Jakub Bednaruk odpowiada Zbigniewowi Bartmanowi. "Bardzo daleko odleciał"
Budowlane zdominowały finałowy turniej Pucharu Polski i nie pozostawiły złudzeń, kto na dzisiaj jest najmocniejszy. Nie musimy się już oszukiwać i możemy przyznać, że rywalizacja teoretycznie zakończyła się w sobotnim półfinale - pisze Jakub Bednaruk w najnowszym "Okiem Diabła". Były zawodnik i trener odniósł się także do słów Zbigniewa Bartmana.


Okiem Diabła. Nasewicz

Okiem Diabła. Russell

Okiem Diabła. Koppers

Okiem Diabła. Jakubiszczak

Okiem Diabła. Usowicz
Kalisz walczył dzielnie, ale zbyt duża różnica poziomów dzieli jeszcze tę drużynę od większości drużyn Tauron Ligi. Zdaję sobie jednak sprawę, że turniej w Elblągu był przystankiem przed decydującymi i najważniejszymi meczami, na jakie czekają. Sprawa w Kaliszu jest jasna, co mi się bardzo podoba - mają wejść do Tauron Ligi, koniec kropka. Taki cel jest postawiony przed drużyną, a rywalizacja z BKS-em w półfinale była nagrodą za dotychczasową pracę.
Cały klub z Bielska-Białej jest obecnie w bardzo trudnej sytuacji z powodu kontuzji Szewczykówny, bo rynek jest zamknięty, więc wolnych zawodniczek po prostu nie ma. Agata Michalewicz stara się jak może, walczy, daje ile ma, ale potrzebuje wsparcia. Dodatkowo sam trening na jedną rozgrywającą w dłuższej perspektywie staje się dużym kłopotem, bo zwyczajnie tracisz rytm podczas zajęć. Poznałem to kilkukrotnie, z tym że jeszcze kiedy zdrowie pozwalało, mogłem w treningu pomóc, ale nie da się tego ciągnąć długo.
Zaskoczył mnie niski poziom Developresu i bez wątpliwości to zespół z Rzeszowa jest największym przegranym Pucharu. Gdyby jeszcze zostały pokonane 2:3 po trzech godzinach walki w każdym secie na przewagi, nie widziałbym wtedy żadnego problemu. W półfinale stanęły dwie w miarę wyrównane ekipy i ktoś musiał przegrać, ale styl porażki Rzeszowa był po prostu kiepski. Bez lewego skrzydła, bez prawego, z delikatnie pogubioną Wenerską, drużyna nie widziała, co chce na boisku robić. Może wiedziała co, ale nie wiedziała jak.
Szeroka ławka, która jest ogromnym atutem, w tym meczu była jedynym sposobem ratowania wyniku, ale to również nie pomagało. Kilkukrotnie w studio podkreślałem, jak naładowane i jak skupione dziewczyny z Łodzi weszły w piątek na halę. Jakość treningu, koncentracja, jasno wyznaczony cel ze wszystkich aż kipiał. Taką energię się czuje, dlatego lubię przed Pucharami spędzić cały dzień na hali i obserwować każdą minutę treningów wszystkich drużyn. Jedynie LUK Lublin mnie oszukał w Krakowie...
Organizacyjnie turniej udał się w 100% i nie mogę się do niczego przyczepić. Wszystko chodziło jak w zegarku, więc Elbląg po raz kolejny może być z siebie dumny. Mam za to spory problem z całym turniejem, jeżeli chodzi o jakość zaprezentowanej siatkówki. Zdaję sobie sprawę z możliwości Kalisza, rozumiem problemy BKSu, nie rozumiem poziomu Develpresu i doceniam Budowlanych, ale skłamałbym, gdybym tutaj w Oku Diabła napisał "to była dobra reklama żeńskiej siatkówki". Nie, nie była.
Nie chcę i nie mam zamiaru tutaj nikogo kopać i rzucać kamieniami. Wiem, gdzie jesteśmy, ale brak kontroli nad piłką, masę błędów, granie tylko na emocjach zamiast jakości - aż się z boiska wylewały. Jeżeli chcemy iść do przodu i pokazywać pozytywy żeńskiej ligi, to poczekajmy na play-offy, bo ten turniej był średni.
Przez te trzy dni bardzo dużo rozmawiałem ze wszystkimi trenerami. Z czym się mierzą, na czym się skupiają, jaki mają pomysł i gdzie widzą największe rezerwy. Zastanawialiśmy się na przykład, dlaczego widzimy tak dużą różnicę w odzyskiwaniu piłki wysokiej poprzez nabijanie na blok. Oczywiście do tego potrzeba dobrej wystawy piłki wysokiej, z którą zawodniczki mają problem szczególnie w sytuacjach niestandardowych. Rozmawialiśmy o kontroli nad piłką w ataku tak, aby bez specjalnej siły plasować tam, gdzie się chce. Poruszyliśmy wiele różnych tematów, co bardzo lubię i doceniam. Na początek zaproponowałem, żeby wyłączyć wszechobecną muzykę dudniącą z głośników podczas treningów. Obecnie zawodniczka od rana do wieczora atakowana jest telefonami i innymi bodźcami ze słuchawkami w uszach. Cały czas się coś dzieje. Może na te dwie godziny treningu wyłączyć się i skupić na odbiciu w parach, na wystawie wysokiej, na plasie w to miejsce, gdzie się planowało?
Po prostu robiliśmy burzę mózgów, bo każdemu zależy na podnoszeniu umiejętności nawet o pół procenta. Oczywiście żaden pomysł i plan nie zadziała od razu, ale dajmy trenerom i zawodniczkom pracować, ale równocześnie wymagać. Praca, praca, praca, technika, technika, technika i koncentracja przy każdym kontakcie z piłką. Innej drogi nie ma.
***
Wielokrotnie podczas całego turnieju przewijał się temat podcastu Przeglądu Sportowego Onet ze Zbyszkiem Bartmanem. Zastanawiałem się, czy w ogóle warto tego tematu dotykać, ale zostałem przekonany. Nie chcę się stawiać w roli rzecznika, bo kim ja jestem, aby mówić za kogoś. Witaliśmy się z trenerami prowadzącymi drużyny i z tymi, którzy przyjechali obejrzeć turniej „Cześć odpady!”, bo to określenie na długo zostanie.
Jako były zawodnik i trener pracuję obecnie jako człowiek, który ocenia i nie mam problemu, kiedy oceniają mnie. Mogę mieć rację, mogę się mylić, słucham opinii i zawsze jestem gotowy do dyskusji. Sport to tak nieprzewidywalna dziedzina naszego życia, gdzie człowiek codziennie się uczy czegoś nowego. Każdy z trenerów, prezesów, sędziów i zawodników wie, że może w każdej chwili do mnie podejść i zapytać, dlaczego mam konkretne zdanie na dany temat. Jestem bardzo otwarty i bardzo krytyczny, nawet za bardzo. Wiele w życiu jako zawodnik, trener i jako facet spieprzyłem. Narobiłem masę błędów i podjąłem kilka decyzji, które bym zmienił, gdybym tylko mógł. Co niedzielę biję się w Kościele w pierś, mówiąc „moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina”, ale chyba dopiero od niedawna zaczynam rozumieć tego sens. Nie mam absolutnie żadnego problemu, kiedy się ktoś ze mną nie zgadza, a nawet to lubię, bo lubię dyskutować i potrafię przyznawać się do błędów, ale musi to być odpowiedni poziom rozmowy, bez wulgarności i agresji. Po prostu uważam, że bezpośrednia rozmowa jest zawsze najlepszym rozwiązaniem.
Nie jestem za to dobry w konwencji rodem z freak fightowych konferencji prasowych. Nie potrafię obrzucać błotem ku radości gawiedzi.
Nie wiem również, co to ta „agenda”, o której mówił Zbyszek. Próbowałem się dowiedzieć, ale nikt nic nie dostał. Nie istnieje jakiś tajny spisek ani żadna tajna grupa, o której była mowa. W tamtym momencie niestety Zbyszek już bardzo daleko odleciał, więc szkoda na ten temat tutaj czasu i miejsca.
Z wieloma przemyśleniami mogę się ze Zbyszkiem zgodzić, ale niestety słowa, które były skierowane do trenerów z żeńskiej siatkówki, nigdy nie powinny paść. Koledzy trenerzy - nie jesteście odpadami, tylko ludźmi z pasją, którzy, aby podpisać pierwszy profesjonalny kontrakt, przez lata bardzo często próbowali wiązać koniec z końcem, aby było na chleb. Jestem z Wami.
Panowie Mistrzowie z 1974 i 1976 roku. Ode mnie dozgonny szacunek, bo kim my byśmy byli bez szacunku do starszych i bez pamiętania o historii? Jaki my dajemy przykład naszym dzieciom, wyśmiewając starszych? Tak po prostu nie wolno. Kiedy podczas gali 25-lecia Polsatu widziałem na scenie szczęśliwego Bogdana Serwińskiego, kiedy tańczyłem z naszymi „Złotkami”, kiedy widziałem masę wspaniałych ludzi, czułem dumę z bycia malutką częścią całej siatkarskiej społeczności, która nie jest szambem. Takich słów nie wolno używać. Po prostu nie wolno.
Nie może się Zbyszek porównywać z drogą Antigi czy Winiarskiego. To są przykłady zawodników, którzy byli szanowani w każdej szatni i osobowościami, które łączą, a nie dzielą. Jeżeli grasz świetnie na cymbałach w orkiestrze, nie oznacza, że wiesz, jak się dyryguje. Jeżeli wiesz, jak przyrządzić carpaccio z buraka, nie oznacza, że wiesz, jak zarządzać kuchnią. Stefan dostał do pomocy Blaina, a Winiarski szkolił się przy Piazzy i jestem pewny, że żaden nie przyjąłby oferty koordynatora w ŁKS, aby później wyrzucić pierwszego trenera, bo pewnych zasad trzeba się w tym fachu trzymać.
Nie mam żadnego żalu ani problemu za słowa skierowane do mnie. Cieszę się nawet, że Zbyszek śledzi wszystkie moje wypowiedzi. Zapraszam do regularnego czytania Okiem Diabła, oglądania 7Strefy i SiatCastu.
Możemy się pięknie nie zgadzać, ale co do bomby atomowej w poprzednim sezonie, to niestety ja miałem rację i wcale się z tym dobrze nie czuję. Wiele złych słów było skierowanych do sztabu ŁKSu, ale ja w to się nie mieszam. Daję tylko możliwość odpowiedzi.
Alessandro Chiappini:
Zawsze patrzę w przyszłość. Przeszłość buduje doświadczenie, a ja wykorzystuję je, aby stawać się lepszym. W teraźniejszości najważniejsza jest dla mnie jakość życia i to, jak się czuję. Obecnie czuję się bardzo dobrze. Nie interesuje mnie to, co ludzie mówią na mój temat, i świadomie zdecydowałem się nie słuchać podcastu. Otrzymałem natomiast wiele wiadomości od osób ze środowiska siatkarskiego, które tylko potwierdzają, że nikt nie wierzy w to, co zostało tam powiedziane. Co ciekawe, wiele z tych wiadomości pochodziło od zawodniczek, a ja z pewnością nie szukałem ani wsparcia, ani potwierdzenia.
Chciałbym podkreślić, że współpraca i profesjonalizm mojego sztabu były na wysokim poziomie, a w momencie mojego zwolnienia drużyna zajmowała pierwsze miejsce w tabeli. Dla mnie to mówi wszystko. Z tego, co zrozumiałem, uważam za bardzo słabe tworzenie nieprawdziwych sytuacji wyłącznie po to, by zyskać wiarygodność. Ostatecznie wszystko wraca. Ja znam prawdę — tak samo, jak osoby, które są dla mnie ważne. Jestem przekonany, że opinie kilku osób nie są w stanie zmienić tego, jak postrzega mnie środowisko. Dlatego szczerze mówiąc, nie mam zamiaru brać udziału w żadnych niedojrzałych grach.
Bartosz Groffik, trener przygotowania fizycznego:
Chciałbym pozostać na poziomie faktów i profesjonalnych działań, jakie wykonywaliśmy wraz ze sztabem, z którym startowaliśmy na początku sezonu oraz niezależnie od sytuacji, kontynuowaliśmy do ostatniego gwizdka ostatniego meczu. Fakty są takie, że do momentu pracy w gronie ekspertów w swoim fachu, w atmosferze zrozumienia procesu treningowego, zakresu swojej odpowiedzialności zarówno indywidualnej, jak i zbiorowej, jako sztabu, zachowując higienę profesjonalnej współpracy, doprowadziliśmy zespół do pierwszego miejsca w tabeli – przechodząc oczywiście przez szereg różnych sytuacji w klubie, które napotykaliśmy.
To są normalne sytuacje, które dotykają każdy zespół, każdy klub ze względu na swoją specyfikę. Planując i zarządzając całym, skomplikowanym procesem treningowym, pod uwagę braliśmy obiektywne dane, które pozyskiwaliśmy, prowadząc monitoring treningu, oraz subiektywne informacje pozyskując od zawodniczek. Na żadnym z etapów sezonu, nie dochodziło do przetrenowania lub jakichkolwiek skrajnych obciążeń, co potwierdzone było przeprowadzanymi niejednokrotnie badaniami biochemicznymi krwi, oznaczając również biomarkery zmęczeniowe.
Były również niestety przypadki, w których musieliśmy przeciwdziałać poważnym efektom ubocznym zażywanych medykamentów, o których zażywaniu przez długi czas nie wiedzieliśmy. Sytuacja zdrowotna była weryfikowana od samego początku sezonu i klub świadomie decydował się na konkretne rozwiązania – powszechnie wiadomo było, że część zawodniczek borykało się z pewnymi komplikacjami wynikającymi z sezonu lub sezonów poprzedzających, a ze względu na intensywność pracy w reprezentacji lub też pozostając w gotowości reprezentacyjnej, nie zdecydowały się na zabiegi, które przełożyły na zakończenie sezonu bieżącego. Wyzwaniem było poprowadzić je poprzez cały sezon, wiedząc z jakimi problemami na pewno się spotkamy.
Optymalizacja pracy była tutaj kluczowa. Oczywiście, zmęczenie w trakcie sezonu, następuje kumulatywnie, dlatego zbierając wszystkie informacje, normalną i dobrą praktyką jest wspólna analiza, dyskusja, wyciąganie wniosków, ewentualna korekcja działań i implementacja tego w proces treningowy. Tak to działa wśród specjalistów, którzy rozumieją, czym jest odpowiedzialność i współdziałanie. Ze swojej perspektywy zawsze powtarzam, zarówno podczas rozmowy z trenerami, czy na wykładach – zadaniem trenera przygotowania motorycznego jest umożliwienie jak najefektywniejszej realizacji zadań techniczno – taktycznych nakreślanych przez trenera głównego w oparciu o gotowość psychofizyczną graczy – zespołu.
Moją powinnością jest przedstawienie faktów, raportowanie na temat dyspozycji zespołu w odniesieniu do planu treningowego i realizowanego celu w danym cyklu treningowym. Nie zawsze jest tak, że stan faktyczny pokrywa się z wyobrażeniami sztabu, ponieważ czynnik ludzki niesie za sobą wiele zmiennych i to są sytuacje, w których potrzebna jest dyskusja, wymiana spostrzeżeń oraz uwag i podjęcie odpowiedzialnej decyzji. Finalna decyzja zawsze leży po stronie trenera głównego. I nigdy tej zasady nie zmieniam, jednak zawsze podążam przedstawionymi powyżej krokami. Moment, w którym zaczęło brakować fundamentalnego zrozumienia, współdziałania w obrębie sztabu projektującego wspólny proces treningowy zmienił kurs, w którym poruszał się zespół. Nie deprecjonując w żaden sposób ciężkiej i fantastycznej pracy, jaką wykonał cały zespół od początku sezonu – coś, co było określane absolutnym minimum, okazało się sukcesem. Przegraliśmy złoto. Doceniam każde doświadczenie i jestem za nie wdzięczny, ponieważ doświadczenie jest elementem, który pozwala się rozwijać, jednak to przeżywanie powinno zawsze iść w parze z wiedzą, aby było efektywne.
Wojciech Kurczyński, asystent trenera Chiappiniego w ŁKS:
We wspomnianym podcascie obraz pracy sztabu szkoleniowego został przedstawiony w taki sposób, który może wprowadzać w błąd ludzi spoza profesjonalnego sportu. Z tego względu chciałbym wyjaśnić krótko, jak realnie wygląda taka współpraca.
Sztab szkoleniowy to grupa ludzi o określonych kompetencjach, które powinny wzajemnie się uzupełniać. Z tego względu wymagana jest ścisła współpraca i dialog pomiędzy poszczególnymi członkami sztabu. Plan treningowy jest najczęściej ustalany na cały tydzień z góry. Powinien on uwzględniać stan zdrowotny oraz poziomu zmęczenia siatkarek, a także cele treningowe zespołu.
Na podstawie tych czynników trenerzy siatkówki, razem z trenerem przygotowania motorycznego oraz fizjoterapeutą, planują obciążenia treningowe, tak, aby drużyna mogła wykonać efektywną pracę siatkarską, a zarazem była optymalnie przygotowana (zdrowa i wypoczęta) do kolejnego meczu.
Niejednokrotnie cele treningu siatkarskiego stoją w opozycji do stanu zdrowotnego lub poziomu zmęczenia zespołu. W takich sytuacjach najważniejszy jest dialog w sztabie i wypracowanie optymalnych rozwiązań, które zapewnia progres siatkarski, a zarazem minimalizuje ryzyko przeciążenia fizycznego. Każdy, kto tego nie rozumie i podchodzi do współpracy w sztabie w sposób autorytarny lub powierzchowny, wcześniej czy później spowoduje przeciążenie zespołu lub drastyczne obniżenie jakości sportowej. Tak jak na boisku, tak i na ławce trenerskiej najwięcej korzyści przynosi zespołowi otwartość na dialog i wspólne dążenie do jednego, wyznaczonego celu. Tylko wtedy zbiór osobnych jednostek może wytworzyć synergie dająca wartość większą niż suma indywidualnych umiejętności.
Jestem zwolennikiem faktów, a nie czczego gadania. Z tego względu pozwoliłem sobie odnieść się do kilku manipulacji, które padły podczas podcastu. Manipulacje dotyczyły gry poszczególnych zawodniczek ŁKS Commercecon Łódź w sezonie 2024/2025.
Poniżej zamieszczam wypowiedziane manipulacje:
1. "Później Hryshchuk trzeba było odbudować, bo Hryshchuk była tak zabetonowana, po poprzednim szkoleniowcu, że nikt jej nie poznawał".
2. "To samo Marysia Stenzel, która też w końcówce sezonu, myślę, że zobaczyliśmy Marysię, jak za najlepszych lat. Wróciła do naprawdę wysokiej formy".

Objaśnienie do powyższej tabeli:
- Kolumna “Chiappini”: liczby dotyczą okresu, kiedy pierwszym trenerem był Alessandro Chiappini.
- Kolumna “Chiappini + Bartman”: liczby dotyczą okresu, kiedy pierwszym trenerem był Alessandro Chiappini, a koordynatorem Zbigniew Bartman. Bartman czynnie uczestniczył w treningach, jako asystent. Jedną z jego głównych aktywności treningowych była indywidualna praca (coaching) atakujących, szczególnie Hryshchuk.
- Kolumna “Bartman”: liczby dotyczą okresu, kiedy pierwszym trenerem był Zbigniew Bartman.
Wnioski na podstawie danych z tabeli:
- Manipulacja 1: Widać, że jakość gry w ataku Hryshchuk w okresie, gdy trenerem był Chiappini nie odbiega od poziomu gry za kadencji Bartmana. Największy regres formy obserwujemy w okresie, gdy Bartman, jako koordynator, rozpoczął indywidualna prace ze wspomniana atakującą...
- Manipulacja 2: Jakość gry Marii Stenzel utrzymywała się na tym samym poziomie niezależnie od tego, kto był pierwszym trenerem zespołu.
- Wniosek 1. Najlepszy bilans wygranych do przegranych meczów był za kadencji Chiappiniego, a najgorszy za Bartmana.
- Wniosek 2. Średnio zespół trenera Chiappiniego zdobywał 2,48 dużego punktu na mecz na 3 możliwe, a zespół Bartmana 1,3 dużego punktu na mecz na 3 możliwe. W profesjonalnym sporcie ludzie lubią oceniać trenerów tylko przez pryzmat wygranych spotkań. Jeśli przyjmiemy taki klucz oceny, to Chiappini jest prawie dwa razy skuteczniejszym trenerem od Bartmana.
***
Szóstka tygodnia
Rozegranie
Miguel Tavares
Był jeden moment w którym się pogubił, ale za dwa mecze muszę go wyróżnić. Jest w świetnej formie jak całe Zawiercie.
Atakujący
Wiem, że chcecie Hadravę i on był moim pierwszym wyborem, ale jednak wybiorę Nasewicza za genialny mecz z Kędzierzynem.

Przyjmujący
Aaron Russell miał jakiś mały problem przed meczem w Jastrzębiu, ale na szczęście to nic poważnego, a skoro jest zdrowy i w formie, wtedy pokazuje świetny poziom.
Brandon Koppers za uratowanie Warszawie meczu w Suwałkach.


Środek
Szymon Jakubiszak i Łukasz Usowicz.


Libero
Jarosław Pampuszko
Ogromny postęp zrobił ten chłopak.
Przejdź na Polsatsport.pl
