Iwanow: „Zibi”. Drapieżnik z dobrym sercem
W życiu dzieciaka zdarzają się takie momenty, które wpływają potem na jego przyszłość. Pewnie nie u każdego, ale w moim przypadku taka chwila nadeszła. I jest mocno związana z osobą dzisiejszego jubilata Zbigniewa Bońka.

Pierwszy mecz, który obejrzałem w telewizji i „świadomie” go pamiętam, to Chorzów, Stadion Śląski i spotkanie w eliminacjach mistrzostw świata 1982. Polska grała z NRD, byłem z rodzicami w Jaworzu koło Bielska-Białej, gdzie radcy prawni ze Śląska mieli swój dom wczasowy i wszyscy z zapartym tchem oglądali, jak Andrzej Buncol zdobywał zwycięskiego gola.
„Zibi” w tym meczu co prawda nie grał, ale to było ziarenko, które rok później urosło do gigantycznych rozmiarów uwielbienia. Gdy na boiskach Hiszpanii reprezentację Polski z boiska prowadził rudowłosy piłkarz z cechami przywódcy, z charyzmą, wielką osobowością. To on miał największy wpływ na to, czy Polska wygrywała, czy przegrywała. Wtedy w mej głowie, głowie dziesięciolatka, słuchając głosów komentatorów z Hiszpanii i podziwiając Smolarka, Młynarczyka czy Bońka, narodziło się marzenie. Nie, nie chodziło o zostanie piłkarzem. Chodziło o to, by kiedyś móc sprawozdawać mecze tak genialnych zawodników jak Boniek.
Pewnie, że miałem spore szczęście, bo mogłem dorastać w tak dobrych dla nas piłkarskich czasach. Kiedy młody chłopiec tak szybko złapał bakcyla, czekając z wypiekami na twarzy na często jeden jedyny mecz w tygodniu, bo nie było dziesiątki kanałów, gdzie obecnie można praktycznie non stop kogoś oglądać. Najczęściej czekało się na kadrę, na europejskie mecze Juventusu. Czekało się na Bońka.
Dziś takich piłkarzy już nie ma. ” Zibi” był napastnikiem, ofensywnym pomocnikiem – dziś pewnie najlepiej pasowałoby do niego holenderskie określenie „cień napastnika”. Był tak wszechstronny, że kończył karierę na środku obrony. Wyobrażacie sobie, że któryś z dzisiejszych ofensywnych gwiazdorów u schyłku kariery zaczyna grać na pozycji stopera?
Kariera telewizyjnego eksperta – także we włoskiej telewizji – to kwintesencja jego charakteru. Zawsze jest błyskotliwy. Zawsze bardzo pewny siebie. Tak jak na boisku - jest konkretny. Mówi i analizuje trafnie oraz zajmująco. Nie ma przynudzania i frazesów.
Jest drapieżnikiem - tak jak na boisku. Ale praca z nim to fantastyczna podróż i inspirujące doświadczenie. Zawsze czeka cię jakaś niespodzianka. Po prostu chyba wszędzie czuje się jak ryba w wodzie. A jeżeli akwen jednak mu nie odpowiada albo do niego nie wchodzi, albo błyskawicznie go opuszcza. I choć czasem potrafi wbić szpileczkę i to w najbardziej delikatne miejsca, to nie da się go nie lubić. Jest dobrym człowiekiem.
Przejdź na Polsatsport.pl
