Adam Małysz przyznał się po latach. "Nie chciałem tego przeżywać. Męczarnie!"

Michał BiałońskiZimowe

16 lat temu, podczas IO w Vancouver Adam Małysz pożegnał się z igrzyskami z przytupem, zdobywając dwa srebrne medale. Dziś jest rocznica pierwszego z nich, na skoczni normalnej. Podczas obecnych igrzysk, w Predazzzo, prezes Polskiego Związku Narciarskiego odsłonił Polsatowi Sport kulisy występów z 2010 r.

Adam Małysz udziela wywiadu, z lewej strony widnieje jego zdjęcie z młodszych lat w czerwonym okręgu.
Polsat Sport/Marcin Boirys
Prezes Adam Małysz nie mógł uwierzyć w wielką wiarę w niego ówczesnego prezesa PKOl-u Piotra Nurowskiego (z lewej), który przewidział jego dwa medale olimpijskie w Vancouver

Michał Białoński, Polsat Sport: Dziś mija dokładnie 16 lat od pańskiego srebrnego medalu na IO w Vancouver, który był przedostatnim olimpijskim wywalczonym przez pana. Jak pan wspomina ten występ?

 

Adam Małysz, prezes PZN-u: To było dla mnie spełnienie marzeń. Tym bardziej, że wtedy nie byłem w wybitnej dyspozycji, a jednak zdobyłem dwa medale srebrne. To było niesamowite przeżycie. Po brązowym wywalczony w Salt Lake City, na kolejnych igrzyskach wywalczyłem dwa medale.

 

Cały plan, jaki mieliśmy przed igrzyskami wypalił. Trochę pomogli też Austriacy, którzy bardziej się koncentrowali na zapięciach Simona Ammanna niż na swoich skokach, bo na treningach byli najlepsi.

 

ZOBACZ TAKŻE: Spadnie głowa trenera przed IO?! Adam Małysz reaguje! "W Polsce trenerzy są przyciskani do ziemi"

 

Niewiele zapowiadało te medale. Puchar Świata w sezonie 2009/2010 szedł panu jak po grudzie. Tylko jedno podium, na początku, za trzecie miejsce w Lillehammer. Najważniejsze, że forma olimpijska przyszła w samą porę?

 

Dokładnie tak. To potwierdziło, że Hannu Lepistoe był wyśmienitym trenerem. Potrafił mnie przygotować do głównych imprez. Jego praca powodowała, że już przed samym wyjazdem miałeś nadzieję. Druga sprawa, na pewno bardzo dużo przed wyjazdem dały mi słowa ówczesnego prezesa PKOl-u pana Piotra Nurowskiego, które usłyszałem w telewizji. Trzeba pamiętać, że pojechałem do Kanady tydzień później niż reszta skoczków.

 

Dlaczego?

 

Wiedziałem, że tam się nie trzeba aklimatyzować. Trzeba przyjechać i startować z marszu, bo wtedy nie ma czasu na rozmyślania głupot, zanim się rozpocznie całe zamieszanie. Dzień przed wyjazdem do Vancouver usłyszałem wypowiedź pana Nurowskiego, w której mówi, że liczy na dwa medale Adama Małysza. Mówię do siebie: „Kurczę, ja cię kręcę! Super, że ktoś tak we mnie wierzy, ale aż dwa medale?!”. No spełniło się to (śmiech).

 

To były ostatnie pańskie igrzyska, choć w Pucharze Świata startował pan jeszcze przez kolejny sezon, 2010/2011. Odszedł pan w wielkim stylu, jak na mistrza przystało, wskakując na podium w Planicy. Już w sobotę czeka nas ostatni indywidualny występ na igrzyskach Kamila Stocha. Co się wówczas dzieje w głowie wybitnego skoczka? Czy presja paraliżuje? Pan sobie z nią poradził, zdobywając medale w Vancouver.

 

To bardzo indywidualna sprawa, więc ciężko mi powiedzieć, co się dzieje w głowie Kamila. Ja ogłosiłem zakończenie kariery dopiero po zdobyciu brązowego medalu MŚ w Oslo, w 2011 r., bo taki też był plan. Początkowo nosiłem się z zamiarem zakończenia po Vancouver. Później jednak doszedłem do wniosku, że wygrywanie zaczęło się w Oslo w 1996 r., więc fajnie byłoby również tam skończyć. Postawiłem sobie taki cel na MŚ z 2011 r., że muszę zdobyć medal. Jeśli go nie zdobędę, to dalej będę skakał – powiedziałem sobie. Ale jak zdobędę, to będzie mój ostatni sezon, dlatego, ze ja zawsze marzyłem o tym, żeby zakończyć, będąc w szczycie formy. Widziałem wielokrotnie zawodników, którzy kończyli kariery w męczarniach, nie będąc w szczycie formy.

 

Na przykład?

 

Jarek Sakala, który ze mną i z Pavlem Mikeską trenował przez jakiś czas. Nie chciałem tego przeżywać. Dla mnie było ważne to, żeby zakończyć wtedy, gdy będę dobrze skakał, a nie źle.

 

Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie