Iwanow: Walka o rękawice
Najliczniej reprezentowaną drużyną na sobotniej Gali Tygodnika „Piłka Nożna” byli przedstawiciele drużyny… narodowej. Selekcjoner Jan Urban, Jacek Magiera, Grzegorz Janiszewski i Andrzej Dawidziuk trzymali się razem, a szef „tego zespołu” z uśmiechem odpowiadał na wszystkie pytania. Dotyczące wiadomo jakiego tematu i jakiego miesiąca.

Zadowolenie z ostatnich występów polskich kadrowiczów w zachodnich klubach wzbudza euforię kibiców i dziennikarzy. Urban i „jego ludzie” znają jednak kalendarz. Jest końcówka stycznia. Do spotkania z Albanią pozostały dokładnie dwa miesiące. Tendencja zwyżkowa daje optymizm, ale z radością trzeba poczekać.
Problemu nie ma z tradycyjnie problematyczną i rozkładaną na czynniki pierwsze pozycją defensywnego pomocnika. Bartosz Slisz wrócił do Europy, w sparingach na obozie w Portugalii wychodzi w podstawowym składzie i nie ma absolutnie żadnych przesłanek, aby miało się to zmienić wtedy, gdy ruszy duńska Superliga. Trenerem Brondby jest Steve Cooper, z doświadczeniem z Premier League (Nottingham Forest i Leicester) i renomą gościa, który piłkarzy rozwija. Środek obrony pełen jakości i różnorodności. Na jednym wahadle Matty Cash, na drugim Michał Skóraś. Piotr Zieliński rozgrywa, według ekspertów od „calcio”, najlepsze miesiące swego grubo ponad dziesięciolecia we włoskiej Serie A. Nicola Zalewski odbudowany na nowej pozycji w Atalancie, Jakub Kamiński multi-funkcjonalny w Kolonii, w której nie zagrał jeszcze tylko na środku obrony i między słupkami. Robert Lewandowski gra może nie regularnie i w pełnym wymiarze czasowym, ale w najważniejszych spotkaniach z najmocniejszymi rywalami Hansi Flick zawsze go wystawia.
Jedyne pytanie, które sztab może sobie zadawać, to kwestia tego, czy to już czas, żeby pewną „jedynką” w bramce (wreszcie?) został Kamil Grabara.
Przez lata uśmiechaliśmy się, że przed meczami kadry szkoda było strzępić języka na temat tej pozycji, bo mieliśmy Wojciecha Szczęsny oraz Łukasz Fabiańskiego i każdy dawał gwarancję wysokiej klasy. Ich back-upem najpierw był Artur Boruc, a później w tę rolę, z cierpliwością godną podziwu, wcielił się Łukasz Skorupski. Przez pierwszych dziesięć lat w reprezentacji rozegrał w niej zaledwie osiem spotkań. Potem wydawało się, że zostanie pewniakiem na lata i przez pewien czas nawet był. Ale z ostatniego zgrupowania wykluczyła go kontuzja. Teraz wrócił do zdrowia, lecz w dwóch ostatnich spotkaniach Bolonii zaliczył wpadki, które jego drużynę kosztowały utratę punktów. Z Genoą zobaczył czerwoną kartkę, opuści więc dwa kolejne ligowe spotkania. Jeżeli jego konkurent wykorzysta swą szansę – przy kontuzji Polaka nie bronił jakoś rewelacyjnie, ale też gaf dużych nie popełniał – to „Skorup” może zacząć się martwić. I to nie tylko „na zapas”.
Od lat mówi się, że największy potencjał na przejęcie schedy po „Szczenie” i „Fabianie” ma Kamil Grabara. Jednak najpierw był „tylko” w Kopenhadze, a teraz jest w Wolfsburgu, gdzie na czyste konto czeka od 25 października. „Wilki” niebezpiecznie zbliżają się do strefy spadkowej, więcej straconych goli ma tylko ostatni w tabeli Heidenheim. Polak i tak zbiera najwyższe noty w zespole, często będąc najlepszym piłkarzem drużyny, która nie dawno „przyjęła” osiem bramek od Bayernu, a teraz trzy od zagrożonego degradacją Mainz. Grabara i tak otrzymał notę „1,5” w „Kickerze”. W przeciwieństwie do naszej szkoły w niemieckim magazynie jedynka to najwyższa ocena.
Kamila na swego następcę namaścił już kiedyś Szczęsny. Wiadomo jednak, że nawet po zakończeniu przez Wojtka reprezentacyjnej kariery, konkurencja na tej pozycji wciąż była ogromna. Marcin Bułka, Bartłomiej Drągowski plus grupa „młodszych” z Ekstraklasy. Swój akces zgłosił także Mateusz Kochalski, ale będąc w Karabachu na poważną pozycję w kadrze liczyć nie może. Bułka wyrzucił się sam poza nawias wyprawą na Bliski Wschód, Drągowski wrócił do Widzewa. Grabara trzyma los w swoich rękach. W pewnym sensie rękę podał mu też „Skorup”. Przez dwa najbliższe miesiące walka o polską bramkę może być frapująca.
Przejdź na Polsatsport.pl