Były as PlusLigi o egzotycznym transferze: To irytujące, przywykłem do czegoś innego
Robert Taht, estoński przyjmujący, znany polskim kibicom z parkietów PlusLigi, opowiedział w rozmowie z rodzimymi mediami o grze na Półwyspie Arabskim. 32-latek przyznał, że wiele rzeczy znacznie odbiega tam od tego, do czego przywykł w Europie.

Estończyk jeszcze w sezonie 2024/2025 grał w Polsce w barwach Cuprum Stilonu Gorzów. Po zakończeniu rozgrywek przeniósł się do Kataru, konkretnie do Police Union, z którym dotarł do finału krajowego Pucharu, a także półfinału Pucharu Emira.
ZOBACZ TAKŻE: Nie wytrzymał nawet roku. Siatkarz wraca z emerytury, by pomóc swojemu klubowi
Po bardzo udanym sezonie Taht postanowił pozostać na Półwyspie Arabskim i w bieżących rozgrywkach reprezentuje barwy Al Jazira SC ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich. W rozmowie z rodzimymi mediami zawodnik podkreślił, że jego drużyna jest na wskroś profesjonalna, a jemu samemu zaproponowano zarobki, na które nie mógł nawet liczyć w Europie.
- Nie mogę na nic narzekać. Klub dał mi mieszkanie w centrum Abu Zabi i choć nie mieści się ono w najbogatszej dzielnicy, wszystko jest tu na najwyższym poziomie. Jest czysto i pięknie, zawsze jest ciepło, a wokół jest mnóstwo znakomitych restauracji i plaż. Wszystkie zapisy kontraktowe są wypełniane, mamy porządnego fizjoterapeutę, a w budynku klubowym do naszej dyspozycji jest sauna, strefa relaksu, siłownia, a nawet małe spa. Pod tym względem jest tu jak w topowych klubach w Europie. Właścicielami klubu są czterej szejkowie, ale choć regularnie pojawiają się na naszych treningach, nie wtrącają się w pracę szkoleniowca, którym jest Brazylijczyk Marcos Pacheco. Władze zespołu bardzo nalegają, bym został tu na kolejny sezon, ale decyzję podejmę dopiero po zakończeniu rozgrywek, po rozmowie z moją partnerką - powiedział Taht, cytowany przez portal Delfi.
32-letni przyjmujący dodał, że jest jedna rzecz, która mocno działa mu na nerwy: podejście miejscowych do czasu. Zawodnik, przyzwyczajony przez lata gry w Polsce, Turcji, Włoszech czy Niemczech, nie mógł się nadziwić, że nawet godzina rozpoczęcia treningu jest tam dość umowna.
- Czas jest tu bardzo względnym pojęciem. Przywykłem do tego, że jeśli trening zaplanowany jest na 18.30, to cała drużyna już o 18.00 przygotowuje się do zajęć, rozciąga się itp., a równo o 18.30 ruszamy z właściwym treningiem. Tutaj nie dość, że ludzie notorycznie się spóźniają, to jeszcze dochodzi kwestia modlitwy, która trwa zazwyczaj 15-20 minut. Godziny treningów są więc bardzo elastyczne, co było dla mnie irytujące, bo przyzwyczaiłem się do innego funkcjonowania. Czuć przeskok, zwłaszcza kiedy trafia się tu z PlusLigi i widzi wszystkie te światła i kibiców z gwizdkami w halach - zakończył Taht.
Reprezentant Estonii na parkietach PlusLigi spędził łącznie 6 sezonów, grając dla Cuprum Lubin, Asseco Resovii Rzeszów, PGE Skry Bełchatów i Cuprum Stilonu Gorzów. W siatkarskim CV ma również występy w Estonii, Turcji, we Włoszech, w Brazylii, Niemczech i Katarze.
Przejdź na Polsatsport.pl
