Dlaczego Częstochowa spadła z PlusLigi? "Nie można zrzucać na niego całej odpowiedzialności"
Dzisiaj o Częstochowie, prezentacji Sawickiego i mojej propozycji uatrakcyjnienia rozgrywek - pisze Jakub Bednaruk w kolejnym tekście w ramach cyklu Okiem Diabła.


Okiem Diabła. Bieniek

Okiem Diabła. Karlitzek

Okiem Diabła. Firszt

Danny Demyanenko - najlepsze akcje MVP meczu Asseco Resovia Rzeszów - Indykpol AZS Olsztyn
Dlaczego Częstochowa spadła? Zastanawiam się od tygodnia i nie mogę znaleźć sensownej odpowiedzi. Wrzucając do kociołka historię Norwida z zeszłego sezonu, przyprawiając danie nazwiskiem De Cecco, zatrudniając trenera Falascę, który zrobił dobrą robotę rok wcześniej w lidze włoskiej, powinien wyjść porządny posiłek. Może nie na gwiazdki Michelina, ale przynajmniej na pyszną kolację, po której uśmiechnięty i zadowolony człowiek głaszcze się najedzony po brzuszku. A co z tego wyszło? Danie, które trzeba wylać do zlewu ze smutkiem w oczach, bo przecież wszystkie składniki były dobrej jakości, a na dodatek nie były tanie.
ZOBACZ TAKŻE: Oto partnerki siatkarzy Asseco Resovii Rzeszów. Z kim są związani? (ZDJĘCIA)
De Cecco nie grał źle. Nie można moim zdaniem zrzucać na niego całej odpowiedzialności, ale od takich zawodników wymaga się dużo więcej niż granie na pojedynczy blok po pozytywnym przyjęciu. Sami dobrze wiecie, że na samą wieść o przyjeździe argentyńskiego geniusza rozegrania skakałem ze szczęścia jak dziecko. Wciąż nikt lepiej nie odbija od niego palcami, ale teraz nie dziwię się, że Lube i Modena z niego rezygnowały.
Pamiętam, kiedy pierwszy raz widziałem go w 2007 roku w meczu z Montichiari. Stojąc w kwadracie rezerwowych z opadniętą szczęką, pytałem Dore Della Lungi „Kim jest ten gość?! Jak on odbija palcami?!”. Jestem od tego momentu jego fanem i nigdy nie ukrywałem mojego podziwu. Podziwiałem go podczas Igrzysk w 2021, gdy wziął na plecy całą kadrę Argentyny, doprowadzając do brązowego medalu. Niestety później było tylko gorzej. Kluby włoskie zrywały umowy, a w Polsce jego ekipa spada z ligi. Niby nie grał źle, ale za dobre granie będę chwalił Jankiewicza, a Luciano nie dał nic ponad.
Twarzy Ebadipura widzieliśmy u nas w PlusLidze kilka. Cudownego gracza jak rok temu, ale również frustrata, który, grając źle, ma pretensje do wszystkich wokół. Rok temu wylosował się zawodnik bawiący się z blokiem, a w tym roku zawodnik, któremu bliżej było do pływaka specjalizującego się w kraulu i motylku, bo tak mu te ramiona latały, kiedy ktoś obok źle obił piłkę.
Bartka Lipińskiego znam od juniora. Lubię tego chłopaka. Pracowity, bezczelny, pewny siebie cwaniaczek. Złapali się w Bydgoszczy w Filipiakiem i napędzali się w codziennej harówce. Dwie maszyny do treningu. Byłem mocno zdziwiony, widząc Lipińskiego w tym sezonie pogubionego, zdenerwowanego, wyglądającego jakby nie wytrzymywał obok dwóch samców alfa na boisku. Po prostu tego nie rozumiem.
Trener Falasca podobno za dużo trenował i wywierał zbyt dużą presję na zawodnikach. Nie wiem dokładnie, jak było, bo nie siedziałem na hali, ale kiedy czytam historię Ebadipura, który nie rozumiał, dlaczego trener pokazuje mu na wideo technikę Michelletto, to się za głowę łapałem. Trenerzy pokazują zachowania na boisku i czystą technikę na przykładzie najlepszych graczy na świecie. Tak to się robi. Środkowym pokazuje się poruszanie się Kochanowskiego w bloku, skrzydłowym pokazuje się Fornala pomagającego środkowemu w bloku itd. W Norwidzie są przecież dorośli gracze i poważni panowie.
Trener za dużo na nich krzyczał? Ok, przyjmijmy, że przesadzał, ale trenera zmieniono kilka miesięcy temu! Trauma pozostała?! Zatrudnienie Travicy nic nie dało. Nie wiem, jakie były nazwiska na rynku w tamtym czasie, ale to nie wypaliło. Widziałem tylko frustracje na przerwach zamiast zmiany jakości gry. Czyli kolejna łyżka frustracji do już sfrustrowanego kociołka.
Zwolnienia Masłowskiego nie będę komentował, bo uściśnięciem dłoni z klubem to się nie zakończy, więc nie dotykam tematu. Może za jakiś czas, kiedy poznamy rozstrzygnięcie sporu. Zawodnika zawsze możesz zwolnić, ale powinno się mieć plan B.
To było ciekawie stworzony zespół ze starymi wyjadaczami, połączony z głodną młodzieżą. Tutaj powinno wszystko zagrać, a nie zagrało. Taki właśnie jest sport. Goszczący ostatnio w 7Strefie prezes Zawiercia Kryspin Baran stwierdził, że biznesie, kiedy włożysz odpowiednią pracę, pomysł i środki, to mniej więcej możesz przewidzieć efekt. Ja często powtarzam, że w sporcie 2+2 często wychodzi 7. Tak jest z tą Częstochową. Nie mieli prawa spaść, a spadli. Nie grali indywidualnie źle, bo przecież dobry sezon miał Indra i Popiela, reszta miała przebłyski, a jednak nie potrafili wygrywać.
***
Obecnie mamy czasy, w których uwielbiamy się oburzać. Oburzamy się, kiedy ktoś coś zrobi, coś napisze, coś powie. Parafrazując Ferdka Kiepskiego „Masę autorytetów dookoła, tylko robić nie ma komu”. Ja też się czasem oburzę, ale staram się przechodzić raczej w tryb szyderstwa i targania łaszka, i taki właśnie szyderczy miałem humor, oglądając pozaboiskowe akcje meczu Lublin - Zawiercie, bo na boisku mało się działo.
Kiedy zobaczyłem prezentację Sawickiego przed meczem, to uśmiech mi z twarzy nie schodził, żeby po meczu w momencie wystąpienia Mikołaja z mikrofonem w ręku spaść z kanapy. I wiecie co? Sam bym pewnie na miejscu klubu zrobił podobnie, no może poza końcowym występem. Wizerunkowo akcja na plus. Wielkie show, przedłużenie umowy, radość kibiców, a do tego przed meczem z Aluronem. Jeżeli ktoś mi powie, że nie było w tym odrobiny prowokacji, to zapytam, czy w moim oku widzi czołg, ale taka mała prowokacja mnie się podobała.
Rok temu po finałach i pozytywnym wyniku dopingowym Sawickiego było przecież masę głosów, które podważały złoto Lublina. Zrobiono to z taką pompą, że w pewnym momencie miałem wrażenie, że Sawicki został bohaterem, który uratował małe kotki z płonącego domu, żeby na deser posłuchać głosów na temat kadry, co było idealnym dopełnieniem tego całego zamieszania i mojego uśmiechu na ustach. Po meczu nie za bardzo rozumiem, dlaczego dano mu mikrofon i nie rozumiem również pretensji do klubu kibica Zawiercia skandującego w tym czasie nazwę klubu. Co takiego wielkiego się stało? Nic! Nikt nikogo nie obraził, nikt nikomu nie nawrzucał. Kibicujmy z klasą, bo taka jest siatkówka, ale nie popadajmy też w skrajności. Najlepiej całą akcję skomentował Antiga zapytany o przyszłość Sawika - „najpierw kardio!”.
***
Adam Romański mnie przekonał, co nie było trudne. Bardzo mu się podoba koszykarski system walki o ósemkę. Zdecydowanie dodałbym u nas dwumecz w środku tygodnia pomiędzy drużynami 7-10 i 8-9 po rundzie zasadniczej o dwa miejsca premiujące grą w play-off.
Popatrzcie na tabelę. Ostatni mecz Lwów - Suwałki był już o nic, a mógłby być o życie. Gorzów i Chełm wciąż miałyby szansę na play-off. W środku tabeli tylko zespół z miejsca szóstego miałby spokój, a przecież o to właśnie chodzi w ligach, które kończą się systemem play-off. O walkę do samego końca i o stworzenie systemu, gdzie nie ma na koniec sezonu meczów o nic, bo często się zdarza sytuacja, kiedy drużyna nie spada, ale też do ósemki nie wchodzi i zwyczajnie w lutym lub na początku marca kończy sezon.
Tak, wiem. Zaraz będzie płacz, że meczów jest za dużo i nie ma gdzie wcisnąć. To się po prostu postarajmy i zagrajmy dwumecz wtorek-środa.
Szóstka tygodnia
Rozegranie
Marcin Janusz, za mecz z Olsztynem.
Atak
Bartosz Gomułka, za mecz w Trento.
Przyjęcie
Bartosz Firszt.
Kiedy poznałem Firszta namawiałem go do wyjazdu z kraju i szukania grania. Ten chłopak bardzo dużo potrafi i praca z nim to przyjemność. Tylko te wahania. Jeden trening nie do zatrzymania, żeby w następnym nie móc się przebić przez siatkę. Może mi nie uwierzycie, ale on dobrze przyjmuje, dobrze blokuje, ma czujkę w obronie, ma moc w ręce. Tylko... nie zawsze to jest w stanie pokazać.

Moritz Karlitzek
Tu miałem problem, bo Szalpuk też zasłużył, ale Szalpuka sobie zostawię do podsumowania rundy zasadniczej. Gdyby Moritz nie zepsuł aż dziewięciu zagrywek, to mecz z Resovią mógłby być idealny.

Środkowi
Mateusz Bieniek
Weź coś Bieniu zrób, żeby ustąpić w szóstce tygodnia miejsce dla kogoś innego. Rozsiadłeś się i nie odpuszczasz.

Danny Demyanenko
Marcin Janusz ląduje w szóstce między innymi za współpracę z Dannym.

Libero
Jakub Popiwczak
Od stycznia forma top. Tak trzymaj, Piwko.
Przejdź na Polsatsport.pl
