Historia Legii 1995 i Widzewa 1996, które występowały w Lidze Mistrzów jest raczej nieciekawa. Stołeczna ekipa połowy lat 90. budowana była przez Janusza Romanowskiego wokół czołowych piłkarzy w kraju: Leszka Pisza, Macieja Śliwowskiego, Radosława Michalskiego, Piotra Czachowskiego, Wojciecha Kowalczyka, Jerzego Podbrożnego, Tomasza Wieszczyckiego, Cezarego Kucharskiego, Marka Jóźwiaka, czy Zbigniewa Mandziejewicza. Klub dysponował wówczas wysokim budżetem i dzięki wsparciu FSO (później także Canal+) mógł ściągać najlepszych.


Ćwierćfinał i koniec


Mistrzostwo kraju ekipa ta zdobyła już po dwóch latach rządów Romanowskiego w 1994 roku (tytuł z 1993 odebrano i przyznano Lechowi Poznań). W Warszawie panowała euforia, bowiem zespół wrócił na tron po 24 latach, a dopełnieniem tego miał być awans do Ligi Mistrzów. Legia przepadła jednak w starciach z Hajdukiem Split (0:1 i 0:4). Na upragnioną kwalifikację do elity trzeba było poczekać kolejne dwanaście miesięcy – w 1995 roku Legia znów wywalczyła mistrzostwo, a następnie przypieczętowała awans do Champions League ogrywając IFK Goeteborg (1:0 i 2:1).


Wydawało się, że najlepszy zespół w kraju opromieniony sukcesem i klub wzmocniony premiami z UEFA zdominują ligę. Tym bardziej, że Legia poradziła sobie w grupie z Rosenborgiem, Spartakiem Moskwa oraz Blackburn Rovers i awansowała do ćwierćfinału rozgrywek. Jak się okazało był to początek końca potęgi – Panathinaikos Ateny był wówczas lepszy (0:0 i 0:3), a piłkarze myślami byli już w zachodnich klubach.


Trio z Łodzi


W kraju tymczasem powstawała kolejna potęga – w Łodzi rodził się wielki Widzew. W 1996 roku to ekipa Franciszka Smudy wywalczyła mistrzostwo kraju bez przegranej w całym sezonie! W zespole już byli: Andrzej Woźniak, Tomasz Łapiński, Rafał Siadaczka, Marek Citko, Ryszard Czerwiec, Mirosław Szymkowiak, czy Marek Koniarek, a po zdobyciu tytułu dołączyli Paweł Wojtala, Jacek Dembiński, Sławomir Majak, czy Maciej Szczęsny i Radosław Michalski ściągnięci z… Legii. W stolicy bardzo szybko rozpadał się wielki zespół – po pieniądzach i czołowych piłkarzach nie było już śladu. Miał nadejść czas Widzewa.


Łodzianie już w pierwszym podejściu awansowali do Ligi Mistrzów. Znów wydawało się, że powstaje potęga na lata – Andrzej Grajewski, Andrzej Pawelec i Ismat Koussan rysowali wielkie plany na przyszłość, a Smuda dokładał do tego charyzmę i niesamowitą waleczność podopiecznych. Ekipa która rok wcześniej nie sprostała Czernomorcowi Odessa, teraz wyeliminowała Broendby Kopenhaga (2:1 i 2:3) i wdarła się do Champions League. Tam walczyła na równi z Borussią Dortmund (1:2 i 2:2), Atletico Madryt (1:4 i 0:1) i Steauą Bukareszt (0:1 i 2:0).


Dominacja na próżno


Cierpliwości i zgody w klubie starczyło jednak tylko na dwa sezony. Rok później w kwalifikacjach lepsza okazała się Parma (1:3 i 0:4), a w 1998 roku tytuł zdobył lokalny rywal – ŁKS. Po wielkim Widzewie powoli zostawało tylko wspomnienie. Od tamtej pory, aż do minionego wtorku, nikt nie powtórzył wyczynów Legii oraz Widzewa i nie awansował do Ligi Mistrzów. A kolejni działacze tracili szybciej, bądź wolniej cierpliwość.


Najdłużej ligę zdominowała Wisła Kraków, którą w 1998 roku przejął Bogusław Cupiał. Zachwycony sukcesami Romanowskiego oraz Grajewskiego i Pawelca pozazdrościł kolegom-biznesmanom. I choć tamci łącznie zdobyli tylko cztery tytuły, a Wisła Cupiała ma na koncie aż 8 mistrzowskich koron, to jednak Ligi Mistrzów nigdy w Krakowie nie udało się zasmakować. Choć patent na sukces był podobny.


Bez LM nawet po reformie


Cupiał choć miał pod Wawelem najlepszych w kraju (Kałużnego, Węgrzyna, Bukalskiego, Czerwca, Kulawika, Patera, Frankowskiego, Moskalewicza, Głowackiego, Żurawskiego, Kosowskiego, Szczęsnego, Baszczyńskiego, braci Brożków, Szymkowiaka itd.), choć zatrudniał dobrych trenerów (Smudę, Kasperczaka, Nawałkę, Lenczyka, Engela, Okukę, Petrescu, czy Skorżę), to zabrakło szczęścia, cierpliwości, a być może i czasami po prostu umiejętności. Wszak Wisła na swej drodze trafiała na potęgi (Parmę, czy Barcelonę, ale także Panathinaikos Ateny), jednak od 2009 roku dwukrotnie miała szansę na łatwiejszą ścieżkę i dwukrotnie przepadła z kretesem – najpierw z Levadią Tallin, a potem z APOELem Nikozja.


Choć Cupiał najdłużej utrzymał więc zespół na szczycie w kraju, nie potrafił spożytkować tego na arenie międzynarodowej. Choć Wisła stała się na lata hegemonem w lidze, co nie udało się Legii i Widzewowi, to nie mogła skorzystać z finansowych i sportowych bonusów w postaci meczów w Lidze Mistrzów.


Historia wraca do Legii


W międzyczasie mistrzostwo kraju wywalczyły także ŁKS (1998), Polonia Warszawa (2000), Zagłębie Lubin (2007), Lech Poznań (2010 i 2015) oraz Śląsk Wrocław (2012), ale żaden z tych klubów nie zbudował tak solidnych podstaw i nie zdominował ligi na dłużej. Dopiero ponownie Legia Warszawa zdołała w ostatnim czasie podbić Ekstraklasę – po części przez słabość rywali, po części przez plan trójki zarządzających: Dariusza Mioduskiego, Macieja Wandzla i Bogusława Leśnodorskiego.


Legia w ostatnich czterech sezonach trzykrotnie sięgnęła po mistrzostwo kraju, a teraz wreszcie skorzystała z reformy Michela Platiniego i awansowała do europejskiej elity. Czy jednak pójdzie w ślady Romanowskiego i zabezpieczy byt doczesny (właściciele klubu spłacą zobowiązania wobec ITI oraz odbiją sobie lata ostatnich poświęceń finansowych na rzecz warszawskiego klubu), czy postara się zdominować krajowe podwórko w stylu Cupiała (8 tytułów w pierwszych 13 latach w Krakowie), skuteczniej walcząc na arenie międzynarodowej? Czy Leśnodorski i spółka będą cierpliwi oraz konsekwentni w budowaniu drużyny i regularnie do Warszawy ściągani będą najlepsi w kraju, czy transferowa i trenerska karuzela (Urban, Berg, Czerczesow i Hasi) dalej będzie się kręcić, a kwestia awansu do Ligi Mistrzów uzależniona będzie od szczęśliwego losowania i piłkarskiej fortuny? Historia jest ważną przestrogą…