek potrafi w niej nie tylko działać, ale też ją rozwijać.
Wracając do piłki, kiedyś mnie krytykowano za to, że piłkarzom czytałem historię wojen, teorię strategii. Gdy Waldek Łysiak, w wywiadzie ze mną, zwrócił na to uwagę, to wszyscy to obśmiewali. Tymczasem świat piłki do dziś szuka wielu inspiracji, porównań. Wykorzystania tychże inspiracji do tego, żeby wygrywać. Cała walka na świecie toczy się właśnie o to, żeby wygrywać. Trener, który jest prekursorem i wyprzedza innych, budzi ciekawość środowiska. Każdy się zastanawia nad tym, w jaki sposób on to robi. I wielu ludzi piłki niemal natychmiast chce być przy nowym wynalazku, nowej idei.
Informacja w piłce nożnej zawsze była wykorzystana, ale ostatnio stała się bardzo istotną bronią.
A sztuczna inteligencja, która potrafi przewidzieć działania przeciwnika, pomaga dobierać optymalną taktykę do wygrania meczu.
To prawda. Zdradzę panu, że w dialogu z AI piszę ostatnio różne rozważania, żeby sprawdzić jej idee wykorzystywane w meczu. Dlatego blisko współpracuję ze sztuczną inteligencją.
Może warto nawiązać współpracę z prezesem Wisły Kraków Jarosławem Królewskim, który nie tylko zawodowo zajmuje się sztuczną inteligencją, ale też zaprzągł AI w kilku działach klubu?
Mamy dobry kontakt z panem Królewskim. On mnie zaprosił nawet na dowolny mecz do Krakowa. Natomiast w grupie pracującej nad moimi rozważaniami potrzebny nam jest jeszcze matematyk, żeby moje badania uwiarygodnił. W pewnym momencie moja wiedza nie wystarczy. Jestem po studiach inżynierskich i znam różne prawidła matematyczne, ale wolałbym podyskutować z dobrym matematykiem i zastosować do rozważań bardziej nowoczesne narzędzia. Bo sztuczna inteligencja podaje mi pewne przykłady sformułowań, jakie chciałbym uzyskać. Nie uwzględnia jednak w funkcji piłki nożnej psychologii.
A pańska teoria głosi, że przygotowanie mentalne to nawet 75 procent sukcesu.
To jest wyliczone szacunkowo, a czasem nawet jego wpływ jest większy. Stosunkowo świeżym przykładem jest wygrana Grecji na Wembley z Anglią 2-1, w październiku 2024 r. Zaledwie dzień wcześniej grecki piłkarz George Baldock stracił życie, znaleziono go martwym w basenie. Ta tragedia była ogromną motywacją dla Greków, którzy wygrali z Anglią. Ale w rewanżu u siebie przegrali.
To pokazuje, że motywacje są krótkotrwałe i długotrwałe. Sztuczna inteligencja pomaga badać nastawienie, automatyzm, wszystkie sprawy, które są bardzo cenne, jeśli ich się użyje we właściwy sposób.
Ostatnio Novak Djoković opowiadał o tym, co go motywowało przez całą karierę. U jej progu, gdy miał 12 lat, ojciec miał tylko 10 dolarów, a na wyjazd na prestiżowe turnieje do USA potrzebne były dwa tysiące dolarów. Musiał je pożyczyć od serbskiej mafii, na lichwiarskie 30 procent. Nietrudno się domyślić, co by się stało, gdyby Srdjan Djokovic nie oddał tych pieniędzy. Konkurenci Novaka nie musieli przeżywać takich koszmarów.
To dobry przykład na motywację wyższego rzędu. Ludzie czasem myślą, że największą motywację dla tenisistów stanowią bajońskie sumy, jakie otrzymują za wygrywanie turniejów wielkoszlemowych. Nic bardziej błędnego! Wszyscy trenerzy i piłkarze, którzy zdobyli najwyższe szczyty, napędzani byli przez wysokie motywacje: wydostawali się z ogromnej biedoty, z faveli, ze śląskich familoków, czy innych ośrodków robotniczych.
Sam pieniądz jest motywacją, ale na krótka metę. Gdy ja grałem w piłkę, a byliśmy pseudoamatorami, bo mieliśmy przecież fikcyjne etaty i premie za mecze, byliśmy gratyfikowani, natomiast na boisku natychmiast się o tym zapominało. Dopiero jak się mecz kończył, to przypominaliśmy sobie o tych sprawach finansowych. Wyższa idea w motywacji jest czymś znacznie ważniejszym i skuteczniejszym niż pieniądz. Wyższą motywację stanowi też wydarzenie z rodziny, jak narodziny dziecka.
Spójrzmy na przykład Cristiano Ronaldo. Ojciec – alkoholik, dorastanie w biednej, wielodzietnej rodzinie. Raphinha również wyrastał z potwornej biedy, skazany był na żebranie o jedzenie. Wielu wielkich piłkarzy brazylijskich wywodzi się z faveli. Doświadczenie ubóstwa, głodu, to są długofalowe motywacje.
Największą zdolnością trenera, czy ogólnie, menedżera w każdej dziedzinie, jest przekonanie ludzi, którymi zarządzamy do wysiłku ponad możliwości organizmu. Aby to osiągnąć, to trzeba znaleźć właściwe uzasadnienie. Nie inaczej jest z toczącymi się wojnami. Każda ze zwaśnionych stron ma swoją ideę.
Dobry trener, menedżer potrafi dotrzeć do zawodników. Przykładem absolutnie fenomenalnym był Alex Ferguson. On potrafił wykorzystać każdy moment, by pobudzić zespół.
A jak z tymi sztuczkami motywacyjnymi było u pana?
W mojej przygodzie selekcjonerskiej też przypominam sobie taki przypadek. Przed wyjazdowym meczem z Portugalią, w październiku 1976 r., nie wpuszczono nas na stadion. Przyjechaliśmy na oficjalny trening przedmeczowy, a tu wszystko pozamykane i nie ma nikogo. Oczywiście, organizatorzy znaleźli uzasadnienie: po deszczu murawa Estadio das Antas w Porto nie nadaje się do użytku.
Ten fakt wykorzystałem w przedmeczowej odprawie: "Widzicie, jak nas tu traktują?! Zrewanżujmy się im na boisku!:. Wygraliśmy 2-0 po dwóch trafieniach Grzesia Laty.
Podczas słynnego finału Ligi Mistrzów w Stambule, w 2005 r., którego bohaterem był Jurek Dudek, Rafa Benitez po pierwszej połowie, gdy Liverpool przegrywał 0-3, powiedział w przerwie: "W pierwszych 15 minutach II połowy musimy strzelić bramkę". To hasło dało impuls. "The Reds" odwrócili losy meczu i to oni zdobyli Puchar Europy. To hasło dotarło wręcz do podświadomości piłkarzy. Dla takich chwil żyje trener!
Przejdź na Polsatsport.pl
