Sean O'Malley przed UFC 324: To świetna walka, a mój rywal jest naprawdę mocny
Były mistrz kategorii koguciej organizacji UFC, Sean O’Malley (MMA 18-3, 11 KO, 2 SUB), już w najbliższą sobotę, na pierwszej w tym roku gali organizacji UFC zmierzy się z Yadong Songiem (MMA 22-8-1, 9 KO, 3 SUB). Ewentualne zwycięstwo mocno przybliży Amerykanina do ponownej szansy walki o pas mistrzowski organizacji.

W rozmowie z Polsatem Sport O’Malley opowiedział o przygotowaniach do tego pojedynku i ostatnich miesiącach, kiedy musiał mierzyć się z emocjami po dwóch porażkach z rzędu.
ZOBACZ TAKŻE: Świetny start Polki we Włoszech! Wyrównała najlepszy wynik w karierze
Dla Amerykanina sobotni pojedynek będzie 15. starciem stoczonym pod szyldem największej organizacji MMA na świecie. Do tej pory "Suga" wygrał 10 walk, a w sierpniu 2023 roku został mistrzem kategorii koguciej, nokautując w drugiej rundzie Aljamaina Sterlinga (MMA 25-5, 3 KO, 8 SUB). Jak zareagował na propozycję walki ze znajdującym się obecnie na piątym miejscu w rankingu kategorii koguciej Yadongiem?
- Pomyślałem sobie, że to świetna walka. Robimy to. To oczywiście inne stylistycznie zestawienie, niż dwa ostatnie z Merabem Dwaliszwilim (MMA 21-5, 3 KO, 2 SUB), który przez całą walkę dążył do sprowadzenia walki do parteru. Song Yadong to chyba najsilniejszy gość, najbardziej eksplozywny i bardzo niebezpieczny jeśli chodzi o siłę uderzenia. Na to na pewno będę musiał uważać. UFC nie proponowało nikogo innego, bo nie musieli. Padło nazwisko Songa, a ja od razu się zgodziłem - powiedział.
O’Malley sklasyfikował też zestawienie z Chińczykiem, porównując je do walk, które miał już okazję stoczyć w UFC.
- Walczyłem z Petrem Yanem, Aljamainem Sterlingiem i Merabem Dwaliszwilim, moim zdaniem najlepszymi zawodnikami tej kategorii w historii UFC, ale myślę, że Song ma wszystko, żeby dołączyć do tej grupy. On już się w zasadzie do niej wpisuje - dodał.
Zapytany o to, jak wyglądało jego ostatnie pół roku po dwóch porażkach z rzędu z Merabem Dwaliszwilim, Amerykanin odpowiedział w swoim stylu.
- Co teraz mamy? Styczeń. Ostatnie pół roku było świetne. Trenowałem, zajmowałem się dzieckiem, naprawdę nie działo się nic niespotykanego. Głównie trenowałem i grałem w Pickleballa, więc spędzałem czas dokładnie tak, jak lubię.
Pierwotnie co-main eventem pierwszego w tym roku wydarzenia zorganizowanego przez UFC miało być starcie o pas kategorii koguciej kobiet, w którym mistrzyni Kayla Harrison (MMA 19-1, 6 KO, 8 SUB) miała bronić pasa w pojedynku z byłą mistrzynią, Amandą Nunes (MMA 23-5, 13 KO, 4 SUB). Harrison doznała jednak kontuzji kręgosłupa i zmuszona była przejść operację przepukliny. Przerwa od startów Amerykanki może wynieść nawet 6 miesięcy, a nowym co-main eventem został tym samym pojedynek O’Malleya z Yadongiem. Czy to w jakikolwiek sposób wpłynęło na Amerykanina?
- Szczerze mówiąc nie ma to dla mnie wielkiego znaczenia. Więcej nie zarobię, więc niewiele się dla mnie zmienia. UFC trochę bardziej promuje te dwie najważniejsze walki, więc może pod tym względem jest to zmiana na plus. Moje podejście na pewno się jednak nie zmieniło - skwitował.
Cztery ostatnie walki O’Malley'a zakontraktowane były na dystansie 5-rundowym, więc 15-minutowy pojedynek z Yadongiem jest dla niego w pewnym sensie czymś nowym. Jak wpłynęło to na jego przygotowania przed sobotnim starciem?
- Przygotowania się różniły, to prawda. Wcześniej obóz trwał 12 tygodni, teraz jakieś 7, może 8 tygodni, więc pod tym względem to była duża różnica. Finalnie jednak nie ma to wielkiego znaczenia, bo jak w każdy dzień walki trzeba będzie rano wstać i przekonać się, że jest się najlepszą wersją siebie. Psychika działa zawsze tak samo, niezależnie od dystansu walki. Oczywiście, potencjalnie dwie rundy mniej, dziesięć minut walki mniej, ale nie zmienia to podejścia. Pełne skupienie na pracy, wiem po co tam idę.
Jak były mistrz wyobraża sobie idealne zakończenie sobotniego pojedynku?
- Każde skończenie przed czasem będzie świetne, ale zdaję sobie sprawę, że on potrafi naprawdę wiele wytrzymać. To tylko 15 minut, więc zobaczymy co uda się w tym czasie zrobić. Trudno będzie pokonać przed czasem kogoś takiego jak Song, ale na pewno sięgnę po zwycięstwo. Wiem, że to zrobię.
Zapytany jaka przyszłość czeka go po ewentualnym zwycięstwie i z kim chciałby zmierzyć się w kolejnym pojedynku, Amerykanin obrał na cel ponownie pas mistrzowski.
- Po wygranej chcę walki z mistrzem, Petrem Yanem. Ten pojedynek ma sens i to jest walka, której będę się domagał po sobotniej wygranej.
Karta główna gali UFC 324 rozpocznie się o godz. 3:00 w nocy z soboty 24 stycznia na niedzielę 25 stycznia. Transmisja od godziny 3:00 w Polsacie Sport 1 oraz na platformie Polsat Box Go.
Przejdź na Polsatsport.pl
