Zbigniew Boniek ma wielkie święto! Oto tajemnica jego formy
Dla przeciętnego zjadacza chleba w Polsce Zbigniew Boniek kojarzy się głównie z hat-trickiem w meczu z Belgią na MŚ 1982 r., gdy wspólnie z Grzegorzem Latą czy Włodzimierzem Smolarkiem doprowadził ekipę do srebrnego medalu MŚ. Ale Boniek to ikona światowej piłki również dzięki podbojom, jakich dokonywał z Widzewem, Juventusem i AS Roma. Dziś kończy 70 lat, choć wygląda i czuje się, jakby miał 50.

Zbigniew Boniek to nie tylko były wybitny piłkarz, jeden z dwóch-trzech największych w naszej historii, ale także prawdziwy człowiek-orkiestra, z werwą do pracy, dusza każdego towarzystwa.
Zbigniew Boniek: Przejście z Zawiszy Bydgoszcz do Widzewa Łódź było trafieniem w punkt
Nastoletni Zbyszek wybił się w Zawiszy Bydgoszcz, ale jego kariera nabrała rozpędu, gdy trafił do Widzewa, w którym zadebiutował 16 sierpnia 1975 r. Zanim z łodzianami zaczął podbój kraju (dwa mistrzostwa w 1981 i 1982 r.) i Europy (wyeliminowanie Manchesteru City, Manchesteru United, Juventusu Turyn w Pucharze UEFA), szturmem przebił się do wyjściowej „jedenastki” reprezentacji Polski. Był wielkim odkryciem w ekipie Jacka Gmocha na MŚ 1978 r., strzelił dwie bramki w starciu z Meksykiem. Ostatecznie „Biało-Czerwoni” zajęli miejsca 5-8.
ZOBACZ TAKŻE: 70. urodziny Zbigniewa Bońka. "Ciągle jestem w formie, wciąż uprawiam sport"
W odróżnieniu od argentyńskiego mundialu, cztery lata później do Hiszpanii nie jechaliśmy w roli faworyta, ale po odejściu starszyzny, Boniek przejął stery w szatni i dowodził nią wespół z Grzegorzem Latą czy Włodzimierzem Lubańskim. Najważniejsze, że z roli lidera wywiązywał się przede wszystkim na boisku. Jego hat-trick pomógł nam w pokonaniu groźnej wtedy Belgii 3-0, a to zwycięstwo utorowało nam drogę do półfinału.
W poprzedzającym strefę medalową starciu z ZSRR do awansu wystarczał nam remis 0-0, który bez większego trudu osiągnęliśmy. Straciliśmy jednak Bońka, który dostał żółtą kartkę, a ta wykluczyła go z półfinałowej rywalizacji z Włochami. Pozbawiona lidera drużyna nie sprostała zmierzającej po tytuł mistrza świata Italii. Już Bońkiem w składzie, Polacy pokonali Francję 3-2 i wywalczyli srebrne medale, jakie przyznawano wówczas za trzecie miejsce (za drugie były pozłacane, a złote dla mistrzów świata).
W Juventusie okrzyknęli go jako "Bello di Notte"
Już podczas hiszpańskiego mundialu Boniek był świeżym nabytkiem Juventusu, z którym zaczął podbój Italii i świata. W 1983 r. zaczęło się od zdobycia Pucharu Włoch, rok później przyszło mistrzostwo Włoch i Puchar Zdobywców Pucharów. W 1985 r. Juve z duetem Boniek – Michel Platini wygrał dzisiejszą Ligę Mistrzów, która nazywała się wówczas Pucharem Mistrzów. Gablota klubu wzbogaciła się także o Superpuchar Europy, pokonując Liverpool FC 2:0, po trafieniach Bońka.
Legendarny prezes Juventusu Gianni Angelii wymyślił pseudonim dla Bońka – „Bello di Notte” – „Piękno Nocy”. Nawiązał w ten sposób do zjawiska wyjątkowo dobrej postawy Zibiego w meczach rozgrywanych w nocy, przy sztucznym oświetleniu, które w latach 80. nie było tak powszechne jak obecnie.
Pan Zbigniew potwierdził swą skuteczność także w AS Roma, która była klubem biedniejszym od Juventusu, a jednak zdołał z nią sięgnąć po Puchar Włoch, w 1986 r.
Po karierze piłkarskiej zapracował na kolejne sukcesy
Boniek okazał się być człowiekiem jeszcze większego sukcesu już po zakończeniu kariery. Sprawdził się w roli pośrednika w handlu prawami telewizyjnymi, także jego wkład w rozwój potęgi Polsatu Sport jest nie do przecenienia. Jeszcze więcej „hat-tricków” dla polskiej piłki strzelił w roli prezesa PZPN-u. Parafrazując powiedzenie o królu Kazimierzu Wielkim, można stwierdzić, że Boniek zastał federację drewnianą, a zostawił murowaną z wypełnionym po brzegi skarbcem. PZPN przed jego nastaniem był obiektem największych kpin i drwin, a za czasów Bońka zmienił się w nowoczesną korporację, ze zmodernizowanym szkoleniem, marketingiem i PR-em, z prężnymi związkowymi mediami, na czele z kanałem „Łączy nas piłka”.
Prezes Boniek miał też rękę do selekcjonerów. Strzałem w „10” było zwłaszcza postawienie na Adama Nawałkę, który z Górnikiem Zabrze był średniakiem tabeli, a prowadząc „Biało-Czerwonych” doprowadził ich do największego sukcesu w XXI wieku – ćwierćfinały Euro 2016.
Zbigniew Boniek: Oddaję Lewandowskiemu tytuł "Bello di Notte"
W kwietniu 2013 r. gdy Robert Lewandowski, w barwach Borussii Dortmund, strzelił cztery bramki Realowi Madryt w półfinale Ligi Mistrzów, prezes Boniek nie krył wzruszenia.
- Oddaję Robertowi Lewandowskiemu tytuł "Bello di Notte", "Piękno nocy". Ja mogę spokojnie się zająć prezesowaniem i swoim życiem – powiedział mi wówczas dzisiejszy jubilat.
- Ten mecz może być dla Roberta Lewandowskiego wizytówką na całe życie, ale ja trochę przewrotnie życzę mu, aby tak się nie stało. Mówię tak dlatego, gdyż mam nadzieję, że rozegra jeszcze lepsze mecze, które przyćmią ten dzisiejszy z Realem – dodał i te słowa okazały się prorocze.
Przecież „Lewy” już we wrześniu 2015 r. dał jeszcze większy popis, strzelając dla Bayernu, w meczu z Wolfsburgiem, pięć bramek w niespełna dziewięć minut! Pobił w ten sposób rekordy Guinnessa: najszybszy hat-trick (3:22), najszybsze cztery gole (5:42), najszybsze pięć goli (8:59) i najwięcej bramek zdobytych przez zmiennika w jednym meczu Bundesligi. A po przejściu do Barcelony przyszły kolejne podboje Roberta.
Zbigniew Boniek pierwszym Polakiem w ścisłym zarządzie UEFA
Zbigniew Boniek jest poważaną i szanowana osobistością w UEFA. W latach 2021 – 2025 był wiceprezydentem tej organizacji. Z jego inicjatywy wprowadzono wiele zmian, jak choćby likwidację przepisu o większej wadze bramki strzelonej na wyjeździe. Brał aktywny udział w powstaniu Ligi Narodów i Ligi Konferencji.
Fakt, że jest człowiekiem wielu talentów potwierdził także świetnie radząc sobie w mediach. Czy w roli komentatora meczów piłkarskich, czy choćby kilkuletniego felietonisty Interii, w której za swą pracę nie pobierał żadnego honorarium, za to zainspirował portal do wspierania Bydgoskiego Zespołu Placówek Wychowawczych z ul. Stolarskiej 2.
W reprezentacji Polski, najczęściej z numerem 20 na koszulce, rozegrał 80 meczów, 6484 minut. Ale jego mecz dla Polski trwa nadal, w nieskończoność. Jako ceniony mieszkaniec Rzymu jest wielkim ambasadorem polskości, zresztą znajomi mówią o nim „Polacco”.
Choć stuknął mu już siódmy krzyżyk, cieszy się bardzo dobrym zdrowiem i siłami. Jego tajemnica długowieczności jest niezwykle banalna: rodzina ponad wszystko, zdrowy ruch na powietrzu, niemijająca pasja do sportu i kultura wina jest wyższa od kultury wódki.
Panie Zbigniewie, życzymy dotrwania w tej formie co najmniej do 100 lat!
Przejdź na Polsatsport.pl

