Pierwszy trener Tomasiaka zabrał głos. Zaskakujące fakty z życia bohatera igrzysk
- Pamiętam pierwsze zawody Kacpra na skoczni w Łabajowie. Nie mieliśmy sprzętu, więc tata w domu przyciął mu narty, przypiął wiązania do narciarstwa alpejskiego i tak przygotowanego Kacpra zabraliśmy na te pierwsze zawody. Skoczył 6,5 i 7 metrów i wygrał – wspomina Jarosław Konior, pierwszy trener bohatera igrzysk Kacpra Tomasiaka.
Dariusz Ostafiński, Polsat Sport: Spodziewał się pan, że Kacper Tomasiak zdobędzie trzy medale na igrzyskach?
Jarosław Konior, trener Klimczoka Bystra: Kacper był liderem polskich skoków, zajmował miejsca w dziesiątce, ale nic nie wskazywało na medale. Po cichu liczyłem na miejsce w TOP10, a jeszcze ciszej na miejsce w pierwszej ósemce.
To co się stało?
Dobry ruch zrobił trener Maciej Maciusiak, wycofując Kacpra z mistrzostw świata w lotach i konkursu w Willingen. Kacper mógł spokojnie potrenować w Zakopanem i w Szczyrku. Już po tych treningach było widać, że z tego może być dobry wynik. Zwłaszcza na skoczni normalnej, gdzie bardziej liczy się mocne odbicie na progu, a jest to atut Kacpra. Zresztą treningi przed tym pierwszym konkursem pokazały, że on może się liczyć.
Wywalczył srebro.
Ja sobie założyłem, że jak po pierwszej serii będzie na miejscach cztery – sześć, to powalczy o medal. Pięknie zaatakował.
Uratował nam te igrzyska.
W Soczi było lepiej, tam zdobyliśmy więcej medali. Jeśli jednak idzie o same skoki, to faktycznie zrobił coś niesamowitego. Przed nie liczyliśmy na skoczków. Mówiło się o Oli Król, Marynie Gąsienicy i łyżwiarzach, a tu wyszła taka niespodzianka. I warto podkreślić, że to nie był przypadek, czy podmuch wiatru pod narty, bo Kacper w każdym konkursie pokazał formę.
19-latek wyrobił sobie na tych igrzyskach markę. To, jak go cenią, pokazała decyzja o zakończeniu konkursu duetów na dużej skoczni. Uznano, że skoro Kacper Tomasiak nie poradził sobie z warunki, to dalsze skakanie nie ma sensu.
A pragnę zwrócić uwagę, że Kacper w tej śnieżycy wcale nie skoczył źle. Przy szybkości 91 kilometrów na godzinę, a przed nimi mieli nawet 94, on skoczył 124 metry. Lepiej niż Prevc, który przy większej prędkości miał 123 metry. A te trzy kilometry różnicy w prędkości to 10, 15 metrów dalej. Oczywiście nie ulega wątpliwości, że jury dobrze zrobiło.
Medale na igrzyskach to oczywiście radość, ale i też wielkie wyzwanie. Z czym teraz będzie musiał zmierzyć się Kacper?
Takie sukcesy rodzą wielkie oczekiwania wśród kibiców i całego środowiska. Teraz każdy będzie liczył, że za tymi medalami na igrzyskach pójdą wygrane i miejsca na podium w konkursach Pucharu Świata. A tak nie będzie. Poza tym ogromna popularność też niesie za sobą konkretne zagrożenia. Musi sobie z tym poradzić. Kacpra czeka wiele rzeczy nowych, o których on dotąd nie myślał. Przed sezonem marzył o punktach Pucharu Świata i medalu na mistrzostwach świata juniorów, a został multimedalistą igrzysk, stając w jednym szeregu z wielkimi gwiazdami polskiego sportu, jak Irena Szewińska czy Justyna Kowalczyk. Kacper zaczął pisać swoją historię.
Jak słucham wypowiedzi Kacpra po skokach, to wygląda na rozsądnego i wyważonego nastolatka. Nie powiedziałbym, że sukces może mu zaszkodzić.
Podobnie uważam. On zawsze był wyważony i spokojny. Byłem na powitaniu Kacpra w Bystrej i muszą powiedzieć, że to był ten sam Kacper, co wcześniej. Skromny, wycofany, może trochę przerażony tym, wszystkim. Musi do tego przywyknąć, stać się bardziej asertywny. Poradzi sobie, bo ma dobrą rodzinę i liczne rodzeństwo, w którym ma oparcie. To go uchroni przed tymi złymi rzeczami.
Prezes Adam Małysz na powitaniu Kacpra mówił, że trzeba go chronić przed dziennikarzami.
To też. Kacper będzie musiał się nauczyć odmawiać, a przede wszystkim dalej być skoncentrowanym na tym, co najważniejsze. Wielu już było takich, co po sukcesie zgasło. A my chcemy, żeby on to pociągnął, żeby ta nowa reprezentacja była zbudowana wokół niego i Pawła Wąska.
Te sukcesy Kacpra przyszły, gdy powoli zaczynaliśmy tracić nadzieję. Już dało się słyszeć opinie, że po sezonie trzeba będzie szukać nowego trenera.
A tu trener obronił się wynikiem i zapisał się w panteonie tych wielkich, jak Tajner, Kruczek czy Lepistoe.
Trener Maciusiak pokazał, że ma nosa, bo postawił na Wąska, którego nikt nie widział w kadrze na igrzyska, a jego skoki dały nam medal w duetach.
To prawda. Kacper sam by tego nie zrobił, a Paweł faktycznie dobrze poskakał. Wybór Maćka był taki, nie inny i najważniejsze, że dał nam srebro.
Pamięta pan pierwsze kroki Kacpra?
Tak. On miał sześć, czy siedem lat. Tata go przyprowadził. Wojtek Tomasiak też jest trenerem narciarskim, więc bardzo pomógł. Pamiętam pierwsze zawody Kacpra na skoczni w Łabajowie. Nie mieliśmy sprzętu, więc tata w domu przyciął mu narty, przypiął wiązania do narciarstwa alpejskiego i tak przygotowanego Kacpra zabraliśmy na te pierwsze zawody. Skoczył 6,5 i 7 metrów i wygrał. Pracowałem z nim do 2018, potem przejął go Bartek Kłusek, potem on poszedł do SMS-u Szczyrk, gdzie dalej pracował z Kłuskiem, ale pojawili się też trenerzy Sławomir Hankus i Robert Mateja. Potem był Wojtek Topór, wreszcie Maciej Maciusiak.
Długa lista tych, którzy dołożyli swoją cegiełkę.
To jednak prawie trzynaście lat kariery. Szybko zleciało.
A kiedy mały Kacper przyszedł na treningi, to widział pan w nim talent, czy to wszystko osiągnął wyłącznie ciężką pracą?
Trener potrafi rozpoznać, czy ktoś się nadaje. U Kacpra było widać, że może coś z tego być. Talent miał i to jest ważne, ale bez ciężkiej pracy nie doszedłby do medali. Fajnie to połączył. Pamiętam, jak wygrywał zawody Lotos Cup, a potem Orlen Cup, jak w wieku 12 lat został nieoficjalnym mistrzem świata na zawodach w Niemczech. Wyróżniał się.
I teraz głośno o nim, ale też o klubie Klimczok Bystra.
To mały klub z 104-letnią tradycją i pięćdziesięcioma zawodnikami skoków, biegów i kombinacji. To od nas są Jakub Wolny czy Jan Habdas. Teraz odezwały się telefony, chcą przyjść nowi adepci. Na koniec zimy dojdzie nam spora grupa, trzeba będzie więcej sprzętu. Ważne, że w maju będzie odremontowana skocznia, gdzie Kacper kiedyś trenował. 15 maja będziemy ją oddawać, więc ci młodzi będą mieli gdzie trenować.

Przydaliby się jeszcze sponsorzy. Może sukces ich też przyciągnie.
Byłoby dobrze, bo skoki to jednak drogi sport. Sprzęt, dojazdy, to wszystko kosztuje.
Słyszałem, że w klubie skacze jeszcze brat Kacpra.
Tak. Konrad Tomasiak jest dwa lata młodszy od Kacpra. I to już jest czołówka. W sobotę kibicował Kacprowi pod skocznią w Predazzo, a potem wrócił i wygrał dwa turnieje Orlen Cup.
Niektórzy już mówią, że jest lepszy od Kacpra.
Mam nadzieję, że to się potwierdzi, że on też nam kiedyś tak fajnie wyskoczy. A jest jeszcze 8-letni Filip Tomasiak, który też już trenuje skoki. Czekamy też na najmłodszego Jasia. Jak utrzymają drużynówkę, a bracia będą się rozwijać, to kiedyś możemy wystawić w reprezentacji Tomasiak Team.

