Trener Maciusiak mocno o sile skoczków w jedności. "A próbowali nas poróżnić. No jasny gwint!"

Michał BiałońskiZimowe

- Od samego początku próbowali nas poróżnić. Niektórzy wyliczali, że ten skoczek trenuje z tym trenerem, a tamci z tamtym. No jasny gwint! To nie o to chodzi! Tak jest wszystko właśnie poukładane, aby zawodnicy otrzymywali jak największą pomoc – powiedział nam trener polskich skoczków Maciej Maciusiak w pierwszej części podsumowania IO, z których Kacper Tomasiak i Paweł Wąsek wrócili z medalami.

Trener Maciej Maciusiak trzyma polską flagę, ubrany w czerwoną kurtkę z biało-czerwonym godłem.
Trener Maciej Maciusiak nie ma wątpliwości, że gdyby nie jedność grupy w momentach kryzysowych, to wszystko by się rozsypało jeszcze przed IO Mediolan - Cortina

Michał Białoński, Polsat Sport: Przeciętny zjadacz chleba w Polsce usłyszał o panu w marcu ubiegłego roku, gdy prezes Adam Małysz powierzył panu kadrę Polski w skokach narciarskich. Ale przecież mija 20 lat odkąd pan zaczął karierę trenerską. W sezonie 2005/2006 asystował pan Piotrowi Fijasowi w kadrze młodzieżowej. Zanim świat zawojował Adam Małysz, Fijas dostarczał Polsce powodów do dumy, był wszak brązowym medalistą MŚ w lotach z 1979 r.

 

Maciej Maciusiak, trener kadry A w skokach narciarskich: Bardzo dobrze wspominam tamten okres. Pomagałem Piotrowi Fijasowi w kadrze juniorów. To świetny człowiek, do dziś mamy świetny kontakt. Przecież bardzo długo pracował w strukturach PZN-u, dopóki nie przeszedł na emeryturę. Teraz z całego serca nam kibicuje. Był na ostatnich mistrzostwach Polski w Wiśle, cieszył się z naszych medali na igrzyskach. Kłaniał mi się nisko, odpowiedziałem: "Co to trener odpiernicza?!".

 

W kadrze juniorów przejeździłem z Piotrkiem dwa lata. Pomagałem mu z doskoku, na umowę zlecenie. Czasem brałem narty i poskakałem z juniorami

 

Jako skoczek wielkiej kariery pan nie zrobił, ale drużynowego mistrzostwa Polski z 2004 r., w barwach AZS Katowice, nikt panu nie zabierze. Wyskakał pan ten tytuł z Krystianem Długopolskim, Tomaszem Pochwalą i Tomisławem Tajnerem.

 

To stare czasy, konkurs był rozgrywany na Orlinku w Karpaczu. Można powiedzieć, że od małego byłem dobry w skokach. Wśród dzieci, juniorów młodszych i juniorów zdobywałem medale na mistrzostwach Polski. Ale później kariera nie potoczyła mi się po mojej myśli. Dlatego profesjonalne uprawianie skoków zakończyłem w wieku zaledwie 23 lat. Gdy zacząłem studia, to na zawody jeździłem poskakać bardziej hobbystycznie niż na serio.

 

ZOBACZ TAKŻE: Dawid Kubacki już nie kryje po IO! "Dostałem mocnego skrętu żołądka, wielki ból"

Maciej Maciusiak o czasach, w których szykował narty Adamowi Małyszowi

Karierę trenerską zaczął pan już w 2005 r., ale w swoim CV ma pan także epizod serwismena. Zatem żadna praca w skokach nie jest panu obca i poznał pan wszystkie tajniki.

 

Pamiętam to dokładnie. Zaczęliśmy przygotowania do sezonu latem 2007 r., po MŚ w Sapporo. Podszedł do mnie Hannu Lepistoe ze swym asystentem Łukaszem Kruczkiem. Rzucili krótko: "Szukamy serwismena. Jesteś zainteresowany?". Nie zastanawiałem się długo. Rano byłem na swoim treningu na igielicie, a po południu pracowałem już z kadrą A.

 

Czyli przygotowywał pan narty Adamowi Małyszowi, który chwilę wcześniej z Sapporo przywiózł swój czwarty tytuł mistrza świata.

 

Tak jest. Hannu był głównym trenerem, później przez rok kierował Łukasz Kruczek. Byłem także w teamie Adama Małysz przez ostatnie dwa sezony jego kariery, łącznie z IO w Vancouver i ostatnimi MŚ w Oslo. Gdy Adam skończył karierę, ja w międzyczasie kończyłem studia na AWF w Katowicach i wróciłem do trenowania. Z Robertem Mateją w kadrze juniorów, później sam byłem głównym trenerem w juniorach. Można powiedzieć, że pracowałem we wszystkich kadrach skoczków, jakie miał PZN i to niemal na każdym stanowisku.

 

Był pan także koordynatorem projektu Orlen Cup Szukamy Następców Mistrza.

 

Ale to już później, trzy lata temu. Można powiedzieć, że to w nowoczesnej epoce.

 

Jak udało się panu skończyć studia, choć ciągle pracował pan ze skoczkami?

 

Miałem popularnego ITS-a, czyli Indywidualny Tok Studiów. Pracę magisterską napisałem i obroniłem w 2009 r. u mojego promotora śp. profesora Stanisława Sochy.

 

Nadaje pan na tej samej fali co pana asystent Krzysztof Miętus. Jak złapaliście wspólny język?

 

Nie było o to trudno. Środowisko skoków jest bardzo małe i my się wszyscy bardzo dobrze znamy i lubimy. Krzysiek teraz mieszka w Bielsku-Białej, ale pochodzi z Dzianisza na Podhalu, więc był moim sąsiadem. Tak jak zresztą inni trenerzy: Wojtek Topór, Robert Mateja, bracia Krzysztof i Grzegorz Miętusowie, Daniel Kwiatkowski wychowywaliśmy się w promieniu pięciu kilometrów.

 

Krzysia trenowałem w kadrze B. On również bardzo szybko zaczął pracować jako trener. Widziałem u niego werwę i pojęcie skokach. Nie brakuje mu wiedzy także o kombinezonach, zresztą sam je szyje. To prawdziwa złota rączka w naszej kadrze.

 

Ważną rolę w pana sztabie podczas przygotowań do IO we Włoszech odegrał także fizjolog Michał Wilk. Nie jest to pierwszy sezon, w którym pracuje pan z nim.

 

Gdy byłem trenerem w juniorach, zawsze współpracowałem z Michałem. Nie było go tylko w okresie Stefana Horngachera, który wolał pieczę nad przygotowaniem fizycznym powierzyć Haraldowi Pernitschowi. Ale gdy wróciłem do kadry B, Michal nam pomagał. Jest zaledwie o rok starszy ode mnie, ale na studiach był moim wykładowcą, zresztą do dzisiaj jest związany z katowicką AWF.

Przychodzi Adam Małysz do Macieja Maciusiaka z ofertą nie do odrzucenia. Takie były kulisy

28 marca ubiegłego roku prezes Małysz ogłosił, że przejmuje pan kadrę A. Rozmawialiście na ten temat nieco wcześniej. Jakie miał pan pierwsze myśli? Jest pan nastawiony do świata optymistycznie, ale czy przeczuwał pan tak wspaniałe igrzyska, z trzema medalami Kacpra Tomasiaka i srebrem Pawła Wąska?

 

To się działo błyskawicznie. Dokładnie rok temu, przed wylotem do Lahti. Spotkaliśmy się z prezesem Małyszem na lotnisku, przekazał mi informację o powierzeniu mi kadry A. Odparłem, że czuję się na siłach, jestem gotowy do pełnienia tej roli. Namawiano mnie wcześniej do przejęcia kadry, ale uważałem, że to było za wcześnie. Natomiast rok temu moja odpowiedź do Adama Małysza brzmiała tak: "Prezesie, ja jestem zdecydowany, ale decyzja należy nie tylko do mnie, ale też do rodziny".

 

Nie mogło się odbyć bez konsultacji z najbliższymi?

 

Wiedziałem, z czym się to będzie wiązać. Nie tylko z widmem hejtu, jaki się mógł na mnie wylać na wypadek niepowodzenia, ale też nie chciałem, by ucierpiał mój starszy syn Mateusz, który skacze w juniorach. Ale gdy dostałem zielone światło od żony i Mateusza, to nie było już przeszkód, abym wszedł na ten pokład.

 

Cała rodzina kibicuje nam i wspiera mnie w pracy. Bez tego na pewno nie byłoby tak dobrze.

 

Sondował pan opinie skoczków, jak zareagują na pana jako pierwszego trenera? Dawida Kubackiego prowadził pan w kadrze B, pozostałych mistrzów świata: Kamila Stocha i Piotra Żyłę znał pan równie długo.

 

Oczywiście, że przekazałem im informację o propozycji, jaką dostałem od prezesa Małysza. Widziałem u nich wsparcie. Bez tego nie byłoby sensu wchodzić w te buty. Dobrze zareagowała zwłaszcza starszyzna. A oni byli bardzo potrzebni. Wiedzieliśmy, że przed nami sezon z igrzyskami, więc oni byli wręcz nieodzowni w całym systemie przygotowań. Rozmawiałem i z Dawidem, i z Kamilem, i z Piotrkiem, i z Olkiem Zniszczołem, i z Pawłem Wąskiem.

 

Paweł miał dobry sezon, wszystko mu pasowało. Miał do wyboru pozostanie z Thomasem Thurnbichlerem w roli jego trenera indywidualnego. Paweł spotkał się z prezesem przed ogłoszeniem nowych porządków, przed wyjazdem do Planicy. Sam chciałem, żeby Paweł przegadał to z prezesem Małyszem. I ostatecznie Paweł sam zdecydował, że chce trenować z grupą, że nie potrzebuje indywidualnego trenera.

Maciej Maciusiak o trudach sezonu: Najważniejsze, że zawsze stanowiliśmy jedność. Bez tego wszystko by się rozsypało

Ale początek sezonu i cała karuzela Pucharu Świata przed igrzyskami była dla was jednym wielkim torem przeszkód. Czyje wsparcie cenił pan wtedy najbardziej? Prezesa Małysza, który stanął za panem po PŚ w Zakopanem, gdy padały pytania o zwolnienie pana jeszcze przed IO?

 

Powiem szczerze, że te słowa Adama Małysza nawet do mnie nie dotarły. Z prezesem mamy układ, można go nazwać przyjacielskim. Gdy się spotykamy, to nawet nie rozmawiamy o skokach, chyba że zachodzi potrzeba rozmowy służbowej. Wówczas gram w otwarte karty i gdy mnie coś boli, to zawsze prezesowi o tym powiem. Buduję z nim relacje opartą na szczerości. Tego samego wymagam od zawodników.

 

W tym trudnym sezonie pierwsze słowa podziękowania chciałem skierować do zawodników, całej grupy. Zawsze jesteśmy jednością, zarówno w chwilach dobrych, jak i złych. Czy nam idzie, czy nie. Chłopaki wspierają się nawzajem, sztab również. Gdyby tej jedności nie było, gdyby choć jedna osoba poszła gdzieś w bok, to wszystko by się rozsypało w drobny mak przed igrzyskami.

 

A przecież od samego początku próbowali nas poróżnić. Niektórzy wyliczali, że ten trenuje z tym trenerem, a tamci z tamtym. No jasny gwint! To nie o to chodzi! Tak jest wszystko właśnie poukładane, aby zawodnicy otrzymywali jak największą pomoc. Często siedzimy z "Dodem" (Michalem Doleżalem – trenerem Kamila Stocha – przyp. red.) i zwracamy na to uwagę, że często jest podkreślane, kto z kim trenuje. A przecież my cały czas jeździmy razem na zgrupowania, wspólnie też podejmujemy decyzje, oczywiście, decydujące zdanie należy do mnie, ale zawsze konsultuję się z całym sztabem.

 

"Dodo" robi nam kombinezony dla całego teamu. Treningi mamy wspólne, ale trzeba pamiętać, że cały proces jest bardzo zindywidualizowany, więc oceniającym z boku może się wydawać, że każdy trenuje osobno.

 

Najważniejsze, że we wszystkim jesteśmy cały czas razem i to dodaje nam sił. Ostatni weekend z lotami w Kulm nam nie szedł, momentami masz już dość tych zawodów, zastanawiasz się: "A po co to wszystko było?", ale przychodzi poniedziałek, wtorek. Znowu się spotykasz z tymi samymi gośćmi i widać, że wiara nie gaśnie. Wśród zawodników i w sztabie. To wszystkich nas trzyma na powierzchni.

 

Część kibiców zdążyła zapomnieć, że tworzyliście już jeden sztab z trenerem Doleżalem, gdy on prowadził kadrę A, a pan z Grzegorzem Sobczykiem asystowaliście. Kamil Stoch z Dawidem Kubackim wygrywali wówczas Turniej Czterech Skoczni, a Dawid w Pekinie wywalczył, jedyny dla Polski, brązowy medal.

 

Dokładnie tak jest. Wracamy do tego, że nasze środowisko jest bardzo małe i wszyscy się bardzo dobrze znamy. "Doda" traktujemy jako Polaka, on mówi bardzo dobrze po polsku, nawet po góralsku. Jesteśmy jako grupa bardzo specyficzni. Gdyby do nas trafił choćby nie wiem jaki specjalista, a nie pasowałby do grupy, toby się nie przyjął. Każdy musi być lubiany i nadawać na tych samych falach. Niektórzy się przekonali w Predazzo, że nasza grupa jest dość hermetyczna, zamknięta i nie dopuszczamy wszystkich do siebie.

 

Żałuje pan, że w ostatnią niedzielę, w Bad Mitterndorf, Piotr Żyła w drugiej serii nie skoczył równie daleko jak w pierwszej? Gdyby tak zrobił być może stanąłby na podium.

 

To i tak był dobry konkurs w wykonaniu Piotra. Żałuję bardziej pierwszego dnia. Treningi i kwalifikacje pokazywały, że Piotrek powinien się zakręcić w okolicach pierwszych dziesiątki, a tu nie zakwalifikował się do "trzydziestki", ale drugiego dnia to sobie powetował. Gdyby w drugiej serii skoczył super, to pewnie mógłby się zakręcić w okolicach podium. Na pierwsze dwa miejsca nie było szans, ale na miejsce w top 6 jak najbardziej tak. Ale dziesiąte miejsce i tak ujmy nie przynosi. PŚ to nie są igrzyska, gdzie liczy się podium, czy top 8. Najważniejsze, że Piotrek, po ciężkich trzech tygodniach i pobycie w Pucharze Kontynentalnym, powrócił do elity. Mam nadzieję, że dalekie lotu będzie kontynuował do końca sezonu. Tym bardziej, że pod niego wręcz idealne skocznie są w Vikersund i w Planicy, a także Oslo, gdzie wygrywał. Myślę, że na koniec sezonu Żyła wyjdzie z podniesioną głową i powie, że ten sezon – mimo wszystko – był dla niego udany.

Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie