Piłka ręczna

Nasze panie jadą do domu. Niemki wyrzuciły...

"Generalnie trafiliśmy na zespół, który był do ogrania. Moje zawodniczki wszystkim udowodniły, że nasza droga jest prawidłowa. Udało nam się w dużym stopniu zrealizować przedmeczowe założenia. Czytaliśmy dobrze grę, odpowiednio reagowaliśmy i szukaliśmy słabszych punktów niemieckiego zespołu. W takich meczach z reguły trzeba mieć trochę szczęścia. Może trzeba zachować zimną głowę. W końcówce mieliśmy kilka sytuacji, które trzeba było skończyć. Nie byłem zadowolony z jednej, czy drugiej decyzji sędziów, ale muszę to na spokojnie obejrzeć, a nie zrzucać winę" - powiedział szkoleniowiec cytowany na stronie internetowej Związku Piłki Ręcznej w Polsce.

 

Krowicki, który znacznie odmłodził skład, pomimo przegranych mistrzostw jest zadowolony ze swoich podopiecznych.

 

"Jest wiele momentów, z których jestem dumny. Mówię to szczerze i wiem, że zawsze to śmiesznie brzmi, bo po przegranym meczu powinno się krytykować. Biorąc jednak pod uwagę te trzy spotkania i sportowy rozwój, należy zauważyć wszystkie pozytywne rzeczy, które dają nam nadzieję. Niezbyt chętnie żegnamy się z turniejem, miałem ochotę dalej grać z tymi dziewczynami" - podkreślił.

 

Polski selekcjoner próbował usprawiedliwiać niektóre szczypiornistki, jednocześnie zauważył, że jego drużynie potrzeba jeszcze czasu, aby się odpowiednio zgrać.

 

"Nie chciałbym obwiniać jednej, czy drugiej zawodniczki. Alina Wojtas po swojej dłuższej przerwie szuka formy reprezentacyjnej, ale to też jest droga, żeby jej pomóc. Kinga Achruk grała dość nierówno, musi ustabilizować formę, podobnie z Martą Gęgą. Stabilizacja wymaga jednak czasu, treningów i gry w tym samym gronie, by nie pojawiały się żadne wahania. Nasze alternatywy to bardzo młode zawodniczki. O ile mamy kilka doświadczonych, tak pozostałe potrzebują tego ogrania na wyższym poziomie" – zakończył Krowicki.