Odważna teza byłego reprezentanta. „Raków pod wodzą Marka Papszuna pokonałby Fiorentinę”
– Gdyby trener Papszun był dalej w klubie, to jego zespół przeszedłby Fiorentinę. Niedosyt piłkarzy Rakowa wynika z tego, że oni wiedzą, że mogli dać więcej, mogli przeciwnika ograć, ale tego nie zrobili. W takich meczach liczą się detale – powiedział Marek Saganowski w rozmowie z Polsatem Sport.

Raków Częstochowa i Lech Poznań odpadły w 1/8 finału Ligi Konferencji. Z wypowiedzi piłkarzy obu drużyn po meczach rewanżowych przebija żal straconej szansy na grę w ćwierćfinale. Czego zabrakło Rakowowi, by pokonać Fiorentinę? Doświadczenia, odwagi, szczęścia, a może jakości sportowej?
Marek Saganowski, były napastnik m.in. Legii Warszawa, ŁKS-u Łódź, 35-krotny reprezentant Polski: Raków zrobił tyle, ile mógł. Na pewno zawodnicy i wszyscy w klubie czują niedosyt, bo Fiorentina była do ugryzienia. Tym bardziej, że Włosi jeszcze w poniedziałek grali z Cremonese i na Raków wyszli innym składem. Wyglądało na to że trener Paolo Vanoli był pewny awansu. Miał rację, skoro nawet zawodnicy drugoplanowi potrafili wywieźć z Sosnowca zwycięstwo.
Raków Częstochowa przegrał tylko 2 mecze w tej edycji Ligi Konferencji – oba z Fiorentiną. W obu tych spotkaniach Częstochowianie prowadzili, ale korzystnego wyniku nie potrafili utrzymać. Awans był blisko czy jednak daleko?
Uważam, że Raków pod wodzą Marka Papszuna wyglądał zupełnie inaczej niż obecny Raków trenera Łukasza Tomczyka. To już nie jest zespół tak dobrze zorganizowany, zespół, który nie traci łatwo bramek, któremu naprawdę ciężko strzelić gola. Organizacja gry teoretycznie jest podobna do tego, co było wcześniej, ale uważam, że dzisiaj Raków nie jest tym Rakowem za czasów Marka Papszuna. Gdyby trener Papszun był dalej w klubie, to jego zespół przeszedłby Fiorentinę. Niedosyt piłkarzy Rakowa wynika z tego, że oni wiedzą, że mogli dać więcej, mogli przeciwnika ograć, ale tego nie zrobili. W takich meczach liczą się detale. We Florencji był ten nieszczęsny gol stracony w ostatniej minucie po niepotrzebnym karnym. W rewanżu Raków prowadził, ale znowu stracił bramkę. I wiara w zespole błyskawicznie spadła, to było widoczne.
Przywykliśmy w poprzednich sezonach, szczególnie w Lidze Konferencji, że Raków potrafi dominować, grać jak równy z równym nawet z lepszymi od siebie drużynami. Teraz tej kropki nad ‘i’ Raków nie potrafi postawić nie tylko w pucharach, ale również w Ekstraklasie.
Jakie znaczenie mógł mieć w tym wszystkim fakt, że ‘Medaliki’ podejmowały rywali w pucharach w Sosnowcu, w roli bardziej teoretycznego niż rzeczywistego gospodarza? Brak stadionu z prawdziwego zdarzenia w Częstochowie będzie wracał po każdym pucharowym niepowodzeniu.
Na pewno czucie własnego boiska jest zdecydowanie inne niż boiska czy stadionu gdzieś od kogoś wynajętego. Chociaż trzeba tu dodać, że stadion w Sosnowcu jest dużo ładniejszy niż obiekt w Częstochowie. Jednak on nie jest ich, nie grają na nim meczu co tydzień i jest to kłopot. Być może ludzie, którzy nigdy w piłkę nie grali myślą, że to jest wciąż ta sama trawa i to samo boisko, ale tak w rzeczywistości nie jest. Na własnych ‘śmieciach’ każda drużyna jest zdecydowanie bardziej pewna siebie niż na wynajętym stadionie. Murawa w Sosnowcu została niedawno wymieniona, inaczej się na niej biega, jest dużo drobnych mankamentów, które przy złym wyniku doskwierają zawodnikom.
Co Pan powie o Lechu Poznań, który pokonał Szachtara Donieck i zaprezentował się o niebo lepiej niż w pierwszym spotkaniu? Dlaczego mistrz Polski gra tak nierówno, dlaczego brak mu ciągłości, dlaczego jest bardziej drużyną momentów niż stabilną i przewidywaną ekipą?
To jest mocno zastanawiające. Zawodnicy Lecha, podobnie jak piłkarze Rakowa, mają ogromny niedosyt. Kiedy schodzisz z boiska i wiesz, że mogłeś wygrać 3-0 czy 3-1, a w pierwszym meczu wyraźnie przegrywasz, masz niedosyt. Myślę, że jesienna wygrana Legii z Szachtarem trochę przyćmiła Lecha, który w pierwszym spotkaniu wyszedł zbyt odważnie, zbyt pewny siebie i został skarcony. Drugi mecz był już rozegrany przez Lecha bardzo dobrze i tym większy pozostał żal. Bo to właśnie pierwszy mecz w Poznaniu zadecydował o tym, że Lecha już w pucharach nie ma. Generalnie uważam jednak, że zarówno Lech, jak i Raków mogą być dumni, że zaszli tak daleko i nie odpadli z kretesem. Do ćwierćfinałów zabrakło im niewiele i wierzę, że w kolejnym sezonie będziemy jeszcze lepsi.
Mikael Ishak strzelił w rewanżu 2 gole i został najlepszym strzelcem w historii występów polskich drużyn w pucharach. Szwed ma obecnie zdobytych 31 bramek dla Lecha w Europie. Gdyby nie on, nie byłoby chyba ćwierćfinału Ligi Konferencji w 2023. roku czy 1/8-mej finału w tym sezonie?
Lech zazwyczaj miał nosa do napastników i zawsze sprowadzał dobrych zawodników o takiej specjalności. Jeśli chodzi o Ishaka, to jest to napastnik, którego każdy trener chciałby mieć w drużynie. Jest to przede wszystkim wojownik, który pracuje dla całego zespołu. Nigdy nie zauważyłem, by machał do kolegów rękami, wyrażając niezadowolenie, że do niego nie zagrali. Jest liderem Lecha Poznań z krwi i kości i przede wszystkim potrafi wykorzystywać swoje sytuacje. Jako trener mogę powiedzieć, że zawsze chciałbym mieć Mikaela Ishaka u siebie.
Lech i Raków nie powtórzyły zeszłorocznych ćwierćfinałów LK, które były udziałem Legii Warszawa i Jagiellonii Białystok. Czy w związku z tym nie powinniśmy marzyć o Lidze Mistrzów czy Lidze Europy, bo to dla nas zbyt wysokie progi?
Polskie zespoły rozgrywają naprawdę dużo meczów w Europie, bo jest Liga Konferencji. Cieszę się, że są te rozgrywki, bo możemy w nich szerzej zaistnieć. Zeszłoroczne ćwierćfinały, a teraz 1/8-ma finału to jest duży wyczyn. Gorzej by było, gdybyśmy odpadali w eliminacjach czy nie awansowali po fazie ligowej. Polska Ekstraklasa idzie do przodu. Im więcej będzie w niej jakościowych zawodników, za których trzeba zapłacić duże pieniądze, tym większe będą nasze szanse na sukces w Europie. Kiedyś wszyscy mieliśmy cel gry w Lidze Mistrzów. Wprawdzie rzadko, ale jednak parę razy ten cel udało się zrealizować. Dzisiaj musimy myśleć o tym, by polski zespół zagrał wreszcie w Lidze Europy. Musimy zacząć konkurować na rynku transferowym z europejskimi średniakami. Chcę jednak podkreślić, że Lech Poznań i Raków Częstochowa powinny być zadowolone ze swoich występów w Lidze Konferencji. Nie udało się, minimalnie czegoś brakowało, ale odpadamy z twarzą.
Przejdź na Polsatsport.pl
