Szokujące wieści! Siatkarski gwiazdor zakończył karierę w reprezentacji!
- Nie będzie mnie w kadrze ani w tym roku, ani w kolejnych latach. Jestem już po rozmowie z trenerem, przedstawiłem mu swoją decyzję — kończę reprezentacyjną karierę. Teraz mogę opowiedzieć o tym otwarcie, żeby wszyscy lepiej zrozumieli powody, jakimi się kierowałem. I tak bardzo długo to odwlekałem - powiedział Marcin Janusz w rozmowie z Przeglądem Sportowym. Tym powodem są problemy z wątrobą.

31-letni Janusz od dłuższego czasu cierpiał na problemy zdrowotne, co spowodowało, że zabrakło go m.in. w kadrze na mistrzostwa świata na Filipinach. Kibice, eksperci oraz dziennikarze doskonale znają jego kłopoty z plecami, ale okazuje się, że powodem zakończenia kariery jest coś o wiele poważniejszego.
- Większość kibiców wie o moich problemach z plecami, z którymi zmagałem się od lat, także podczas igrzysk w Paryżu. Gdyby chodziło tylko o to, wróciłbym w tym sezonie do kadry. Jednak był to tylko jeden z powodów i nie ten najważniejszy. To problemy z wątrobą. Przez lata gry w klubach i reprezentacji przyjmowałem leki przeciwbólowe czy przeciwzapalne, gdy pojawiały się problemy zdrowotne, a mimo to trzeba było grać. Tak wygląda codzienność każdego sportowca i nie jest to nic nadzwyczajnego. Nie chcę powiedzieć, że przesadziłem. Jednak w Paryżu musiałem przyjąć bardzo dużo środków, by móc rozegrać najważniejsze mecze w życiu. Nie żałuję, bo gdybym jeszcze raz miał podjąć taką decyzję, zrobiłbym to samo. O występie w igrzyskach i zdobyciu medalu marzyłem przecież od dziecka. Kilka miesięcy później poniosłem tego spore konsekwencje. Kiedy po sezonie olimpijskim dołączyłem do klubu, jedyne, co byłem w stanie zrobić po powrocie z treningów czy meczów, to pójść spać. Taka sytuacja ciągnęła się przez dłuższy czas, kilka tygodni. Czułem, że nie jest to zwykłe zmęczenie. Nawet nie byliśmy wtedy w okresie bardzo mocnych treningów z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle, a ja często nie byłem w stanie podnieść się z łóżka. W domu z żoną i w klubie z całym sztabem zaczęliśmy się zastanawiać, co się dzieje. Badania wykazały bardzo wysokie markery wątrobowe, znacznie przekraczające normę. Wiedzieliśmy już, w jakim kierunku należy szukać przyczyny mojego stanu zdrowia - podkreślił Janusz.
ZOBACZ TAKŻE: ZAKSA ukąsiła Aluron. Kiedyś już tak było, tylko odwrotnie...
W dalszej rozmowie z Przeglądem Sportowym Onet były już rozgrywający naszej kadry mówi o diagnozie, jaką usłyszał od lekarzy.
- Zwłóknienie wątroby drugiego stopnia. To stadium wymagające szybkiej reakcji i wyeliminowania czynników, które powodują. Usłyszałem jasno, że gdybym zignorował problem i dalej funkcjonował w takim samym trybie — przy dużych obciążeniach i konieczności częstego sięgania po leki — doprowadziłoby to do bardziej zaawansowanego stadium zwłóknienia, bo byłem już na granicy. W praktyce oznaczałoby to funkcjonowanie z chorobą przewlekłą przez długie lata, a może nawet do końca życia. Nie tylko moja gra w reprezentacji Polski, ale też dalsza kariera klubowa i funkcjonowanie jako profesjonalnego sportowca, stanęłyby pod dużym znakiem zapytania. Z perspektywy czasu uważam, że miałem dużo szczęścia, że te kłopoty udało się wykryć dość wcześnie i w porę zareagować - powiedział siatkarz.
Janusz dodał również, że zdążył już poinformować o swojej decyzji selekcjonera naszej kadry, Nikolę Grbicia.
- Rozmawialiśmy pod koniec lutego po naszym meczu w Częstochowie. Trochę mnie wtedy zaskoczył, że przyjechał do Polski. Chciałem nawet do niego zadzwonić i na spokojnie umówić się na spotkanie, ale skoro był na miejscu, to w Częstochowie poprosiłem go o dłuższą rozmowę. Bardzo zależało mi, żeby o wszystkim dowiedział się bezpośrednio ode mnie, a nie z mediów. Wytłumaczyłem mu swoją sytuację tak jak tobie teraz. Powiedziałem, że gdybym dalej grał w kadrze, mogłoby to poważnie odbić się na moim zdrowiu i życiu nie tylko sportowym. Nie wiedziałem, jak zareaguje, ale w pełni zrozumiał moje powody. On też potrzebuje na kadrze zawodników gotowych w stu procentach, bo to przez lata prowadziło nas do medali, W obecnej sytuacji, ja nie byłbym w stanie się podjąć takiego poświęcenia. Jeśli się do czegoś zobowiązuję, to chciałbym móc to wypełnić. Nie wyobrażam sobie, że mógłbym ukrywać swoje problemy przed trenerem, byle tylko być w reprezentacji - rzekł.

31-latek to czołowa postać reprezentacji Polski ostatnich lat i zarazem jeden z najbardziej utytułowanych siatkarzy w naszym kraju. Na jego koncie znajdują się m.in. złote medale mistrzostw Europy i Ligi Narodów oraz srebro igrzysk olimpijskich i mistrzostw świata. Do tego należy dodać dwa triumfy w Lidze Mistrzów z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle i dwa mistrzostwa Polski, które wywalczył z PGE Skrą Bełchatów oraz ZAKSĄ. Trzykrotnie cieszył się z triumfu w Pucharze Polski i dwukrotnie w Superpucharze Polski. Grał ponadto w AZS-ie Częstochowa, Effectorze Kielce i Treflu Gdańsk. Obecnie jest zawodnikiem Asseco Resovii Rzeszów.


