Eksperci ocenili starty Polaków na igrzyskach olimpijskich. "Świetnie sobie poradziliśmy"

Zimowe

Zimowe igrzyska olimpijskie 2026 przeszły do historii. Reprezentacja Polski wraca do kraju z czterema krążkami, trzema srebrnymi i jednym brązowym. Tegoroczna impreza miała jednego, wielkiego bohatera - Kacper Tomasiak w wieku zaledwie 19 lat dołączył do legend polskiego sportu, stając na podium aż trzykrotnie.

Dwóch polskich skoczków narciarskich w strojach reprezentacyjnych, z medalami na szyjach, pozuje do zdjęcia.
fot: PAP
Paweł Wąsek i Kacper Tomasiak

Reprezentacja Polski zakończyła zmagania we Włoszech z dorobkiem czterech medali, co stanowi wyraźny progres względem imprezy w Pekinie sprzed czterech lat, gdzie nasza kadra zdobyła tylko jeden krążek. Tym razem z medali cieszyli się skoczkowie narciarscy oraz łyżwiarz szybki Władimir Semirunnij.

 

- Często zapominamy o miejscach tuż za podium, a niesłusznie. Oczywiście, że jest lepiej - cztery lata temu mieliśmy tylko jeden brąz, a teraz wracamy z trzema srebrnymi i jednym brązowym krążkiem. To zdecydowany postęp, z którego powinniśmy być dumni i usatysfakcjonowani. Chyba mało kto obstawiał aż tak pokaźny dorobek medalowy przed startem imprezy. Te igrzyska były też świetną promocją sportów zimowych. Mam nadzieję, że dzięki nim ludzie otworzą się na kibicowanie naszym zawodnikom na co dzień, a nie tylko od święta. Choć apetyty były może nieco większe, to moim zdaniem poradziliśmy sobie świetnie - orzekła Katarzyna Niedźwiedzka - była łyżwiarka szybka, dwukrotna medalistka olimpijska.

 

ZOBACZ TAKŻE: Tomasiak mistrzem Polski w skokach! Zawody zakończono po jednej serii

 

Niekwestionowanym bohaterem Biało-Czerwonych został 19-letni Kacper Tomasiak, który stał się najmłodszym polskim medalistą zimowych igrzysk w historii. Skoczek z Bystrej wywalczył srebro na obiekcie normalnym, brąz na dużym oraz wicemistrzostwo w duecie z Pawłem Wąskiem. Tym samym wszedł przebojem do historii polskiego sportu jako czwarty zawodnik z trzema medalami na jednych igrzyskach.

 

- Zawsze uważałem, że zimowe igrzyska mają swój niepowtarzalny urok i są bliżej natury. Letnie stały się już gigantyczne - według mnie warto byłoby je nieco "odchudzić", ale to temat na inną rozmowę. Wracając do Mediolanu - to były piękne zawody, a idea olimpijska ma się wspaniale. Pamiętajmy o historii - między 1972 a 2002 rokiem przez trzy dekady nie zdobyliśmy zimą żadnego medalu. Dlatego dziś każdy krążek jest dla nas na wagę złota. Przyznaję, nie byłem przed startem takim optymistą, jakim powinienem. Ten wynik to osiągnięcie ponad miarę naszych aktualnych możliwości, zwłaszcza że rywalizowaliśmy z takimi potęgami jak Norwegia czy USA, które zgarnęły mnóstwo medali. A my na ich tle wypadliśmy znakomicie - powiedział ekspert i dziennikarz sportowy - Andrzej Person.

 

Warto dodać, że we Włoszech wystąpiła 60-osobowa reprezentacja Polski, co czyni ją drugą pod względem liczebności w historii naszych zimowych startów. Więcej Biało-Czerwonych, sześćdziesięciu dwóch, startowało tylko w Pjongczangu w 2018 roku.

 

- Sport w gruncie rzeczy jest prosty - ktoś musi wygrać, żeby ktoś inny mógł przegrać. Nie ma co tego niepotrzebnie komplikować. Tutaj mieliśmy wszystko - najwyższy poziom emocji, radość przeplataną ze smutkiem, złość i euforię. Dodatkowym atutem tych igrzysk była niesamowita włoska sceneria. Gospodarze nawet nie musieli się aż tak starać, bo krajobrazy "zrobiły" atmosferę za nich. Z każdego punktu widzenia były to po prostu bardzo udane igrzysk - zakończył ekspert i dziennikarz sportowy, Krzysztof Rawa.

 

ŁO, Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie