To dlatego Małysz liczy na złoto. Tajner zdradza, co działo się na skoczni w Szczyrku
- Jak ma informacje od trenerów, to się nie dziwię. To są pewnie te same informacje, które mam i ja, ale bardziej pogłębione – tak Apoloniusz Tajner komentuje słowa Adama Małysza o złotej szansie w skokach na igrzyskach we Włoszech. Tajner w rozmowie z nami zdradza szczegóły.

Dariusz Ostafiński, Polsat Sport: Nie ma spokoju przed igrzyskami. Mistrz Wojciech Fortuna mówi, że trzeba pakować Piotra Żyłę do taksówki i wieźć do Cortiny.
Apoloniusz Tajner, były trener i były prezes PZN: Nie wiem, jakby to z tą taksówką wyszło. Jakby Wojtek miał osobiście, to kawał drogi by mu wyszedł. 600 kilometrów z Augustowa do granicy i drugie tyle do Cortiny.
A poważnie.
To się tak nie da. Musiałoby się stać coś, co zmusiłoby sztab do zmiany zawodnika. Jakiś uzasadniony przypadek, jakaś kontuzja. I można by się bawić w jakieś gierki, jakby nie to, że skoki Piotra Żyły w Willingen nie uzasadniają według mnie dania mu szansy wyjazdu na igrzyska.
Dlaczego?
Lotów nie biorę pod uwagę do porównania go z innymi zawodnikami. Natomiast na tych 120-metrowych skoczniach on nie jest lepszy od tych, którzy mają skakać w Predazzo. Jakby Piotrek wygrał w Willingen, to bym się drapał po głowie, ale w tej sytuacji na pewno nie. Jeszcze bym brał poprawkę na to, że teraz Piotrek pokazuje maksa, bo odpoczął, rozkręca się i jest w tej najwyższej formie.
Czyli Wąsek zostaje?
Tak. Zresztą to, że trener Maciusiak go zabrał, to żaden przypadek. Skoro nie było wśród starszych żadnego pewniaka, to lepiej było dać szansę zawodnikowi młodemu, któremu zdobycie takiego doświadczenia może się przydać. Inna sprawa, że szkoda, że mogliśmy wziąć tylko trzech. To o jednego za mało. Swoje jednak zrobiło wycofanie drużynówki i zamiana tego na konkurs duetów. Inna sprawa, że my w tych duetach możemy namieszać.
Zawsze był pan optymistą.
Trzeba jednak powiedzieć, że początek tego sezonu wyglądał optymistycznie. Pierwsze konkursy były obiecująco, bo widać było pomoc i tylko technika była do poprawy. Wydawało się, że to zostanie rozwiązane, ale poszło to w drugim kierunku. Ostatnio nie było już pełnej mocy, a technika jeszcze bardziej się rozeszła.
Czyli jedziemy, żeby tylko zaliczyć start na igrzyskach?
Nie. Stoch i Tomasiak zostali wyłączeni ze startów i to daje nadzieję. Mam relację od trenera, który trenuje z Kacprem, że te jego treningowe skoki wyglądają dobrze, obiecująco. Złapał świeżość, a to ważne. Na własne oczy Tomasiaka nie widziałem, ale z tego, co mi mówią, to może być ciekawie. Kamil po odpoczynku też powinien skakać poprawnie. Tylko Wąsek jest niewiadomą.
Prezes Adam Małysz nie traci nadziei na medal i mówi o tym głośno.
Jak ma informacje od trenerów, to się nie dziwię. To są pewnie te same informacje, które mam i ja, ale bardziej pogłębione. Tomasiak trenuje w Szczyrku. To jest takie "kopyto", skocznia podobna do tej w Ramsau. Taki obiekt pokazuje, na co zawodnika stać i jeśli Tomasiak przeniesie te treningowe skoki na igrzyska, to nas zaskoczy. Jestem jednak ostrożny.
Bo też medal Tomasiaka byłby sensacją.
Nie taką całkowitą, ale tak. On jednak w tym roku prawie zawsze wchodził do drugiej serii, był w dziesiątce i pokazywał, że jest w formie, że potrafi. Zobaczymy, w jakich warunkach przyjdzie mu skakać. Jak to dopisze i będzie forma dnia, to będą powody do radości. Już jest powód do zadowolenia, bo jak na tak młodego zawodnika, to ta jego forma długo utrzymuje się na wysokim poziomie. Trzeba powiedzieć, że na igrzyskach mamy trzy szanse w łyżwach i jedną w snowboardzie, a w skokach to możemy zrobić niespodziankę.
Taką, jak kiedyś zrobił Simon Ammann, zgarniając dwa złote medale w Salt Like City.
Doskonale pamiętam tamtą sytuację, bo ona służy już teraz jako model przygotowań do ważnych imprez. Amman trzydzieści dni przed konkursem zaliczył upadek na bulę w Willingen, potem był tydzień w szpitalu i wzięli go tylko w nagrodę. Na oficjalnym treningu skakał na piąte, miejsce w konkursie, ale jego forma rosła błyskawicznie. Od tamtego czasu te przerwy stały się elementem planu, bo zauważono, że to działa. Zresztą nasi przerabiali to przed Pekinem.
Jak to?
Stoch doznał kontuzji trzydzieści dni przed. Spotkałem go wieczorem w dniu, w którym się to stało. On był załamany, a ja mu mówię: nic lepszego nie mogło cię spotkać. Byłeś przemęczony, odpoczniesz dziesięć dni i będzie dobrze. A jak potem Kubacki z Żyłą złapali COVID i na dziesięć dni wypadli z treningu, to pomyślałem sobie, że coś z Pekinu przywieziemy. Stoch był w jednym konkursie czwarty, w drugim szósty, Żyła był drugi w kwalifikacjach, ale Kubacki zdobył brąz. Dlatego cieszy mnie to, że Stoch, Tomasiak i Wąsek odpoczywają.
Oby tylko historia się powtórzyła.
Szansa jest, trzeba być dobrej myśli. Najważniejsze, że zaczynają się nam pojawiać nowi, młodzi zawodnicy, bo musi być zmiana warty. Jak Małysz skończył, to Stoch już był gotowy. Teraz kończy Stoch, jest Tomasiak i oby to nam się spięło taką fajną klamrą. A inni młodzi czekają, w tym brat Tomasiaka. Zdolny i nieobliczalny.
Przejdź na Polsatsport.pl
