Mateusz Borek: Skończyło się tak, jak przewidywało wielu ekspertów, a także zwykłych kibiców. Doświadczenie było bowiem zdecydowanie po Twojej stronie.

Mariusz "Pudzian" Pudzianowski: Przede wszystkim Pawłowi należą się brawa, a nie gwizdy. Żeby wejść do tej klatki trzeba mieć naprawdę "jaja". Kibice siedzą na trybunach, biją brawo, a mało kto zdaje sobie sprawę, że samo wejście do oktagonu, to już wyzwanie. Paweł miał osiem lat przerwy, miał swoje zawirowania, jak to czasami w życiu bywa. On wygrał już tym, że zebrał się i trenował przez trzy miesiące na tyle, na ile pozwoliło mu zdrowie. Wyszedł ze mną i stanął do walki, pomimo że ja trenuję siedem lat. Powiedział - "Pudzian dam radę, dam z siebie wszystko". Tak jak widzieliście dał radę, ponieważ trafił mnie jednym ciosem.

No właśnie. Wszedł ten prawy prosty, później dosyć szybki prawy sierpowy i Mariusz... przyklęknąłeś.

Nie zakręciło mi się w głowie i raczej wszystko kontrolowałem, ale faktem jest, że Paweł trafił mnie zdrowo. Odczuwam to do tej pory, ponieważ moje usta są mocno opuchnięte.

"Różal" mówi, że on ma dosyć "ciężką rękę". Czy możesz to potwierdzić?

Ma ciężką rękę. Gwarantuję, że gdyby Cię trafił, to ukucnąłbyś na pewno...

Można powiedzieć, że była to "łatwa kasa". Wszystko odbyło się szybko, łatwo i przyjemnie. Jednak przed pojedynkiem, to głównie na Tobie była presja, bo to Ty miałeś praktycznie wszystko do stracenia w tej walce.

Ja mogłem stracić prawie wszystko, a zyskać prawie nic. Gdybym dzisiaj przegrał, to pewnie powiedziałbym: "Dziękuję, to było moje siedem lat", a tak do końca 2017 roku jeszcze jestem i wtedy przyjdzie pewnie czas na emeryturę.

Cały wywiad Mateusza Borka Z Mariuszem "Pudzianem" Pudzianowskim w załączonym materiale wideo.