Zbigniew Boniek ocenił to z Narodowego. "On był dramatycznie niepewny"

- Analizując ten mecz, dochodzę do wniosku, że gdzieś tam na Górze jest ustalone, że to są biało-czerwone baraże. Gdyby było inaczej, to dzisiaj bylibyśmy w innych nastrojach i mówilibyśmy o zupełnie innym wyniku. Albańczycy, mimo że byli przeciętni i głównie się bronili, mieli więcej sytuacji do strzelenia bramek niż my – powiedziała nam legenda nie tylko polskiej piłki Zbigniew Boniek.

Zbigniew Boniek w eleganckim płaszczu, z telefonem w dłoni, uśmiecha się.
PAP
Zbigniew Boniek opowiedział o meczu z Albanią

Michał Białoński, Polsat Sport: Do jakich wniosków doszedł pan po pokonaniu Albanii 2:1? Droga przez mękę "Biało-Czerwonych"?

 

Zbigniew Boniek: W piłce nożnej rzeczą najważniejszą jest wynik. Gdybyśmy nasz wczorajszy mecz porównać do spotkania Szwecji z Ukrainą, to wyciągnęlibyśmy bardzo dziwne wnioski: w pierwszej połowie Szwedzi mieli zaledwie 28 procent czasu posiadania piłki, a w drugiej – niewiele ponad 30 i spokojnie wygrali 3:1. Myśmy wygrali 2:1, gdzie poza strzeleniem dwóch bramek nie mieliśmy żadnej stuprocentowej sytuacji, a nasi rywale mieli takie dwie.

 

To prawda, mieli świetną szansę na 2:0.

 

A później na 2:1. W pierwszej połowie bardzo niepewny i nerwowy był Matty Cash. Naprawdę źle to wyglądało, ale ja mówię tak: mam nadzieję, że gdzieś tam na Górze jest ustalone, że te baraże są biało-czerwone. Jedziemy na finał do Szwecji, na starcie z mocną drużyną, ale drużyną, która jest absolutnie w naszym zasięgu.

 

Zaskoczyła pana obecność Filipa Rózgi w wyjściowym składzie? Jak pan porówna jego występ do debiutu Oskara Pietuszewskiego?

 

Młodzież zostawmy na boku, za dużo o niej nie rozmawiajmy. To kreowanie niepotrzebnych sympatii i animozji. Z tego co słyszałem ze sztabu reprezentacji, to Rózga bardzo dobrze się prezentował na treningach. W związku z tym trener Urban wystawił go do podstawowego składu. Z góry przyjął także założenie, że Pietuszewski wejdzie w drugiej połowie. Na pewno nie był to mecz życia żadnego z nich. Oskar był trochę groźniejszy. Wrzucił trochę polotu, dynamiki. Natomiast o Rózdze nie można powiedzieć, żeby dokonał coś wielkiego.

 

ZOBACZ TAKŻE: Zbigniew Boniek zareagował na decyzje Jana Urbana. "Największym problemem jest głowa"

 

Trener Urban, korzystając z rady Andrzeja Dawidziuka i Józefa Młynarczyka postawił na Kamila Grabarę. Chyba trafili, bo bramkarz Wolfsburga uratował nas przed stratą bramki na 1:2?

 

Oczywiście, trzeba przyznać, że Grabara był jednym z najważniejszych filarów zespołu, w kluczowych momentach meczu podał rękę zespołowi. Albańczycy nie sprawiali wrażenia zespołu, który chciałby rzucić wszystkie siły na frontalną ofensywę. Staliśmy z trójką obrońców z tyłu, a oni z przodu czasami nie mieli nikogo, w związku z tym mieli przewagę liczebną w strefie środkowej i potrafili z dużym spokojem utrzymywać się przy piłce. Na ogół z tego nic nie wynikało, ale przez 50 procent czasu byli przy piłce.

 

Nasz zespół dobrze zaczął mecz, Jakub Kamiński nie zdecydował się na strzał z siedmiu metrów, a Robert Lewandowski z bliska nie trafił. Później nastąpiły dwie krótkie przerwy, bo Albańczycy ucierpieli w starciach, które wybiły nas z rytmu, a później rywale nabrali wiary w siebie, rozwinęli skrzydła, z kolei my zaczęliśmy grać nerwowo.

 

Nie do końca zgodzę się z tą tezą. Przecież Albania nie stworzyła żadnej groźnej sytuacji, bramkę strzeliła po ewidentnym błędzie Janka Bednarka, który chciał wybić, nie trafił czysto w piłkę, Hoxha wyszedł sam na bramkarza i zdobył bramkę. Ale nie było żadnego momentu, w którym oni by nas przycisnęli i co chwilę zagrażali bramce. Od początku założyli sobie, że stosują niski pressing, mają dwie linie: czterech-pięciu w obronie i pięciu w pomocy, jeden trochę bardziej wysunięty, a jak się nadarzała okazja, to wychodzili do kontry. Nic innego w tym meczu nie robili.

 

Trenerowi Urbanowi wyszedł manewr przejścia na czwórkę obrońców. Poświęcił Tomasza Kędziorę, by wpuścił Karola Świderskiego. Chwilę później Robert Lewandowski wyrównał na 1:1. Na dodatek Karol dał dobrą zmianę.

 

Wydaje mi się, że każdy trener przy takim wyniku szukałby rozwiązań ofensywnych, Janek zastosował taki wariant. Natomiast nie powiedziałbym, że samo wejście Karola aż tak bardzo odmieniło naszą drużynę. Autograf pod bramkami złożyli ci, na których najbardziej liczyliśmy: Lewandowski i Zieliński. Mi natomiast cały czas brakowało stwarzania innych sytuacji.

 

Jak ten mecz wyglądał z trybun. PZPN posadził pana obok byłego ministra edukacji Przemysława Czarnka, którego jednak zatrzymały obowiązki w Sejmie?

 

Ostatecznie dotarł. Był także prezydent Nawrocki. Ja się koncentrowałem na meczu. Z panem Czarnkiem tak samo rozmawiałem o piłce, kibicowaliśmy reprezentacji Polski.

 

Na starcie ze Szwecją wraca Nicola Zalewski. Czy to może być jednym z naszych atutów?

 

To będzie duży atut. Uważam, że Zalewski może zrobić w tym meczu różnicę.

 

Nie wygraliśmy w Szwecji od lat 30. XX wieku. To rywal niewygodny dla nas.

 

Czas najwyższy, aby to zmienić.

 

Najniższe noty – po 4 – wystawił pan Cashowi i Rózdze.

 

Matty był w pierwszej połowie dramatycznie niepewny, nerwowy. Gdy się patrzyło na niego z trybun, to nie wyglądało to dobrze.

 

Analizując ten mecz, dochodzę do wniosku, że gdzieś tam na Górze jest ustalone, że to są biało-czerwone baraże. Gdyby było inaczej, to dzisiaj bylibyśmy w innych nastrojach i mówilibyśmy o zupełnie innym wyniku. Albańczycy, mimo że byli przeciętni i głównie się bronili, mieli więcej sytuacji do strzelenia bramek niż my.

 

Najwyższe noty – 7, wystawił pan Grabarze i Zielińskiemu.

 

Może Szymański powinien również dostać 7. Grabara uratował nas w najważniejszym momencie, a do Zielińskiego mam słabość, więc trochę prywaty w ocenach zawsze musi być (śmiech).

Przejdź na Polsatsport.pl
Czy polscy piłkarze zagrają na MŚ 2026?

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie