Zmienne szczęście polskich olimpijczyków w short tracku. Jest jeden awans
Felix Pigeon jako jedyny z polskich zawodników w short tracku wywalczył w poniedziałek awans do kolejnej rundy zawodów. Reprezentant Polski dostał się do środowego ćwierćfinału rywalizacji na 500 metrów. Michał Niewiński zajął pierwsze miejsce, które nie dawało promocji, a Gabriela Topolska zajęła piąte miejsce w swoim biegu i odpadła w ćwierćfinale 1000 metrów kobiet.

Pigeon od początku jechał bardzo skupiony, w pierwszy zakręt wszedł na drugiej pozycji i nie dał się wyprzedzić atakującemu go rywalowi z Korei Południowej. Ten, jeszcze na finiszu wyciągnął nogę do przodu, ale był wolniejszy.
– To był naprawdę trudny wyścig od samego początku. Myślę, że każdy bieg był bardzo wymagający i tak naprawdę miałem jedno zadanie, czyli musiałem znaleźć się w pierwszej dwójce. Czułem go na każdym wirażu, próbował mnie wyprzedzić i jestem pod wrażeniem, że potrafiłem się skupić i obronić pozycję aż do samej mety – mówił urodziny w Kanadzie reprezentant Polski.
ZOBACZ TAKŻE: Polski skarb narodowy Maryna Gąsienica-Daniel ze wsparciem włoskich sióstr
Z kolei Niewiński do końca musiał czekać na wyniki innych biegów, bo do mety przyjechał jako trzeci i mógł liczyć na awans. Niestety, spora liczba upadków w innych biegach sprawiła, że sędziowie przyznali awans trzem zawodnikom i Polak nie dostał się do ćwierćfinału.
– Spotkała mnie podobna historia jak naszą sztafetę mieszaną. Bywa i tak. Ta pięćsetka była trochę "na dziko". Startujemy tu co drugi dzień, więc praktycznie nie ma czasu na trening. Nie przejechałem wielu kółek na maksymalnej prędkości i czułem, że brakuje mi płynności oraz zapasu. Te okrążenia nie były takie, jakbym chciał. To było pewne utrudnienie, choć oczywiście nie usprawiedliwienie, bo wszyscy są w podobnej sytuacji – mówił Niewiński, który poniedziałkowym występem zakończył swoje występy na igrzyskach w Mediolanie.
– Mediolan zapamiętam jako mieszankę dobrych i trudnych chwil. To był moment pełnej akceptacji, że w naszym sporcie wszystko może się wydarzyć. Nawet idealny bieg i "dzień konia" nie gwarantują wysokiego miejsca. Taka jest specyfika short tracku, czyli dużo przypadku, upadków, zmiennych. Było jednak mnóstwo pięknych emocji – choćby oglądanie naszych panczenistów z toru długiego, konkursów skoków czy historycznego medalu Łotysza Robertsa, z którym trenujemy. Najbardziej szkoda mi sztafety mieszanej, ale to trzeba przełknąć i iść dalej – podsumował Niewiński.
W środę jedynym reprezentantem Polski na dystansie 500 metrów w ćwierćfinale będzie zatem Pigeon.
– W kolejnym starcie chcę podejść do tego z takim samym nastawieniem jak dziś, czyli zachować spokój i dobrze jechać na łyżwach. Jeśli uda mi się dobrze wystartować i pojechać płynnie, zobaczymy, co z tego wyjdzie. Jest dużo upadków, dużo wyprzedzania, każdy chce awansować do następnej rundy, więc zachowam chłodną głowę i dam z siebie wszystko – zaznaczył.
I dodaje, że znakomicie czuje się w polskiej ekipie olimpijskiej i na samych igrzyskach.
– To naprawdę niesamowite, atmosfera jest świetna – zarówno na lodowisku, gdzie kibice krzyczą, co momentami aż przytłacza, jak i w wiosce olimpijskiej. Rozmawiałem już z wieloma osobami z polskiej reprezentacji i powiedziałbym, że to po prostu olimpijska rodzina. To wspaniałe – mówił.
Reprezentantów Polski w short tracku czekają jeszcze dwa starty – Pigeon w środowy wieczór powalczy o medal na 500 metrów, a Natalia Maliszewska, Gabriela Topolska i Kamila Sellier w piątek rywalizować będą na dystansie 1500 metrów.
Przejdź na Polsatsport.pl
