Lech z Rakowem odpadły, a teraz takie słowa. Porównanie do 18-letniego Lewandowskiego
Polskie drużyny odpadły z Ligi Konferencji. Rok temu mieliśmy dwa zespoły w ćwierćfinale, teraz nie będzie żadnego. Janusz Kudyba broni jednak Lecha, Rakowa i tezy o tym, że Liga Konferencji jest skrojona dla naszych drużyn. Rzuca przykładami Bukariego i Lewandowskiego, by powiedzieć, jak niewiele nam brakuje, by ogrywać takie zespoły, jak Fiorentina i Szachtar.

Dariusz Ostafiński, Polsat Sport: A mówiło się, że ta Liga Konferencji jest pod nas skrojona?
Janusz Kudyba, były piłkarz, ekspert Polsatu Sport: Kiedy byłem zawodnikiem Motoru Lublin, to mieliśmy masażystę Stanisława Zalewskiego. On był wcześniej bokserem, pracował z Feliksem Stammem i innymi wielkimi. Pamiętam, że jak zaczął opowiadać przed meczem te swoje niesamowite historie, to dopiero po piętnastu minutach spotkaniach przypominałem sobie, że w ogóle gram. Zmierzam jednak do pewnego porównania boksu z piłką.
Mianowicie?
Zwłaszcza Lech podjął rękawicę, szarpał, zadawał ciosy, ale na końcu górę wzięło doświadczenie i realny potencjał piłkarski. Ten Szachtara jest większy, więc oni wygrali. Lech podjął walkę, miał swoje pięć minut, gdzie pokazał się z dobrej strony, ale na końcu lepszy okazał się ten dojrzały pięściarz.
Szachtar korzystny wynik w drugim meczu uzyskał bardzo szczęśliwie.
I tak i nie. Jasne, że ta bramka była pechowa. Nikt nie jest w stanie takich rzeczy przewidzieć. Piłka przeszła Mońkę, Mrozka i po rykoszecie Lech stracił gola. Z drugiej strony Szachtar miał trzy świetne okazje i jakby wygrał 4:2, to byśmy nie mogli narzekać. Lech, czy Raków naprawdę się postawiły, ale Fiorentina i Szachtar miały więcej piłkarskiej jakości. I to zdecydowało. To była ta zapora nie do przeskoczenia.
Może, jakby sędzia podyktował karnego dla Rakowa, po tej sytuacji z Brunesem, to by się udało choć jednej z naszych drużyn.
Trzeba jednak uczciwie powiedzieć, że tam karnego nie było, więc sędzia postąpił słusznie. Brunes to chciał wymusić, dołożył 10 procent od siebie, żeby upaść. To jest dobry, klasowy napastnik, ale w tej sytuacji chciał nabrać sędziego.
Jak mielibyśmy być jeszcze bardziej skrupulatni, to byśmy dodali, że Raków poza golem nie istniał.
No nie istniał, bo Fiorentina niby broni się przed spadkiem z Serie A, ale to jest jednak ta najlepsza liga włoska. To jest ta jakość, o której mówiłem. Te wyższe umiejętności techniczne, które powodowały, że Fiorentina miała piłkę, grała piłką i stwarzała okazję. Wcześniej zdarzyło jej się przegrać drugi mecz z Jagiellonią u siebie, ale umówmy się, że wtedy Fiorentina nie musiała się spinać, bo zwyciężyła 3:0 na wyjeździe. Teraz była bardziej zmobilizowana i Raków miał przez to kłopoty.
Wróćmy do Lecha, bo ten był jednak bliżej awansu niż Raków.
Lech już ma dużo tej jakości, choć przydałoby się jeszcze dwóch, trzech takich zawodników z górnej półki. Zresztą Lech położył sprawę pierwszym meczem, gdzie przegrał 1:3 u siebie. W rewanżu, do straconej bramki, radził sobie całkiem dobrze. Widać było, że Lech wyciągnął wnioski i strzelając dwie bramki, zaczął grać mądrzej, pilnował się bardziej z tyłu. Jednak po tym pechowym golu nasza drużyna siadła. Zatem przesądził pierwszy mecz. No i jednak Lech, choć jakoś ma, to Szachtar ma jej więcej. Jakbym miał rozebrać to drugie spotkanie na detale, to bym powiedział, że motoryka była na podobnym poziomie, taktyka raczej też, ale piłkarska jakość była po stronie Szachtara. To Szachtar był tym dojrzałym, doświadczonym pięściarzem.
To jednak jest klub z bogatą historią w pucharach.
Ja pamiętam, jak jeszcze grał tam Mariusz Lewandowski. Wiele razy z nim rozmawiałem o tym, jak to wygląda. Oni mieli świetnych Brazylijczyków i wygrywali puchary. Wtedy Szachtar był jeszcze lepszy niż obecnie, ale tamte doświadczenia przekładają się na to, że mamy do czynienia z klasowym zespołem. My możemy dojść do poziomu Szachtara, jeśli któraś z drużyn dołoży tych trzech, czterech świetnych zawodników. Tylko nie takich, jak Bukari w Widzewie, bo jakbym nie wiedział, że dali za niego 5 milionów euro, to widząc go, nie powiedziałbym, że jest tyle wart.
Jakby nie spojrzeć Lech tym ostatnim meczem, ale nie tylko tym, pokazał, że jest blisko ideału.
Tak. Tam są młodzi, zdolni zawodnicy, którzy mają co coś. Mają też tych dobrych, ale muszą poszerzyć kadrę, bo jak się gra na dwa, albo na trzy fronty, to trzeba mieć więcej dobrych zawodników. Niemniej Lech idzie małymi kroczkami do przodu. Cała liga idzie. Zobaczmy na taką Jagiellonią, która odpadła z Ligi Konferencji i zaczęła lepiej grać w lidze. To pokazuje, że tam nie ma długiej ławki pozwalającej grać skutecznie na dwóch frontach.
Czyli nie mamy nikogo w ćwierćfinale, choć rok temu były tam dwie nasze drużyny, ale powody do radości są.
Jak najbardziej. Choćby dlatego, że pomimo różnicy na niekorzyść w jakości piłkarskiej było naprawdę blisko. Raków prowadził 1:0, odrabiając straty, a Lech miał to samo przy prowadzeniu 2:0. Nasze zespoły były o krok od awansu i przy odrobinie szczęścia jednej z nich mogło się udać. Nie ma jednak co załamywać rąk, trzeba pracować. Pamiętam, jak kiedyś komentowałem mecz z 18-letnim wtedy Robertem Lewandowskim. Strzelił wtedy dwa gole, zaliczył asystę, więc pomyślałem, że to duży talent. Nie sądziłem jednak, że zajdzie aż tak daleko. To był taki szczypior chudziutki. Dobrze się poruszał, umiał się zachować, dołożył do tego ciężką pracę i widzimy, gdzie jest dziś. To samo może być z polską piłką klubową.

