Polacy bili rekordy, Semirunnij znów pokazał moc. Dyrektor odsłania kulisy
Zakończone kilka dni temu mistrzostwa świata w łyżwiarstwie szybkim były bardzo udane dla reprezentacji Polski. Nasi zawodnicy bili rekordy, a Władimir Semirunnij zdobył brązowy medal. Dyrektor kadry Konrad Niedźwiedzki liczy medale i zdradza ważny szczegół dotyczący największej gwiazdy Biało-Czerwonych.

Dariusz Ostafiński, Polsat Sport: Wracamy z mistrzostw świata z jednym brązowym medalem. Pana to satysfakcjonuje?
Konrad Niedźwiedzki, dyrektor Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego: Tak, jestem zadowolony, bo te mistrzostwa były udane dla reprezentacji. To były zawody z historycznym medalem i świetnym wielobojem Kai. Może zabrakło medalu właśnie w sprincie, a było blisko, ale mam nadzieję, że te czwarte miejsca w końcu zamienimy na medale.
ZOBACZ TAKŻE: Władimir Semirunnij z medalem mistrzostw świata! Wielki sukces reprezentanta Polski
Inna sprawa, że czwarte miejsce Kai Ziomek-Nogal w wieloboju sprinterskim można potraktować jako gigantyczny sukces, bo o ile na dystansie 500 metrów czuje się ona dobrze, o tyle nie jest specjalistką od 1000 metrów.
Nie jest, a zaliczyła cztery świetne biegi, w tym dwa właśnie na tysiąc. To, co zrobiła na tych mistrzostwach, to najlepsze osiągnięcie od czasu Erwiny Ryś-Ferens. Poprawiła przy tym rekord Polski. Tym bardziej trzeba to cenić, że te mistrzostwa były naprawdę mocno obsadzone. Wystarczy spojrzeć na podium, gdzie znalazły się Kok, Schulting i Fledderus, a za plecami Kai też nie zabrakło wielkich gwiazd.
W przypadku Ziomek-Nogal możemy chyba jedynie żałować tego, że medal był za wielobój, a nie za poszczególne dystanse.
Jakby tak było, to mielibyśmy brąz Kai na 500 metrów. Jednak format zawodów był taki, nie inny (mistrzostwa są rozgrywane w formie wieloboju wtedy, gdy w tym samym roku odbywają się igrzyska – dop. red.) i musimy przyjąć to, co jest. Podsumowując mamy bardzo dobre czwarte miejsce w wieloboju sprinterskim kobiet.
Przed mistrzostwami liczyliśmy na Damiana Żurka.
Damian się rozchorował i nie chciał obciążać organizmu, więc wycofał się w połowie mistrzostw.
Finalnie skończyło się tak, jak na igrzyskach, czyli medal zdobył Semirunnij.
Władimir wykonał zadanie, choć emocje i walka o medal były do samego końca.
W jego przypadku ten brąz w wieloboju wiele znaczy. Wiemy, że długie dystanse lubi, ale 500 metrów to nie jest dystans, do którego się przygotowuje.
Zacznę od tego, że jakby nie wielobój, to Władimir miałby srebro na 10 kilometrów i brąz na 5. A w tych biegach na 500 i 1500 metrów bardzo, ale to bardzo zaskoczył. Poprawił swój rekord życiowy na 500 metrów. Znakomicie wypadł na 5 kilometrów, gdzie niewiele zabrakło mu do rekordu Polski. Semirunnij pokazał na tych mistrzostwach, jak niesamowite ma możliwości i jak blisko jest tych najlepszych. Różnica między złotym medalistą mistrzostw Eitremem, a trzecim Władimirem wyniosła trzy dziesiąte. Imponująca jest też lista zawodników, którzy znaleźli się za plecami naszego zawodnika. Wystarczy wspomnieć Stolza, Kongshauga czy Holendrów. No i cieszę się z również z tego, że Władek poprawił należący wcześniej do mnie rekord Polski w wieloboju. Smakuje tym bardziej że zrobił to na takiej imprezie.
W sumie dla nas mistrzostwa były świetnym podsumowaniem bardzo, ale to bardzo udanego sezonu.
16 medali Pucharu Świata, 10 medali mistrzostw Europy, do tego medal igrzysk i teraz kolejny, a jeszcze przecież możemy dołożyć medale mistrzostw świata juniorów. Mamy mocny skład i duże możliwości.
A od ekspertów słyszymy, że jakby jeszcze był tor w Zakopanem, to mogłoby być o wiele lepiej.
Jakbyśmy mieli taką bazę, jak Holendrzy w Heerenveen, to by nam pomogło się spokojnie przygotować. Byłoby mniej podróży, można by więcej czasu spędzić w Polsce. Zakopane byłoby faktycznie świetnym miejscem na tor i bazę dla łyżwiarzy. Obiekt na wysokości robi różnicę. Do tego dochodzi świetna infrastruktura COS-u. No i samo Zakopane jest pięknym miejscem, gdzie można iść na kawę i do restauracji. Nie ma nudy. Więc odpowiedź brzmi, że na pewno byłoby lepiej.
Na razie możemy się cieszyć z tego, że jest Tomaszów.
Tak, to nas ratuje. Nie musimy, jak kiedyś korzystać z otwartych torów w Warszawie, Sanoku czy Zakopanem. Kwalifikacje do Pucharów Świata organizujemy w Polsce. W związku z tym, że robimy też w Tomaszowie imprezy międzynarodowe, to odpadają nam dwa wyjazdy w roku. Tor w hali w Tomaszowie co roku się poprawia i jest coraz szybszy.
Do tego dochodzą gwiazdy, które z pewnością są magnesem i przyciągają do tego sportu kibiców, ale i też pewnie tych, którzy chcieliby pójść w ich ślady.
To się dzieje. Te gwiazdy nakręcają tych młodych zawodników, bo oni wiedzą, że jak pokażą się z dobrej strony, jak poprawią wyniki, to będą trenować z Władkiem, Kają czy Damianem. Wokół nich rośnie coraz mocniejsza grupa i to jest kolejny plus tego sezonu. Z własnego doświadczenia wiem, jakie to ważne móc jeździć z tymi najlepszymi. Pamiętam, jak cieszyłem się, kiedy pojechałem do Holandii i tam miałem możliwość jazdy z Kramerem. Dla mnie było to coś bezcennego, coś, co otworzyło mi oczy. Jak się dołączy do takich gwiazd, jak się z nimi jeździ, to jest to coś bezcennego.
A propos młodych, zdolnych, to chyba nie sposób nie wspomnieć o Zofii Braun. Dla tej 19-latki, która dobrze pokazała się na mistrzostwach świata juniorów, to były pierwsze dorosłe mistrzostwa.
I to było dla niej o tyle duże wyzwanie, że po tej pierwszej imprezie nie miała wiele czasu na odpoczynek. A jednak, jak na debiutantkę pojechała bardzo ładnie.
Przejdź na Polsatsport.pl
