Ekspert ocenia losowanie Polaków w Australian Open. Kto awansuje do drugiej rundy?
Sześcioro reprezentantów Polski zagra w głównym turnieju Australian Open. Ekspert i trener tenisowy Paweł Ostrowski jest przekonany, że wszystkich możemy obejrzeć w drugiej rundzie.

- Wszyscy mają wygrać swoje pierwsze mecze i awansować. Są na to szanse – zapewnił Ostrowski.
Przy okazji stwierdził, że pierwsza runda tak wielkich turniejów to loteria. I trafienie w losowaniu rywala czy rywalki o mniej znanym nazwisku, nie musi oznaczać sukcesu.
ZOBACZ TAKŻE: Gwiazda wycofała się z Australian Open! Kontuzja pokrzyżowała plany
- Angelika Kerber rok po tym, gdy zakończyliśmy współpracę, w pierwszej rundzie mało nie odpadła z nieznaną Japonką Misaki Doi. Broniła setboli, a potem wygrała cały turniej, włącznie z finałem przeciwko Serenie Williams. Takie są pierwsze rundy turniejów wielkoszlemowych. Trudno po nich oceniać rzeczywistą wartość i formę graczy – stwierdził Ostrowski.
Oceniając losowanie, najtrudniej – wydaje się – trafiła Magda Linette. Była półfinalistka Australian Open w pierwszej rundzie zmierzy się z Emmą Navarro.
- To wcale nie jest tak zły los. Emma bardziej mi się kojarzy z nawierzchnią ziemną. Do tego Magda lubi Australię i korty w Melbourne. Jeśli w pierwszej rundzie by wygrała, to dalej będzie miała łatwiejszą drogę – analizował Ostrowski.
Drugą zawodniczką, którą trener łączy z Linette, jest Magda Fręch.
- To są inspiracje dla zawodników, których trenuję. Powtarzam im, że sukces nie musi przyjść od razu. Obie Magdy sukcesy zaczęły odnosić dość późno. Niech będą przykładem cierpliwości dla młodych – zauważył Ostrowski.
Żal mu przy tym Katarzyny Kawy, która w dużej mierze przyczyniła się (grając miksta z Janem Zielińskim) do triumfu reprezentacji Polski w United Cup.
- Dała z siebie wszystko, a po tym turnieju odpadła już w pierwszej rundzie eliminacji Australian Open. Przypomina mi to karierę Grzegorza Panfila, który - też w Australii - w Pucharze Hopmana dotarł do finału wraz z Agnieszką Radwańską, a osobiście kariery na światowych kortach nie zrobił – wspominał szkoleniowiec.
Wspomniana Fręch w pierwszej rundzie wylosowała Słowenkę Veronikę Erjavec, ale – jeśli wygra – czeka ją zapewne pojedynek z Jasmine Paolini.
- Dla Fręch to najgorszy los, jaki mogła trafić. Ona może pokonać rywalki siłą lub cierpliwością. Ale inne rywalki. Jasmine biega po korcie do każdej piłki. Cierpliwość ma jeszcze większą. Porusza się szybko, do tego siła rywalek nie ma dla niej większego znaczenia – dodał Ostrowski.
Najłatwiej z czterech reprezentantek Polski wylosowała Iga Świątek, ale to oczywiste następstwo drugiego miejsca w rankingu WTA.
- Potencjalnie ma łatwiejsze rywalki na początek. Ale przypomnę, co wspomniałem o Kerber, która w drodze do triumfu najtrudniejszy mecz stoczyła w pierwszej rundzie. Dla Igi to dobra sytuacja. Słabsze rywalki pozwolą jej się wgrać w turniej i rozpędzić. Jeśli w czwartej rundzie trafi na Naomi Osakę, będzie jej trudno. Iga gra szybko i agresywnie, ale Naomi, w najlepszej formie ma na to argumenty – zauważył szkoleniowiec.
- W turnieju pań mamy jeszcze Lindę Klimovicovą. Bardzo się cieszę, że przebrnęła eliminacje. To bodaj pierwszy przypadek, by zawodnik czy zawodniczka z innego kraju – nie mając przy tym polskich korzeni - przyjął nasze obywatelstwo i zaraz odnosił sukcesy na arenie międzynarodowej. Bardzo jej kibicuję – zaznacza Ostrowski.
W turnieju mężczyzn Polskę reprezentują: Kamil Majchrzak i Hubert Hurkacz. Majchrzak właśnie awansował w klasyfikacji ATP na swoje najwyższe miejsce w karierze (58).
W losowaniu trafił na Jacoba Fearnley’a z Wielkiej Brytanii (77. ATP), potem może zagrać z Arthurem Rinderknechem z Francji, a w trzeciej rundzie z Daniiłem Miedwiediewem.
- To jest niezłe losowanie i życzę Kamilowi, by je wykorzystał. To może mu dać awans do TOP 50 ATP, co otwiera drzwi do wszystkich najważniejszych turniejów. Na początek ma rywala notowanego niżej od siebie. Potem nieco trudniejszego, ale będącego w jego zasięgu. Wreszcie Miedwiediew, który chyba nie jest w najwyższej formie. To duża szansa dla Kamila – analizował Ostrowski.
Pierwszą polską męską rakietą, w najnowszym rankingu ATP, ponownie jest Hubert Hurkacz, który wraca po długiej kontuzji, a powrót zaznaczył świetną postawą w United Cup.
- Kamil i Hubert mają wspólną cechę. Obaj wracają do tenisa w wielkim stylu. Wydawać by się mogło, że po długiej przerwie od gry na punkty i na wysokim poziomie potrzeba czasu, by się wdrożyć. Rozpędzić. Tymczasem obaj po powrotach byli od razy rozpędzeni - dodał.
Hurkacz w pierwszej rundzie trafił na Belga Zizou Bergsa (43. ATP). Co ciekawe – w ostatnich swoich meczach przed Australian Open obaj panowie wygrali ze Stanem Wawrinką podczas United Cup. Belg w tamtych zawodach wygrał trzy mecze: między innymi z Felixem Augerem-Aliassimem.
- To będzie dla Huberta trudny mecz. Myślę, że bardzo wyrównany. Zizou wie, że Polak miał długą przerwę. Zapewne będzie chciał, by mecz trwał jak najdłużej. Każde rozstrzygnięcie jest możliwe – powiedział Ostrowski.
Jeśli Wrocławianin wygra z Belgiem, to w drugiej rundzie może trafić na innego reprezentanta Beneluksu, Tallona Griekspoora. Panowie mają sobie wiele do udowodnienia. Przed rokiem to właśnie Holender wyeliminował Hurkacza z Australian Open, ale dwa tygodnie temu w United Cup w meczu obu panów górą był Polak.
- Jestem przekonany o tym, że Hubert jest w pełni profesjonalny i myśli tylko o meczu pierwszej rundy i tym, jak pokonać Belga. Jednak chciałbym, by doszło do jego pojedynku z Griekspoorem, bo wtedy "posypią się iskry" i może być fascynujące widowisko – skwitował Ostrowski.
Australian Open potrwa od 18 do 31 stycznia.
Przejdź na Polsatsport.pl
