Sięgnął po złoty medal, a później to wyznał. "Przez rok nie miałem psychicznie życia"

Inne

Jakub Szymański został w Toruniu halowym mistrzem świata w biegu na 60 m ppł. To jego życiowy sukces. W finale uzyskał 7,40. - Po wygranej przytuliłem się do rodziców i wypłakałem jak mały chłopiec, bo tak siedziała we mnie porażka rok temu w Chinach - powiedział złoty medalista.

Polski lekkoatleta okryty biało-czerwoną flagą
fot. PAP
Jakub Szymański zdobył złoto w Toruniu, pokonując presję

Srebro dla Hiszpana Enrique Llopisa - 7,42, a brąz dla Treya Cunninghama z USA - 7,43.

 

- Rok temu podczas HMŚ w Nankinie poziom był bardzo niski, ja o tym wiedziałem. Przyjechałem dwa tygodnie wcześniej, zrobiłem aklimatyzację, a na treningu pobiegłem "życiówkę". Byłem w lepszej formie od Granta Hollowaya. Mogła być wówczas walka o złoty medal, ale zostałem z niczym, zostałem z rozpaczą. Nie miałem energii na sezon letni, zupełnie - powiedział po triumfie w Toruniu 23-letni Szymański.

 

ZOBACZ TAKŻE: Ewa Swoboda przyznała to po biegu. "Tyle mogłam dać"

 

Podkreślił, że powiedział sobie przed tegorocznymi HMŚ, że musi być gotowy na nowy rekord Polski, aby zdobyć złoto.

 

- Zostałem zaskoczony tylko tym, że wystarczył nieco słabszy rezultat. Zrobiłem to, co do mnie należało. Wytrzymałem presję najlepiej ze wszystkich. We dwójkę z Hiszpanem ograliśmy najpewniejszego człowieka, który tu przyjechał. On w półfinale wynikiem 7,35 poprawił rekord życiowy. Już wtedy wiedziałem, że to nie znaczy nic dobrego. Bo to jest tak, jakby wystrzelać pistolet, a potem zostajesz ze ślepakami - obrazowo opisywał.

 

W szczerej rozmowie z dziennikarzami wskazał, że przez rok po nieudanym występie w Chinach zmagał się z wielkimi problemami mentalnymi.

 

- Pierwszy raz po złocie zeszkliły mi się oczy. Przytuliłem się do taty, do mamy. Wypłakałem się jak mały chłopiec. Tego potrzebowałem. Przez rok nie miałem psychicznie życia. Wszystko sklejało się w głowie z Chinami. Wygrane czy udane występy nie uczą tyle co porażki. Wszyscy wybitni sportowcy m.in. Michael Jordan to mówili, a to na nich się wzorowałem. Przestałem w siebie wierzyć na jakąś chwilę. Po przebudzeniu miałem tętno 100 uderzeń na minutę, bo to mi tak podnosiło ciśnienie. Teraz to się zmieni. Wracam do domu rodzinnego z psem. Będę mógł z nim normalnie spać w łóżku, a jak się będę budził, to będę miał... wywalone, co będzie jutro - powiedział Szymański.

 

Przyznał, że teraz chce przez chwilę cieszyć się z tego, co dokonał.

 

- To co wydarzyło się w Chinach zmieniło mnie jako człowieka. Nie potrzebowałem do tego psychologa, bo radzę sobie z problemami sam. Rozmawiam ze sobą i uważam, że jest to wielka i pomocna metoda na radzenie sobie ze stresem i trudnymi przeżyciami - podsumował halowy mistrz świata.

 

Złoto Szymańskiego to trzeci polski medal w toruńskiej imprezie, ale pierwszy złoty. Wcześniej srebro w biegu na 400 m wywalczyła Natalia Bukowiecka, a brąz sztafeta mieszana 4x400 m.

 

Lekkoatletyczne HMŚ w Toruniu zakończą się w niedzielę wieczorem. Polacy mają jeszcze kilka szans medalowych. W ostatnim dniu wystartują m.in. Pia Skrzyszowska na 60 m ppł, sztafeta żeńska 4x400 m, Klaudia Kazimierska w finale biegu na 1500 m, a także wieloboistki Adrianna Sułek-Schubert i Paulina Ligarska. 

 

PAP
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie