Adam Małysz i PZN nie mieli ani grosza! Tak pomagał legendarny Włoch

Michał BiałońskiZimowe

Dla rdzennych mieszkańców Predazzo i całego regionu Vall di Fiemme sytuacja jest prosta: na hasło skoki narciarskie przychodzi ci na myśli jedno nazwisko - Ferruccio de Villa. Dziś starszy, ale wciąż dziarski pan przez 30 lat był dyrektorem kompleksu skoczni narciarskich w Predazzo noszących dziś imię Giuseppe dal Ben. Ferruccio jest legendą w Predazzo, wszyscy kłaniają mu się w pas.

Ferruccio de Villa trzyma zdjęcie, w tle widoczna jest uśmiechnięta twarz skoczkini narciarskiej w kasku.
Polsat Sport/Marcin Borys
Ferruccio de Villa pomagał Adamowi Małyszowi (z prawej) u progu jego kariery. W połowie lat 90 XX wieku w Polskim Związku Narciarski nie przelewało się

Umówiliśmy się z Ferruccio w hotelu, który na czas igrzysk przejęli Austriacy. Gdy rozmawialiśmy z nim, akurat Stefan Kraft schodził na późne śniadanie. Ale nie ma się co dziwić, z sesji treningowych wrócił nocą. Regeneracja przed startami olimpijskimi jest najważniejsza.

Ferruccio de Villa wspomina początki kariery Adama Małysza

De Villa szeroko się uśmiechnął, gdy usłyszał, że jesteśmy z Polski.

 

- Adama Małysza poznałem na długo przed tym, gdy został sławny. Pomagałem mu znaleźć tańsze zakwaterowanie, bo polska federacja nie miała wtedy pieniędzy. Pamiętam początki tej wspaniałej kariery – wspomina Ferruccio.

 

Zapewne ma na myśli grudzień 1995 r. Orzeł z Wisły był wówczas osiemnastolatkiem. Zaczął sezon obiecująco, od 12. miejsca w Lillehammer, ale w Predazzo zajął dopiero 45. pozycję. Małyszomania i pierwsze zwycięstwo w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata miały dopiero nadejść za pięć lat.

 

- Widziałem zawody dużo wcześniej, a organizowałem je już w czasach Jensa Weissfloga i Mattiego Nykaenena, prawdopodobnie dwóch najlepszych skoczków w dziejach tej dyscypliny. Ale oczywiście do grona gigantów światowych skoków należą także Adam Małysz i Kamil Stoch – uważa Ferruccio.

Przebudowa skoczni w Predazzo udała się, ale tylko dużej o K-120

De Villa aktywnie uczestniczył w przebudowie kompleksu skoczki Giuseppe Dal Ben. Modernizacja wlokła się w nieskończoność, rok temu nie udało się jej oddać w celach próby przedolimpijskiej. Obiekt przeszedł test dopiero w czasie wrześniowej Grand Prix, gdy konkurs duetów wygrali Kamil Stoch z Dawidem Kubackim.

 

Ferruccio jest dumny z modernizacji, ale tylko dużej skoczni K-120.

 

- Po przebudowie jest dużo lepsza i przyjaźniejsza dla skoczków. Wydłuży lot i ułatwi lądowanie – zapewnia.

 

- Natomiast mniejsza o punkcie konstrukcyjnym K-107 nie jest teraz lepsza. Przebudowa spowodowała, że w końcówce loty się skrócą. Wszyscy będą lądową mniej więcej w tym samym punkcie, około 104., 105. i 106. metra. Ciężko im będzie o dalsze loty. W związku z tym zawody nie będą tak ciekawe jak na większej skoczni – uważa de Villa.

 

De Villa jest rozbrajająco szczery i otwarcie mówi o niedociągnięciach olimpijskiego obiektu.

 

- Nadal brakuje odpowiedniego zaplecza na dole. Trenerzy z całego świata od dawna proszą o poprawę bazy. Brakuje siłowni i sali treningowej. Przy gorszej pogodzie woleliby przeprowadzić rozgrzewki pod dachem – opowiada nam legendarny szef skoczni w Predazzo.

Anna Twardosz i Pola Bełtowska gotowe do startu

Już w sobotę o godz. 18:45 do rywalizacji o medale na skoczni normalnej o punkcie konstrukcyjnym K-107 przystąpią panie, a wśród nich Anna Twardosz i Pola Bełtowska. Głównymi faworytkami do złotego medalu są Słowenka Nika Prevc, Japonka Nozomi Maruyama i Austriaczka Lisa Eder.

 

Podczas listopadowego konkursu PŚ na skoczni normalnej w Falun Anna Twardosz zajęła dziesiąte miejsce. To jej najlepszy start w dotychczasowej karierze.

Wojciech Fortuna o sytuacji polskich skoków kobiet

- Jeżeli Ania odda dwa dobre, równe skoki, to powinna się zmieścić w pierwszej dziesiątce. Ale jeśli nie uda się jej, to ja i tak nie będę miał pretensji. Jeżeli chodzi o skoki kobiet, jesteśmy o dekadę cofnięci. Dopóki nie będziemy mieli stu skoczkiń, to nie ma co liczyć na dziesięcioosobową silną kadrę Polski – powiedział Polsatowi Sport mistrz olimpijski z Sapporo Wojciech Fortuna.

 

Legendarny skoczek przypomina, co było podstawą jego sukcesu.

 

- W samej Gwardii Zakopane było nas stu skoczków. Kadra narodowa stanowiła dziesięciu skoczków, z czego ośmiu było z Gwardii Zakopane. Tymczasem w kadrze mamy pięć dziewcząt. A gdy się jedna przewróci, druga zachoruje, to nie za bardzo jest z kim startować. Uprawianie tej dyscypliny wśród pań trzeba spopularyzować.  Myśmy się wzięli za to za późno, ale mam nadzieję, że uda się nadrobić straty – dowodzi Wojciech Fortuna.

 

Panowie konkurs na tej skoczni mają zaplanowany na poniedziałek, na godz. 19.

 

Korespondencja z Predazzo, Michał Białoński  

 

Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie