W nocy z soboty na niedzielę Andre Dirrell walczył z Jose Uzcateguim o tymczasowe mistrzostwo świata IBF wagi superśredniej. Po siedmiu rundach na kartach punktowych lepszy był Wenezuelczyk, lecz ostatecznie został zdyskwalifikowany za uderzenie rywala po gongu kończącym ósme starcie (wcześniej zrobił to samo, za co otrzymał stosowne ostrzeżenie). Można się spierać, czy Amerykanin udawał, czy też nie - faktem jest jednak to, że sędzia Bill Clancy postanowił przerwać pojedynek. "The Resurrected" wygrał przez dyskwalifikację.

Najgorsze jednak wydarzyło się po walce. Uzcategui stał ze swoją ekipą w narożniku, kiedy podszedł do nich wujek, a zarazem trener, Dirrella - Leon Lawson Jr. Po chwili zamachnął się, wyprowadzając bardzo mocny lewy sierpowy, który trafił pięściarza prosto w szczękę! Wenezuelczyk nie wyglądał na zranionego, ale bardzo szybko ruszył do instynktownej obrony. Wszyscy byli w szoku, co się właśnie wydarzyło.

Policja stanu Maryland rozpoczęła już poszukiwania Lawsona, który po sprawieniu całego zamieszania, tajemniczo opuścił halę. - Jeśli dlatego wszyscy gwiżdżecie, to przepraszam. Przepraszam za to, co zrobił mój trener. On mnie kocha, to mój człowiek, wujek. Moje dobro jest dla niego na pierwszym miejscu - powiedział po walce Dirrell.

Uzcategui trafił do szpitala, lecz po kilku godzinach z niego wyszedł.