To przykre, o czym myślą rówieśnicy Tomasiaka. Smutna prawda wyszła na jaw
- Chylę czoła przed trenerem Maciusiakiem, czapki z głów. Cała ta operacja z wycofywaniem zawodników była strzałem w dziesiątkę. Nie wiemy, co by było, jakby Kacper Tomasiak pojechał na mistrzostwa świata w lotach. Nie wiemy, jakby to na niego wpłynęło. Odcięcie od całego tego cyrku przyniosło trzy medale – mówi członek zarządu PZN Rafał Kot, podsumowując wyniki polskich skoczków na igrzyskach.

Dariusz Ostafiński, Polsat Sport: Jakby miał pan jednym słowem skwitować występ skoczków na igrzyskach, to co by pan powiedział?
Rafał Kot, członek zarządu PZN: Potrzebuję dwóch słów: świetna niespodzianka.
Bo trzeba powiedzieć, że przed igrzyskami nie liczyliśmy na zbyt wiele, a dostaliśmy aż trzy medale, co jest najlepszym wynikiem skoczków w historii.
Przed igrzyskami rozważaliśmy szanse na podstawie wyników w Pucharze Świata, a tam, poza Tomasiakiem, nie było żadnych kandydatów do medali.
On też nim nie był.
Był szansą na dobre miejsce, na dziesiątkę. Jakby przed igrzyskami zrobić sondaż wśród dziennikarzy, ekspertów i kibiców, to pewnie większość postawiłaby na dobry, ale jednak niemedalowy. Pewnie postawiliby na to, co ja.
Czyli?
Obstawiałem, że na normalnej skoczni Kacper będzie w szóstce, że to będzie dobry występ. Poszło lepiej, niż się spodziewałem. Powiem więcej, mimo tego oczywistego sukcesu w pierwszym konkursie nie wierzyłem w to, że w drugim będzie kolejny medal. Zakładałem, że wróci Prevc, że Austriacy będą rozdrażnieni po słabym występie na skoczni normalnej, ze jeszcze włączą się Norwegowie i znów pomyślałem, że jak będzie szóstka, to będzie sukces. A tymczasem Kacper znów spłatał mi, nam figla.
I to nie był ostatni?
No tak, bo doszły duety, gdzie trener Maciusiak podstawił na Kacpra i Pawła Wąska, który w Predazzo skakał lepiej od Kamila Stocha i zasłużył na ten występ. Znów jednak muszę uczciwie przyznać, że nasi zawodnicy mnie zaskoczyli. Sądziłem, że będzie piąte miejsce, a jak będzie czwarte, to już będzie ogromny sukces. A jednak stało się, jak się stało. Można teraz, jak Niemcy, mówić, że to był zbieg okoliczności, ale ja to sobie przeanalizowałem i uważam, że jakby konkurs był doprowadzony do końca, to w najgorszym razie mielibyśmy brąz. Ci, co zostali na górze, skoczyliby gorzej od Tomasiaka.
Porozmawiajmy o trenerze Maciusiaku. Stawiając na Wąska, pokazał, że zna się na tej robocie.
Wybór Wąska się nie bronił i mnie ta decyzja zdziwiła. Wiem, że trener dokonał wyboru już w Zakopanem, a wtedy lepsi od Pawła byli Dawid Kubacki i Maciej Kot. Dla mnie to nie podlegało dyskusji, a myślę, że dla innych też.
Miałem identyczny pogląd.
Trener jednak widział wtedy coś, czego my, nie będąc na jego miejscu, nie mogliśmy zobaczyć. On widział, że Paweł zmierza we właściwą stronę i warto zaryzykować. Wyłączył go na dwa tygodnie i spokojnie przygotował do igrzysk. Chylę czoła przed trenerem, czapki z głów.
Chyba nie tylko za tę decyzję.
Cała ta operacja z wycofywaniem zawodników była strzałem w dziesiątkę. Nie wiemy, co by było, jakby Kacper pojechał na mistrzostwa świata w lotach. Nie wiemy, jakby to na niego wpłynęło. Odcięcie od całego tego cyrku przyniosło trzy medale.
A nawet o jednym nie marzyliśmy.
Jeden to pewnie, jak się uda, a trzy, to nawet nie wiem, jak skomentować. Sypnęło niespodziankami, bo to były same niespodzianki.
I już chyba nie ma co dyskutować o przyszłości trenera Maciusiaka? Przed igrzyskami dało się już słyszeć głosy, że chyba trzeba będzie szukać nowego szkoleniowca do kadry, ale teraz ta rozmowa jest zwyczajnie bezprzedmiotowa.
W tym miejscu chcę powiedzieć coś, co jest dla mnie ważne. Jakikolwiek by nie był trener, lepszy czy gorszy, to on odpowiada za wynik. I ten wynik go broni lub grzebie. Druga sprawa, to ja zawsze będę stał murem za trenerem w trakcie sezonu. Nigdy nie powiem złego słowa. Miałem w rozmowach z mediami wiele pytań o przyszłość trenera Maciusiaka i zawsze go wspierałem. Nawet jeśli dziwiłem się jego decyzjom. Do tego wszystkiego mogę dodać jedynie tyle, że nawet jakby był krach, to nie rozmawialibyśmy o zmianie trenera. Tym zajęlibyśmy się po sezonie.
Pewnie jednak wielu ludziom w związku kamień spadł z serca, bo patrząc na wcześniejsze wyniki, to różne myśli musiały kołatać się po głowie.
Nigdy jednak nie było w PZN dyskusji o przyszłości trenera. I pewnie już nie będzie. Trener Maciusiak zaimponował, nie tylko stawiając na Wąska, ale też tym, jak wytrzymał ten wredny hejt na jego osobę. Udźwignął najważniejszą imprezę w sezonie, bo przecież nie ulega wątpliwości, że odnieśliśmy sukces.
I stworzył fundament pod nową, młodszą kadrę, bo Tomasiak z Wąskiem to taki mocny duet, na którym można coś budować.
Zgoda, choć to trzeba zrobić z głową. Ja już słyszałem takie szalone wypowiedzi, żeby zrezygnować ze starszych zawodników i wziąć tylko młodych.
Co panu w tym przeszkadza?
Konsekwencje. To by się skończyło tym, że stracilibyśmy kwotę i zostałoby nam trzech zawodników. Bo młodych trzeba wprowadzać, ale nie za wszelką cenę. Trudno dawać szansę tym, co nie odnieśli sukcesów i nie zasłużyli. Lepiej będzie, jak starsi zostaną. Przynajmniej ci młodzi będą się mieli od kogo uczyć. Ważne, żeby ta nasza drużyna była na tyle mocna, żeby w konkursach mogło brać udział sześciu zawodników. Najlepiej w proporcjach: czterech starszych, dwóch młodych.
Pan daje do zrozumienia, że więcej młodych, zdolnych nie ma, a ja słyszałem, że dobry jest młodszy brat Tomasiaka.
Trzeba spokojnie poczekać, bo było już wielu młodych i zdolnych, a ich losy się różnie potoczyły. Zgoda, że młodszy brat Kacpra ma talent, ale też jeszcze ma czas. Najpierw niech się pokaże na mistrzostwach świata juniorów, a potem się zobaczy. Jakby nie spojrzeć odmładzajmy, ale nie według zasady: starzy won. Inna sprawa, że sukcesy Kacpra mogą tym młodym bardzo pomóc.
To znaczy?
Zobaczą, że mając 19 lat, już można wiele osiągnąć. Może wielu młodym poprzestawia się dzięki temu w głowach. Bo chodzi o to, żeby oni w głowie mieli karierę. Kacper tak ma i są efekty. Niestety większość jego rówieśników myśli kategoriami: sportowa bryka i sponsor, bo jak nie to kończę. Konsumpcyjne podejście bierze górę.

